tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Sarnę potrącił samochód. Przez dwa dni szukali dla niej pomocy. Bezskutecznie, zwierzę padło

Sarnę potrącił samochód. Przez dwa dni szukali dla niej pomocy. Bezskutecznie, zwierzę padło
Foto: jarocinska.pl | Video: TVN24 Sarnę potrącił samochód, miała połamane nogi

Potrąconą przez samochód sarnę znaleziono w niedzielę w Radlinie (woj. wielkopolskie). Miała połamane nogi, leżała przy rzece, żyła. Zawiadomiono wiele instytucji, nikt nie pomógł cierpiącemu zwierzęciu. Zlitował się jeden z okolicznych gospodarzy, zabrał ją do stodoły. Mimo kolejnych próśb o pomoc, nikt się sprawą nie zajął. Zwierzę padło.

Podczas spaceru ojciec Małgorzaty Żarnowskiej znalazł sarnę. Zwierzę leżało przy rzece, miało połamane nogi, ale żyło. Pani Żarnowska zawiadomiła pobliskie schronisko dla zwierząt. Maciej Troiński, kierownik schroniska, natychmiast przekazał informację dalej.

- Ustaliłem do kogo należy teren obwodu łowieckiego, na którym znaleziono sarnę. Skontaktowałem się z nimi. Łowczy koła po moich długich naleganiach zobowiązał się zorganizować weterynarza, który zwierze podda eutanazji, a oni je zakopią na własnym terenie. Nikt nie dotarł - mówi Maciej Troiński.

Nikt nie pomógł

Kierownik schroniska poprosił o pomoc również dziennikarzy. Karol Górski z lokalnego portalu próbował interweniować. Efektu nie przyniosło zawiadomienie policji czy centrum weterynaryjnego, które zajmuje się opieką nad zwierzętami w gminie, ponieważ umowa nie obejmuje dzikich zwierząt. Górski kontaktował się także z urzędnikami z Jarocina, którzy zapewnili, że zajmą się sprawą. Faktycznie, na ich polecenie po sarnę przyjechało dwóch mężczyzn. Zabrali ze dwie inne, martwe już sarny, ale ranne zwierzę zostawili. Stwierdzili tylko, że wrócą z weterynarzem. Wrócili, ale z informacją, że żaden weterynarz nie chce przyjechać.

Sarna w tym czasie przeczołgała się i wpadła częściowo do rzeki. Wtedy Żarnowscy postanowili wyciągnąć ją z wody i zabrać do stodoły. Kiedy zwierzę było już u nich, dalej trwały próby uzyskania pomocy. W poniedziałek nie zareagował powiatowy lekarz weterynarii, ani referat budownictwa i środowiska w Starostwie Powiatowym w Jarocinie.

Cierpiała dwa dni

Po nagłośnieniu sprawy, cierpiącym zwierzęciem zainteresowało się stowarzyszenie "Benek" spod Poznania. Kiedy jego wolontariusze dotarli do Radlina, sarna już nie żyła. Padła po dwóch dniach.

- Zwykłym ludziom, którzy mają serce, zależy, żeby zwierzętom pomagać, a urzędnicy, czyli osoby, które powinny za to odpowiadać - nie reagują - zauważa Karol Górski.

Odpowiedzi na to dlaczego nikt przez kilka dni nie zainteresował się losem sarny i nie był w stanie jej pomóc szukał reporter „Blisko Ludzi” TTV Artur Zakrzewski. Reportaż na antenie TTV dziś po 17:10.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Dowiedz się więcej...

Komentarze (5)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
acea

Bo to katolicki kraj jest. Dbać o siebie a zwierzęta są do zeżarcia. Mam wrażenie że lepiej już nie będzie.

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      1
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        1
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Kompromitacja
      Kompromitacja

      Jakbym kopnoł kota w tyłek to odrazu by sie znależli od zwierząt sami dobrzy i uprzejmi.Na drogach poza miastem strach sie jest bać jeżdzić sarny dziki a zarząd dróg stawia tylko znaki uwaga zwierzęta i już nie odpowiada za nic

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          Bazyl11

          W ogóle nie zareagował łowczy danego koła łowieckiego. Pewnie ! Oni nadają się tylko do zabijania psów , zwierząt pożywiających się w zimie - w pobliżu paśników, oraz - niedawna sprawa- znęcania się nad rannym jeleniem i obdzieraniem go,jeszcze żywego ze skóry !!!

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              1
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                1
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              ema9

              Ja parę lat temu zobaczyłam kota potrąconego przez samochód w Mysłowicach.Leżał i nie mógł iść.Zgłosiłam na policję,do straży miejskiej,do schroniska,zadzwoniłam na infolinie do Katowic do instytucji ochrony zwierząt i nic.Po dwóch dniach kot zdechł i ktoś go wyrzucił na śmietnik.

              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                  0
                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                    0
                  • zgłoś naruszenie
                  zamknij
                  mani_ok
                  mani_ok

                  Trzeba było wezwać weterynarza - oczywiście zapłaciłaby Pani za akcję ale przynajmniej teraz nie miałaby Pani sobie nic do zarzucenia a tak to pewnie trochę sumienie nie daje spokoju. Mogła też Pani wezwać ekoterrorystów (zieloni), jeżeli w tym czasie nie protestowali pod jakimś drzewem.

                  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                      0
                    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                        0
                      • zgłoś naruszenie
                      zamknij
                      Zasady forum
                      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

                      Pozostałe informacje