tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Rodzina zagłodzonej Madzi: znachor wykorzystał ich wiarę, izolowali się, byli jak za szybą

Rodzina zagłodzonej Madzi: znachor wykorzystał ich wiarę, izolowali się, byli jak za szybą
Foto: tvn24 | Video: Superwizjer Rodzina zagłodzonej Madzi: To był straszny szok, ból. To nie miało tak być, ona miała żyć

Prawie pół roku po śmierci małej Madzi, jej krewni postanowili przerwać milczenie. I opowiedzieć o tym, co działo się za murami domu w Brzeźnej niedaleko Nowego Sącza. - Olbrzymi ból i cierpienie. Pamiętam małą, jak się tak pięknie do mnie uśmiechała. Chcę ją tak zapamiętać - opowiada siostra kobiety, która uwierzyła w nadprzyrodzoną moc uzdrawiania znachora i postanowiła karmić swoją córkę "niestandardowo". Prokuratorzy zanotowali: dziecko zmarło z odwodnienia i wycieńczenia.

- Wsiadłam wtedy w samochód, pojechałam od razu do nich. Nie mogłam uwierzyć, że coś takiego się w ogóle wydarzyło - mówi Monika Zęcina, ciotka Madzi. - No niestety. To była prawda. Pełno policji. Nie mogłam być blisko siostry, nie dopuścili tam mnie. (...)  A ja chciałam ich tylko przytulić, wiedziałam, że jest im strasznie źle, że strasznie cierpią z tego powodu, że stracili to dziecko - mówi.

"Tak się pięknie uśmiechnęła"

Do tragicznych wydarzeń doszło w połowie kwietnia. 6-miesięczne dziecko zmarło wtedy z wycieńczenia i odwodnienia, a prokuratorzy zainteresowali się niecodziennymi praktykami rodziców. Ci, jak sami mówili, karmili dziewczynkę "niestandarowo". Rad szukali u lokalnego znachora, Marka Haslika.

- Ostatni raz Madzię widziałam w domu u Asi i Michała. Tak pięknie się do mnie uśmiechnęła. Była taka radosna. Ten widok to bym chciała zapamiętać do końca życia - dodaje Monika.

Madzia ważyła w chwili śmierci zaledwie trzy i pół kilograma. Prokuratorzy byli pewni: rodzice źle odżywiali dziewczynkę. Usłyszeli zarzuty nieumyślnego doprowadzenia do śmierci oraz znęcania się nad nią poprzez podawanie nieodpowiedniego pokarmu. Oboje trafili do aresztu.

Płaczem zaczynam dzień i z płaczem zasypiam

- Mam kontakt z córką. W pierwszym liście, jaki mi napisała, mówiła że bardzo przeprasza. Że prosi o wybaczenie. Że ona tego nie chciała, że chciała tylko ratować Madzię - mówi Jadwiga Wardęga, matka Joanny i babcia zmarłej dziewczynki.

Córka tak miała powiedzieć jej po śmierci Madzi: "Rano otwieram oczy i pierwsza myśl jest taka, że to był tylko zły sen. Ale to nie był sen. I zaczynam płakać. Płaczem zaczynam dzień i z płaczem zasypiam. Boję się tego, co będzie, co będzie z moją rodziną. Czy będę potrafić jakoś żyć. Wiem, że rodzice próbowali nam pomóc, ale byliśmy tak zaślepieni. Nie ma już mojej małej córeczki. Już nigdy jej nie zobaczę. Nie zobaczę, jak chodzi, jak się uśmiecha. To nie miało być tak. Miała żyć."

- "Chcieliśmy mieć zawsze dwójkę dzieci i będziemy je mieć. To jest spełnienie marzeń" - mówili rok przed tą tragedią. Mieli już Karolka, czekali na Madzię. Asia była wtedy taka szczęśliwa - opowiada przyjaciółka rodziny.

- Byli szczęśliwi - pokazują zdjęcia ze ślubu rodzice Joanny. - On postawny, wysoki. Ona drobniutka - mówi pani Jadwiga. - A tu zdjęcia ze chrztu Madzi, tu z kościółka wyjeżdżają, obok starszy syn, Karolek, Madzia w wózeczku - dodaje.

- Oni byli razem, nie krępowali się, potrafili się przy wszystkich przytulić. Cieszyli się sobą. A ten człowiek to zniszczył - komentuje przyjaciółka rodziny.

Oglądaj
Tak matka Madzi opisywała historię swojej matce
Wideo: Superwizjer Tak matka Madzi opisywała historię swojej matce

Znachor w areszcie, rodzice też

Znachor z Nowego Sącza jest podejrzany o sprawstwo kierownicze nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. Został aresztowany miesiąc po tym jak zatrzymano rodziców Madzi. Sąd zdecydował upublicznić nazwisko mężczyzny. Tym samym chciał zachęcić do zeznań wszystkich, którzy mogli korzystać z jego usług.

- Jak go zamykali, to siedziały baby na korytarzu i mówiły: był Ojciec Pio, potem Jan Paweł II, a teraz jest Marek Haslik - mówią w rozmowie z "Superwizjerem" TVN mieszkańcy. - Najgorsze jest to, że ci ludzie naprawdę ślepo w niego wierzą - dodają.

Mężczyzna twierdził, że posiada nadprzyrodzoną moc uzdrawiania. Pacjenci ślepo wierzyli w jego zdolności i rezygnowali z lekarzy. Praktyki znachora ujrzały światło dzienne, gdy umarła półroczna Madzia. Wcześniej, na zlecenie znachora, dziewczynka była karmiona kozim mlekiem, a Joanna dostała nakaz odstawienia Madzi od własnego pokarmu. Dziewczynka zimą dostała ostrej wysypki.

Haslik ma 46 lat. Pracował jako kierowca i magazynier, ale od około dwudziestu lat miał utrzymywać się z wizyt pacjentów, których - jak twierdził - uzdrawiał.

Ten ostatni miesiąc był dramatem, tak bardzo cierpiałam

A ci wierzyli. Matka Madzi miała relacjonować swoim rodzicom fragmenty tych wizyt: mówił, że lekarze nam ją zabiją. Zrozum, tak długo tam chodziliśmy. Otrzymaliśmy zrozumienie i dobro z jego strony. Ani przez moment nie sądziliśmy że tak to się może skończyć. Do końca wierzyliśmy, że to minie, że Madzia zacznie przybierać na wadze. Ten ostatni miesiąc był dramatem, tak bardzo cierpiałam.

Siostra Joanny uważa, że ta już w lutym zaczęła się inaczej zachowywać. Na kilka miesięcy przed śmiercią dziewczynki kobieta zaczęła izolować się od reszty rodziny. - Oni jakby byli, ale za mocną szybą. Tak jakby nas widzieli, ale zupełnie nie chcieli słuchać - opowiada Monika.

- Ona mi w lutym powiedziała: nie pozwolę zrobić mojemu dziecku krzywdy. W trakcie rozmowy wyszło, że lekarz - bo mówili o nim lekarz - nazywa się Marek Haslik - przypomina sobie przyjaciółka rodziny.

Pewność, że dziecko leczone jest u prawdziwego lekarza, chciała mieć babcia dziewczynki. - Ale oni nie odbierali od nas telefonów. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Spotkaliśmy się więc z rodzicami Michała. Przyjechali wtedy zdenerwowani Asia i Michał i mówili: po co wy się tak organizujecie, spotykacie, przecież my jesteśmy dorośli, a tu się nic nie dzieje - opowiada Jadwiga.

- Ja mówiłam: chcemy zaświadczenia, że chodzicie do lekarza. Michał mi je obiecał, powiedział, że to wysypka alergiczna. A Asia wyrzuciła mnie z domu. Wtedy widziałam, ucałowałam rączkę Madzi po raz ostatni - mówi Jadwiga.

Zastaraszał nas, że rodzina chce nam odebrać dzieci

Potem kobieta dowiedziała się od córki, że to Marek Haslik miał nie pozwalać jej odbierać telefonów od rodziny. Tak bardzo się bałam, nie chciałam, żeby ktoś zrobił jej krzywdę. Zastraszał nas, że rodzina chce nam odebrać dzieci. Dlatego tak się odizolowaliśmy. My głupi mu wierzyliśmy. To było coś w rodzaju sekty, był dla nas kimś jak guru. Jak ojciec, jak dziadek. To, co on powiedział, było święte. Czuję się oszukana, już nawet nie potrafię się modlić. To miał być cud, a skończyło się tak tragicznie - przytacza słowa matki Madzi "Superwizjer" TVN.

Oglądaj
"Marek Haslik jest numerem jeden w ich życiu"
Wideo: Superwizjer "Marek Haslik jest numerem jeden w ich życiu"

- Na pewno ci ludzie, rodzice, nie chcieli temu dziecku zaszkodzić. Ale niestety dla nich, byli w stałym kontakcie z mężczyzną, który udzielał im takich a nie innych porad jeśli chodzi o leczenie, karmienie tego dziecka - mówi Piotr Kosmaty z prokuratury okręgowej w Krakowie, który zajmuje się sprawą.

Jak to możliwe, że wykształceni ludzie dali się nabrać na uzdrawianie Marka Haslika? Rodzina jest pewna: wykorzystał ich religijność, zaprzyjaźnił się.

Robił tak z wieloma mieszkańcami okolic Nowego Sącza. Ci do tej pory wierzą, że rzeczywiście uzdrawiał ich i ich rodziny. - Nie ma Marka Haslika, nie ma nikogo - mówią kobiety, które mimo aresztu mężczyzny cały czas przychodzą pod jego gabinet i tam wspólnie się za niego modlą.

Karolek został z ciocią, po nocach płacze

Obok religijności rodzina podaje jeszcze jeden powód, dlaczego malżeństwo miało zawierzyć znachorowi. Wiele lat po narodzeniu pierwszego dziecka Joanny i Michała para starała się o rodzeństwo dla niego. - Może się leczyli, może ktoś im powiedział, jakiś lekarz, że mogą mieć problem z kolejką ciążą. Może wtedy trafili na Haslika. I udało się urodzić Madzię - zastanawia się ciotka dziewczynki.

Teraz pięcioletnim bratem Madzi opiekuje się ciotka. Chłopiec od połowy roku nie widział rodziców. Jest pod stałą opieką psychologa. - Musieliśmy mu powiedzieć, że rodzice przez długi czas nie wrócą. Powiedzieliśmy też, że jego siostra, Madzia, nie żyje - opowiada Monika, która zajmuje się Karolkiem. - Bardzo się przejął. Ten płacz, z jakim budzi się w nocy, krzyczy za mamą i tatą. Żadna ciocia, żaden wujek nie zastąpią mu rodzicielskiej miłości - mówi Monika.

Zobacz też "Superwizjer" TVN.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Dowiedz się więcej...

Komentarze (4)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
irena_kolodziej

Oni nieświadomie...otumanieni zrobili krzywdę swojemu dziecku...a pierwszy obywatel były premier..przyszły prezydent EUROPY Donald TUSK świadomie i z premedytacją zagłodził na śmierć 1 000 000 rencistów..a następny milion DOGORYWA...KOSMATA prokuratura milczy...a SEREMET pilnuje by jego POdwładni mieli stołki i pensje...ONI są OBCY...ONI rozwiń

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      1
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        2
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Sierakowianin60

      Czego przykładem ok.2.000.000 zł na ochronę Naczelnego Idioty Polski

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            1
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          stokrotka_polna

          widze, ze tragedia dziecka rzucila sie kimus na "musk"... bo z mozgiem to malo ma wspolnego...

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              Chaber
              Chaber

              moim zdaniem ,nie powinni odpowiadac lacznie z bezwzglednym wiezieniem ,czy najwyzszym wymiarem kary ,ktoiregoi pewnie domagac sie bedzie spoleczenstwo .Po pierwsze to sa ludzie do leczenia ,a nie zamykania bez takiej opcji. Wyobrazmy sobie ,w jakim stanie oni sa.Zaplacili nawieksza cene ,za wiare w cos ,czy kogos.. Jeswli faktycznie bezsprzecznie rozwiń

              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                  1
                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                    2
                  • zgłoś naruszenie
                  zamknij
                  Zasady forum
                  Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

                  Pozostałe informacje