Torują sobie drogę wybuchami. Znajdują kolejne ciała we wraku

Aktualizacja:

We wraku Costa Concordia znaleziono pięć kolejnych ciał. Liczba ofiar katastrofy wzrosła tym samym do 11 osób. Nadal ponad dwadzieścia jest uznawanych za zaginione. Ratownicy starają się jak najszybciej dostać do wnętrza przewróconego statku. W tym celu korzystają z mikroładunków wybuchowych.

Informację o odnalezieniu kolejnych ciał podała straż wybrzeża. Płetwonurkowie znaleźli zwłoki kobiety i czterech mężczyzn w zalanej części rufy. Nie podano, czy ciała zostały wydobyte.

Wcześniej straż przybrzeżna odnalazła pierwszą "czarną skrzynkę" (najprawdopodobniej chodzi o tzw. rejestrator VDR - Voyage Data Recorder). Drugi rejestrator też został zlokalizowany, ale jeszcze nie udało się do wydobyć - powiedział CNN oficer włoskiej straży przybrzeżnej Massimo Macaroni.

Niemcy, Włosi, inni zaginieni

Nadal nie jest całkowicie pewne, ile osób jest zaginionych. W poniedziałek mówiono, że jest ich 14, ale potem dokładnie zweryfikowano listę pasażerów i dane z ambasad poszczególnych krajów. Okazało się, że brakuje najprawdopodobniej 29 osób. Po znalezieniu we wtorek sześciu ciał, nadal poszukiwane są 23 osoby.

Według informacji przedstawionych przez komendanta głównego włoskiej straży przybrzeżnej Marco Brusco, nieznany jest los m.in. 10 Niemców i 6 Włochów. Łącznie na pokładzie Costa Concordia było ponad 4,2 tys. obywateli 62 krajów. Dotychczas potwierdzono śmierć 11 osób. Wszystkich dwunastu Polaków, którzy płynęli statkiem, udało się uratować.

W poniedziałek wznowiono akcję ratowniczą. Jak donosi Reuters, na miejscu są specjaliści od eksploracji podwodnych jaskiń, którzy pomagają w akcji ratunkowej. Na kilka godzin przerwano ją wczoraj, gdy fale spowodowały poruszenie się wraku Concordii.

Do przerwy w poszukiwaniach doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. Była ona pierwszą po piątkowej katastrofie, w czasie której nie prowadzono poszukiwań. Uniemożliwiały je w ciemnościach pogarszające się warunki pogodowe i groźba przesunięcia się wraku w kierunku głębiny. Jednak we wtorek rano ratownicy i płetwonurkowie wrócili do pracy.

"Polska i Świat": Co dalej z wrakiem?
"Polska i Świat": Co dalej z wrakiem?TVN24

Kapitan nie zszedł ostatni

Do awarii Costa Concordia doszło w piątek, dwie godziny po wypłynięciu ogromnego statku z portu Civitavecchia niedaleko Rzymu. Według ustaleń, po godzinie 21.00 statek dostał się w rejon skalistego dna, znajdującego się około 500 metrów od brzegu wyspy Giglio.

W wyniku bardzo gwałtownego uderzenia podwodna skała wbiła się w część kadłuba, tworząc ogromną wyrwę i powodując przechył wycieczkowca.

W areszcie przebywa kapitan Francesco Schettino, któremu prokuratura zarzuca nieumyślne spowodowanie śmierci ludzi i porzucenie statku. Jak podaje agencja Ansa, łamiąc wszelkie zasady opuścił statek po północy, a więc dwie godziny po wypadku, gdy trwała tam ewakuacja 4,2 tys. osób.

CZYTAJ WIĘCEJ O PRAWDOPODOBNYCH PRZYCZYNACH KATASTROFY

Byłeś na pokładzie Costa Concordii podczas katastrofy? Skontaktuj się z redakcją Kontaktu 24:

Telefon: 22 324 24 24, sms: 516 4444 16, mail: kontakt24@tvn.pl

Źródło: PAP, Reuters, TVN24