Hongkong postawił się Pekinowi. Zmiany prawa wyborczego nie będzie


Parlament Hongkongu odrzucił kontrowersyjne zmiany w sposobie wyboru szefa miejskiej administracji. Proponowane zmiany, które nie przynosiły rzeczywistej demokratyzacji wyborów, były przyczyną masowych protestów jesienią 2014 roku.

Wspierany przez władze w Pekinie plan zakładał, że pięć milionów mieszkańców Hongkongu otrzyma prawo głosu w wyborach szefa lokalnej administracji. Jednak na listach wyborczych znaleźć się mogło jedynie 2-3 kandydatów wskazanych wcześniej przez władze centralne, co budziło olbrzymie protesty w mieście.

Bunt propekińskich deputowanych?

Wprowadzenie zmiany prawa wyborczego wymagało większości 2/3 głosów w parlamencie i, w rezultacie jego niespełnienia, zmiana została odrzucona. Za głosowało jedynie 8 deputowanych, przeciwko 28.

Większość propekińskich deputowanych wyszła z sali obrad przed głosowaniem. Tłumaczyli potem, że zaszło nieporozumienie - czekali podobno na powrót kolegi, który poczuł się źle, a z sali wyszli, mimo że ich wniosek o 15 minut przerwy został odrzucony.

Zmiana, jakby jej nie było

Wynik głosowania oznacza, że na razie Hongkong pozostanie przy dotychczasowym systemie wyborczym. Na czele administracji Hongkongu stoi szef, który jest wybierany w wyborach pośrednich przez 1200-osobową Komisję Wyborczą. W Komisji zasiadają przede wszystkim przedstawiciele chińskiego parlamentu oraz wielkiego biznesu z Hongkongu, Pekin ma więc nad nią dużą kontrolę.

Proponowana zmiana, choć zakładała przyznanie prawa wyborczego mieszkańcom, nie przyniosłaby rzeczywistej demokratyzacji. Zgłaszani na listy wyborcze kandydaci nadal musieliby zostać wstępnie zaakceptowani przez Komisję Wyborczą, co w praktyce oznaczałoby, że na listach znaleźliby się jedynie kandydaci akceptowani przez komunistyczne władze w Pekinie.

Prodemokratyczni deputowani zapowiedzieli kontynuowanie walki o prawdziwą demokrację. - Nie nastąpił dzisiaj koniec ruchu demokratycznego - powiedział deputowany Alan Leong. - Przeciwnie, to początek kolejnej fali ruchu demokratycznego. Dodał, że "weto pomogło mieszkańcom Hongkongu wystosować jasne przesłanie do Pekinu (...) - chcemy rzeczywistego wyboru".

Pekin wyraża niezadowolenie

Rzecznik chińskiego MSZ Lu Kang powiedział dziennikarzom, że Pekin nie jest zadowolony z wyniku głosowania w Hongkongu. Podkreślił, że rząd Chin nadal popiera projekt, zakładający bezpośrednie wybory szefa władz Hongkongu od 2017 roku, ale tylko spośród kandydatów zaaprobowanych przez Pekin. Lu dodał, że ponieważ Hongkong jest częścią Chin, jest to sprawa wewnętrzna i żadnemu innemu krajowi nie wolno w nią ingerować.

Autor: mm\mtom / Źródło: New York Times, PAP, tvn24.pl

Tagi:
Raporty: