tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Relacja z wyprawy Marcina Gienieczko

"W tej wyprawie liczy się świt i zmierzch"

"W tej wyprawie liczy się świt i zmierzch"
Foto: TVN 24 / Energa Solo Amazon Expedition / TVN 24 / Energa Solo Amazon Expedition | Video: TVN 24 / Energa Solo Amazon Expedition / TVN 24 / Energa Solo Amazon Expedition Marcin Gienieczko z Marynarką Wojenną Brazylii

Polski podróżnik Marcin Gienieczko nie poddaje się w walce z największą rzeką świata, Amazonką. W sportowym stylu pokonał odcinek między brazylijskimi portami Tabatinga i Tefé. - Teraz płynę do Coari, ale nie będę do miasta wpływał, raczej je opłynę. Cel to Manaus - zapowiada Gienieczko.

Podczas wyprawy Energa Solo Amazon Expedition Marcin Gienieczko próbuje o własnych siłach dokonać trawersu Ameryki Południowej pokonując 7 tys. km od zachodniego do wschodniego wybrzeża, od Pacyfiku do Atlantyku, pokonując Andy i przepływając w canoe największą rzekę świata, Amazonkę.

- Z Tabatinga płynąłem typowo sportowo. Jednego dnia zrobiłem 136 km i byłem bliski pobicia 140 km, ale kiedy płynąłem nocą, już po 19-tej, wpadły mi jakieś insekty do oka. Tak mnie bolało i piekło, że praktycznie nic nie widziałem i musiałem się zatrzymać - relacjonował Gienieczko.

Wszędzie woda

- Amazonka od granicy brazylijskiej zrobiła się duża, ale to nie jest problem, bo pływałem po dużych

rzekach- opowiadał podróżnik. - Problemem jest to, że nie ma gdzie rozbić namiotu, bo wszystko jest zalane. Poziom wody w lipcu jest bardzo wysoki - wyjaśniał.

-  Narzuciłem duże tempo, jestem już bardzo zmęczony. Miałem niewielkie wymioty i kłucia koło serca, które są oznakami zmęczenia - nie krył podróżnik. - Dopłynąłem do Tefé i spotkałem się z Marynarką Wojenną Brazylii. Od tego miejsca będą mi towarzyszyć - kontynuował.

Asysta profesjonalna

- Będziemy płynąć według wytycznych ich dowódcy, spotykać się co 80-100 km na rzece, aż do Manaus - dodał. - Marynarka Brazylii bardzo mnie życzliwie przyjęła, są pomocni i dobrze, że będą mi towarzyszyć. Będę przepływał przez region bardziej zaludniony, a tym samym będę w strefie pirackiej, więc miło jest mieć ich u boku - przyznał Gienieczko.

- Widziałem duże pająki w wodzie i 6 węży, których się trochę boję, bo nie wiadomo co zrobią. Czasami

płyną obok mnie, a czasami łeb z wody podnoszą. Ja uznaję, że wszystkie są groźne i szybko zmykam - przyznał podróżnik.

"To dla mnie jest bardzo ciężkie"

- Około 12-tej zawsze czuję się zmęczony, pot zalewa oczy i czuję się senny tak, że aż przysypiam - relacjonował. - W tej wyprawie liczy się świt i zmierzch. Wyprawa jest czysto sportowa, zależy mi na ukończeniu, ale i dobrym wyniku, ale jak to będzie? Zobaczymy - nie ukrywał podróżnik. - Niestety rzeka jest już wolniejsza i nie wiem, czy będę w stanie mógł dalej takie mieć wyniki. Jak dziennie będę pokonywał około 90 km, to będzie super. Najważniejsze być zdrowym - podkreślił Gienieczko. - Martwię się o mojego synka, który zachorował. To dla mnie jest bardzo ciężkie: ja płynę, walczę, żeby szybko zakończyć ten spływ w godnym stylu, a moje dziecko choruje i tęskni za tatą - przyznał.

Cel: Manaus

- Teraz płynę do Coari, ale nie będę do miasta wpływał, raczej je opłynę. Cel to Manaus. Teraz rzeka się powiększa... i daj Boże dopłynąć do Manaus. Tam czeka na mnie polski Ksiądz Grzegorz Paderewski i Honorowy Konsul RP w Manaus Jose Moura - zapowiedział Gienieczko.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Relacja z wyprawy Marcina Gienieczko

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje