Prezydent zginął w zemście za śmierć generała

Aktualizacja:

Śmierć prezydenta Gwinei-Bissau, który został zastrzelony w niedzielny wieczór, była odwetem za kilka godzin wcześniejsze zabójstwo szefa sztabu armii - wynika z zeznań świadków. Całą noc w Bissau słychać było eksplozje i strzały.

Jeszcze w poniedziałek rano odgłosy eksplozji i strzałów z broni maszynowej dobiegały z okolic kwatery głównej w stolicy tego zachodnioafrykańskiego kraju. To właśnie tym budynkiem wstrząsnął późnym niedzielnym wieczorem potężny wybuch.

Według świadków, siedziba sztabu armii została ostrzelana rakietami. Część budynku się zawaliła, a napastnicy zdołali uciec. Armia natychmiast zarządziła pościg, wojskowi wyłączyli też stacje radiowe i telewizyjne.

Generał i prezydent nie żyją

W ataku zostało rannych co najmniej pięć osób, w tym głównodowodzący gwinejskiej armii. - Generał Tagme Na Waie był w swoim biurze, gdy doszło do wybuchu. Został ciężko ranny i nie przeżył - podał jego adiutant Bwam Nhamtchio, cytowany przez AFP.

Kilka godzin później z Bissau nadeszła wiadomość, że w ataku zginął również prezydent Joao Bernardo Vieira. AFP, która podała tę wiadomość, nie poinformowała jednak, w jakich okolicznościach zginęła głowa państwa.

Z zeznań świadków cytowanych później przez agencje prasowe wynika, że Vieira zginął we własnym domu. Wcześniej dyplomatom z Angoli odmówił ucieczki do ich ambasady.

Skąd padły strzały?

Zanim pojawiła się wiadomość o zabiciu Vieiry, AFP wiązała niedzielny atak z walką o wpływy w szeregach gwinejskiej armii. Wcześniej dochodziło m.in. do ataku na pałac prezydenta, a w styczniu na generała Na Waie. Sytuację komplikuje fakt, że generał stał za zamachem stanu, który na początku lat dziewięćdziesiątych obalił Vieirę.

Gdy w 2005 r. Vieira powrócił do władzy, generał nie ukrywał swojego rozżalenia.

Odwet na prezydencie

Z informacji agencji wynika jednak, że śmierć prezydenta była następstwem śmierci generała. Vieira zginął bowiem prawdopodobnie z rąk armii w odwecie za zabójstwo Tagme Na Waie, którego z kolei zabili prawdopodobnie ludzie prezydenta.

Taką hipotezę potwierdzają anonimowo przedstawiciele miejscowych służb bezpieczeństwa, a także zagraniczni dyplomaci. - Tagme zawsze mówił, że losy jego i prezydenta są połączone. Jeśli on zginie, zginie prezydent - oznajmił informator Reutera.

Bez ogródek wersję o zemście potwierdził za to komandor Zamora Induta, który oskarżył prezydenta o to, że był "jedną z głównych osób odpowiedzialnych za śmierć Tagme". - Kraj ruszył teraz z miejsca. Ten człowiek blokował wszelki postęp - oznajmił wojskowy dodając, że prezydent zginął od kul wystrzelonych przez grupę żołnierzy związaną z naczelnym dowódcą armii.

Kraj zamachów stanu

Zamieszkana przez 1,5 mln mieszkańców Gwinea-Bissau była do 1974 r. portugalską kolonią. Od czasu uzyskania niepodległości doszło tam do kilku prób przewrotów, ale władzę od 1980 r., zdobytą w drodze przewrotu, do 1999 r., gdy jego samego obalono siłą, dzierżył Vieira.

W 2005 r. powrócił jednak jako zwycięzca w wyborach prezydenckich.

Źródło: Reuters, PAP, rian.ru, TVN24