tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Jednemu pękła śledziona, inny zapomniał języka. Co i jak kradli na Dolnym Śląsku?

Jednemu pękła śledziona, inny zapomniał języka. Co i jak kradli na Dolnym Śląsku?
Foto: geckostamp / sxc.hu Policyjne podsumowanie roku

Jeden chciał ukraść owieczki, żeby mieć coś na obiad. Drugi skusił się na czyjąś kuchenkę, ale podczas wynoszenia łupu pękła mu śledziona. Trzeciemu w końcu włam się udał, ukradł całą paczkę zupek błyskawicznych. Nie zdążył ich jednak zjeść. - Grozi za to do 10 lat więzienia - usłyszał od funkcjonariuszy. Oto policyjne podsumowanie roku z Dolnego Śląska.

Kończący się właśnie rok przysporzył dolnośląskim policjantom roboty, a internautom sporo zdziwienia. Niełatwo wytypować najoryginalniejsze zdarzenie, którym musieli zająć się mundurowi.

Z zazdrości ukradł gołębie pocztowe, z głodu jagnięta

Mógłby być to przecież wybryk 17-latka z Trzebnicy, który w listopadzie postanowił włamać się do gołębnika i z zazdrości zabrać siedemnaście zaobrączkowanych ptaków. Dla wyjaśnienia - łup niestety odleciał.

Cóż, miał być gołąb w garści, a będzie "paragraf". - Artykuł, który mówi, że za taki czyn grozi mu do dziesięciu lat więzienia - informuje Iwona Mazur z policji w Trzebnicy.

Skoro jedzenie ląduje właściwie na samym dole piramidy potrzeb, ląduje też na szczycie policyjnej listy kradzieży. Załapał się na nią 20-latek z Wrocławia, którego funkcjonariusze spotkali na ulicy z całym pudłem zupek błyskawicznych. - Zapytaliśmy, skąd je ma, a on powiedział, że... ukradł ze sklepu - mówią o rozbrajającej szczerości chłopaka funkcjonariusze. Chińskich specjałów nie zdążył skonsumować.

Podobnie, jak nie zdążył zjeść swojego łupu mieszkaniec Nowogrodźca. Włamał się do przydrożnego baru i wyniósł z magazynu mięso i słodkości. A potem ułożył je na półkach na poddaszu własnego domu. – Podczas przeszukania znaleźliśmy wszystkie skradzione produkty. Były w stanie nienaruszonym i niczego nie brakowało. Mężczyzna nie zdążył ich zjeść – mówi Kublik-Rościszewska z bolesławieckiej policji, której udało się namierzyć mężczyznę w kilka godzin. Dla uspokojenia klientów baru - przejęte mięso i słodycze wróciły na miejsce, do restauracyjnego magazynu.

Obu panom, za kradzież, też grozi do 10 lat więzienia.

Na nieco łagodniejszy wymiar kary może liczyć mieszkaniec gminy Strzegom. Świdniccy policjanci, po tym, jak w okolicy nagle zniknęło szesnaście jagniąt, postanowili sprawdzić, co trzyma w lodówce. - Podejrzewaliśmy o kradzież trzy osoby. Przyznała się jedna - mówi Katarzyna Czepil, rzeczniczka świdnickiej policji. - 46-latek przyznał się, że rzeczywiście ukradł zwierzęta. Jak tłumaczył, przywłaszczył sobie owieczki w celach konsumpcyjnych - dodaje. Resztki jednego policjanci znaleźli właśnie w lodówce, czekające na porę następnego posiłku. 46-latkowi grozi do pięciu lat więzienia.

Uwaga na śledzionę

Co jednak zrobić, jeśli jedzenie się już ma, a nie ma się na czym go przygotować? Opcji z pewnością jest wiele. Mieszkaniec Wałbrzycha postanowił jednak skorzystać z tej dość niecodziennej. Najpierw postanowił włamać się do jednej z altan działkowych, następnie wynieść kuchenkę gazową. Problem w tym, że wszystko poszło nie tak. Wybijając szybę pociął sobie ręce, a wychodząc z łupem... pękła mu śledziona. Zakrwawionego znaleźli go policjanci.

Na kiepską opcję zdecydowali się też młodzi mieszkańcy Nowej Rudy, którym zachciało się palić. Skoro papierosów nie ma, to może... No właśnie. - Chłopcy wymyślili, że zrobią podkop pod kiosk - mówi Kamil Rynkiewicz z dolnośląskiej policji. Kopanie im jednak nie wyszło, nie wyszło też odginanie blachy w ścianie kiosku. Na placu boju o papierosy zastali ich na gorącym uczynku policjanci. - 14 i 15-latek byli już notowani, teraz ma się nimi zająć sąd rodzinny.

Nastolatkom włam się nie udał, ale i 35-latek z Lubania może czuć się zawiedziony. O tym jednak  zdecyduje policja, która ma ocenić, czy znaleziona w kieszeni mężczyzny jednogroszówka była kradziona, czy uczciwie zarobiona. Wszystko dlatego, że mieszkaniec Lubania został złapany na włamaniu. Najpierw wybił okno w jednym z domów, wszedł do środka, przeszukał pokoje, ale usłyszał policjantów i zaczął uciekać. - Znaleźliśmy przy nim tę jednogroszówkę - mówią funkcjonariusze, którzy przeszukali - jak się okazało - pijanego włamywacza. Jeśli okaże się, że moneta była jednak kradziona, grozi mu do 10 lat więzienia.

Akcja jak w filmie.... komediowym

Historia 35-latka nie wytrzymuje jednak porównania do "akcji" całego gangu. - "Gangu Olsena" - uściślają policjanci z Lubina, którzy gonili dwóch imprezowiczów. - Jestem fanem jazdy samochodem - miał powiedzieć w trakcie imprezy jeden z nich. Własnego pojazdu nie miał. Wziął więc kolegę, pistolet na kulki i postanowił "zapolować" na wymarzone auto, celując z broni w twarz kierowcy, który zatrzymał się na światłach.

- Panowie byli tak przejęci realizacją marzenia, że nie zauważyli, że tuż obok stoi oznakowany radiowóz - mówią funkcjonariusze, którzy ścigali członków "gangu" po okolicznych krzakach. Niezbyt długo, bo jednemu z mężczyzn ukrytemu w zaroślach głośno zadzwonił telefon, wyciszył go więc, zerwał się do dalszej ucieczki, ale... potknął się o gałęzie i runął. - Za usiłowanie rozboju grozi im teraz nawet do pięciu lat więzienia - dodaje Jan Pociecha z lubińskiej policji.

Włam przez pomyłkę

Wysoki poziom orientacji w terenie wykazali też mieszkańcy Milicza. Zorganizowali sobie mikołajkową imprezę, ale że zabrakło im alkoholu - postanowili włamać się po więcej do osiedlowego sklepiku. Najpierw wynieśli alkohol i mrożone mięso. Potem wrócili po odtwarzacz DVD, 40-calowy telewizor i komplet sztućców. - Byli tak pijani, że nie zauważyli, iż trzy razy włamują się do czyjegoś mieszkania - opowiada Krzysztof Zaporowski, rzecznik dolnośląskiej policji. Sami tłumaczyli się później, że włamali się właśnie "przez pomyłkę".

Ale nie tylko na "przez pomyłkę" można przecież kraść. Zdarzyło się i na "Francuza", który przywitał policjantów w Głogowie zgrabnym: "parlez-vous français?". Mężczyzna chcąc uniknąć kary za kradzież dwóch piw ze sklepu, tłumaczył się na tyle przekonująco, na ile pozwolił mu krążący w żyłach alkohol. - Zapewniał w rozmowie, że jest w Paryżu i nie poda swoich danych - wspominają funkcjonariusze. 39-latek zmienił zdanie dopiero, gdy zobaczył swoje stare zdjęcie w policyjnej kartotece. Był poszukiwany.


Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Dowiedz się więcej...

Komentarze (1)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
chudyPerez

placze ze smiechu

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Zasady forum
      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

      Pozostałe informacje