Władze Katalonii wydają dekret ws. referendum. Madryt twardo: Nie odbędzie się, jest nielegalne

Aktualizacja:

Szef autonomicznych władz katalońskich Artur Mas podpisał w sobotę dekret w sprawie rozpisania na 9 listopada referendum umożliwiającego konsultację dotyczącą tego, czy Katalończycy chcą niepodległości. Ale nawet jeżeli ją wkrótce ogłoszą, zrobią to jednostronnie. Rząd w Madrycie uznaje zarówno dążenia prowincji, jak i samo głosowanie za nielegalne.

- Jak wszystkie kraje świata Katalonia ma prawo decydować o swej politycznej przyszłości. Chcemy głosować i chcemy zdecydować, a teraz mamy narzędzia, żeby to zrobić - powiedział Mas po podpisaniu dekretu, podczas uroczystości w siedzibie władz w Barcelonie.

I dodał: - Katalonia chce zdecydować o swojej politycznej przyszłości w sposób pokojowy i demokratyczny. Więzi braterstwa, które łączą nas z innymi narodami Hiszpanii są intensywne i głębokie. Mamy długą, wspólną historię. Historię, którą chcemy kontynuować budując Europę XXI wieku. W demokracji trzeba rozwiązywać problemy, które stoją przed nami w sposób demokratyczny. Nikt nie może być przerażony przez to, że ludzie chcą wyrazić swoje poglądy w głosowaniu. Katalonia chce mówić, chce być usłyszana, Katalonia chce głosować - powiedział Artur Mas.

W tym czasie przed budynkiem zgromadziły się setki zwolenników niepodległości Katalonii, którzy wymachiwali żółto-czerwonymi flagami regionu i wykrzykiwali hasła niepodległościowe - pisze agencja Associated Press.

Jednostronna niepodległość?

Katalonia szykuje się na referendum niepodległościowe od ponad dwóch lat.

W ostatnich miesiącach narastająca ze strony Madrytu presja na miejscowych polityków doprowadziła do wyraźnych tarć między lewicą a prawicą i postawiła pod znakiem zapytania głosowanie. W sobotę jednak wątpliwości zostały rozwiane i władze w Barcelonie zdecydowały, że przygotowania do referendum wejdą na ostatnią prostą.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy wielokrotnie powtarzał, że zablokuje planowane przez Katalonię referendum.

- To referendum się nie odbędzie, ponieważ jest antykonstytucyjne - oznajmiła wicepremier i rzeczniczka rządu Soraya Saenz de Santamaria Anton na konferencji prasowej. - To do wszystkich Hiszpanów należy decydowanie, co jest Hiszpanią i jak jest ona zorganizowana - mówiła. - Nikt nie może być ponad suwerenną wolą hiszpańskiego ludu - dodała.

Saenz de Santamaria Anton wyraziła "głęboki żal" z powodu inicjatywy katalońskich władz, uznając ją za "błąd", ponieważ "dzieli społeczeństwo katalońskie, dzieli Katalończyków i oddziela ich od Europy".

Separatyści do sądu

Hiszpański rząd zapowiedział w sobotę, że w poniedziałek 29 września skieruje do sądu pismo zaskarżające "nielegalną" próbę decydowania o losie kraju przez separatystów. Katalońska prawica boi się tego momentu, bo trudno sobie wyobrazić sytuację, w której sąd w Madrycie uzna zapowiedziane głosowanie za legalne. Lewica chce tymczasem głosować bez względu na to, co myśli Madryt.

Tymczasem skarga przekazana do Sądu Konstytucyjnego automatycznie zawiesi obowiązywanie dekretu do czasu decyzji sądu, który najprawdopodobniej go unieważni ze względu na brak zgodności z ustawą zasadniczą.

Hiszpańska konstytucja nie zezwala bowiem na przeprowadzanie plebiscytów, w których nie mogą zagłosować wszyscy obywatele kraju. A znawcy prawa przewidują, że Sąd Konstytucyjny uznałby takie referendum przeprowadzone tylko w Katalonii za nielegalne.

Problem polega więc na tym, że nawet jeżeli Katalończycy opowiedzą się za niepodległością, to jej nie wywalczą. Wynik referendum może tymczasem pogorszyć i tak już bardzo chłodne stosunki Madrytu i Barcelony.

Katalonia to bogaty region w północno-wschodniej części Hiszpanii, z własnym językiem i kulturąMutxamel CC BY SA Wikipedia

Katalonii byłoby lepiej bez Hiszpanii?

Katalończycy z pewnością chcieliby być w położeniu, w jakim znaleźli się 18 września Szkoci. Ci w referendum, na które zgodził się Londyn decydowali o tym, czy pozostać częścią Wielkiej Brytanii, czy stać się niepodległym państwem.

Ostatecznie Szkoci zdecydowali, że pozostają w Zjednoczonym Królestwie. Wynik - 55,3 proc. przeciwko niepodległości - okazał się nawet wyraźniejszy, niż to prognozowała większość sondaży. Ze świata, głównie z Europy, napływały wyrazy zadowolenia.

Proces niepodległościowy, który ma się w pewnym sensie zakończyć w Katalonii 9 listopada, rozpoczął się w 2012 roku. To wtedy na fali niezadowolenia społecznego i olbrzymiego, wciąż postępującego bezrobocia katalońskie partie polityczne uznały, że winna fatalnej kondycji całego regionu jest niesprawiedliwa dystrybucja pieniędzy w Madrycie. Nie tylko bowiem politycy, ale też zwykli obywatele Katalonii żyją w przekonaniu, że ze swoich podatków fundują świadczenia socjalne Hiszpanów w innych regionach kraju, a w zamian dostają od rządu centralnego o wiele mniej. Stąd problemy z inwestycjami i bezrobocie wśród młodych. Katalonia jest przy tym przekonana, że jako niepodległy kraj dzięki turystyce i handlowi mogłaby poradzić sobie na europejskim rynku o wiele lepiej niż teraz.

Według sondaży mniej więcej tyle samo mieszkańców Katalonii jest przeciwnych secesji regionu, ilu opowiada się za nią. Jednak gdy pytanie brzmi: czy chcą niepodległej Katalonii, która znalazłaby się poza Unią Europejską - liczba zwolenników oderwania się od hiszpańskiej korony spada dramatycznie.

Autor: kło,adso//gak/kdj / Źródło: PAP, tvn24.pl