tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Po dziewięciu latach znaleźli podejrzanego o gwałty na dwóch 13-latkach

Po dziewięciu latach znaleźli podejrzanego o gwałty na dwóch 13-latkach
Foto: Shutterstock | Video: Google Earth Według prokuratury to Grzegorz K. odpowiada za gwałty na dziewczynkach

Latem 2009 roku w powiecie bolesławieckim ktoś brutalnie zgwałcił dwie 13-letnie dziewczynki. Dzisiaj prokuratura informuje, że sprawcą był 36-letni wówczas Grzegorz K., skazany już wcześniej za dwa gwałty na terenie Czech. Zatrzymanie mężczyzny było możliwe dzięki porównaniu jego profili genetycznych, zarejestrowanych w kilku bazach danych.

Małoletnie dziewczynki zostały zgwałcone w czerwcu i lipcu, w dwóch różnych miejscowościach niedaleko Bolesławca na Dolnym Śląsku. Śledczy od początku zakładali, że sprawcą jest ten sam mężczyzna. Sposób jego działania był podobny - stosując przemoc i groźby zaciągał swoje ofiary w zarośla i tam gwałcił.

Mimo że zabezpieczono wówczas ślady biologiczne sprawcy, mimo przeprowadzonego na szeroką skalę śledztwa, mężczyzna nie został zidentyfikowany. Postępowanie zostało umorzone. Jednak uzyskane DNA zostało zarejestrowane w krajowej bazie danych prowadzonej przez centralne laboratorium kryminalistyczne policji. Jak się okazuje, po 9 latach od zbrodni, najprawdopodobniej posłuży jako koronny dowód przeciwko sprawcy.

Przełom po latach

- W 2018 roku dokonano analizy profilu genetycznego pochodzącego ze śladów biologicznych sprawcy, porównując go z niemiecką oraz czeską bazą danych. Na tej podstawie ustalono, że jest on zbieżny z profilem zarejestrowanym w niemieckiej bazie danych. Ponadto ustalono także, że ten sam profil genetyczny został zarejestrowany na terenie Czech jako pochodzący od sprawcy zgwałcenia, którym okazał się Grzegorz K. - informuje Tomasz Czułowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Kiedy prokuratura w końcu poznała tożsamość domniemanego sprawcy gwałtów, okazało się, że 45-letni dzisiaj mężczyzna był już w rękach organów ścigania. Został zatrzymany do odsiadki 14 lat więzienia za zupełnie inne przestępstwa. Doprowadzono go do bolesławieckiej prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty popełnienia dwóch gwałtów na małoletnich w wieku 13 lat. Mężczyzna odmówił składania wyjaśnień. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany. Grozi mu kara łączna w wymiarze 20 lat więzienia.

Prokuratura nadmienia, że Grzegorz K. był w przeszłości wielokrotnie karany. Za gwałty, których dopuścił się na terenie Czech w 2009 i 2011 roku, został skazany na 5 i 7 lat więzienia. Śledczy uzupełniają obecnie materiał dowodowy, żeby zakończyć postępowanie aktem oskarżenia.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Pozostałe informacje

Sprawdź, czy zagraża Ci smog

TVN Meteo
Partnerem serwisu jest PhilipsPhilips - partner serwisu

INFORMACJE BIZNESOWE »

Pieniądze dla Ukrainy za podwyżki cen gazu. 
"To jest wymuszony krok"

Pieniądze dla Ukrainy za podwyżki cen gazu.
"To jest wymuszony krok"

Ukraina i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) wstępnie uzgodniły nowy program finansowania, który zastąpi program rozszerzonego finansowania wygasający w 2019 roku - poinformował MFW. Wcześniej rząd Ukrainy zgodził się na podwyżkę o 23,5 procent ceny gazu dla odbiorców indywidualnych. czytaj dalej »

INFORMACJE ZE ŚWIATA »

Wybory w cieniu przemocy. Wybuchy, zabici i ranni

Wybory w cieniu przemocy. Wybuchy, zabici i ranni

Zamachowiec samobójca zdetonował w sobotę w stolicy Afganistanu Kabulu ładunek wybuchowy, zabijając co najmniej 15 osób, jest też wielu rannych. Ofiary śmiertelne to dziesięciu cywilów i pięciu policjantów. Do zamachu doszło przed wejściem do jednego z lokali wyborczych. zobacz więcej »

INFORMACJE SPORTOWE »

Wściekły Mourinho. Wygrana uciekła mu sprzed nosa

Wściekły Mourinho. Wygrana uciekła mu sprzed nosa

Jose Mourinho i jego Manchester United byli bardzo blisko zwycięstwa z Chelsea w Londynie. Szlagier zakończył się jednak podziałem punktów, a pod koniec meczu doszło do awantury. Z wygranej nie mógł cieszyć się także grający w West Ham United Łukasz Fabiański. zobacz więcej »

Dmitrij Miedwiediew podczas wizyty w Brukseli, Belgia (Fot. STEPHANIE LECOCQ/PAP/EPA) czytaj dalej »