Magazyn TVN24

Małgorzata Goślińska

Wstała z kolan, jedzenie wyrzuciła do kosza. Poznaj swojego żebraka

Zobacz

Ludwik Dorn

ZobaczWłoch zje muchomora, Anglik nie tknie prawdziwka. Jak grzyb narody podzielił

Podziel się

Grzybolubni kontra grzybowstrętni - ostra linia podziału przecina Europę. Podczas gdy nasze stoły wigilijne uginać się będą od potraw opartych na grzybach, Anglikowi kojarzą się one ze zgnilizną i rozkładającymi się zwłokami. Włoch czy Hiszpan za to z ukontentowaniem spożyje grzyby, na które nie spojrzy nawet Polak: muchomora, czernidłaka, lejkowca, płomienicę czy pierścieniaka. Dla Magazynu TVN24 pisze Ludwik Dorn.

Nie byle kto, bo sam nowym premier apelował do nas, by stół wigilijny nas nie dzielił, ale łączył. Wigilia i Święta to dla wierzących wydarzenie religijne, dla wierzących i niewierzących tradycja i obyczaj, a dla wierzących, niewierzących i osobistych nieprzyjaciół Pana Boga – wydarzenie kulinarne. Ale musimy zdawać sobie sprawę z tego, że zasiadając za wigilijnym stołem i zgodnie spożywając to, co na stole, uczestniczymy w głębokim podziale naszej judeochrześcijańskiej cywilizacji.

Cóż bowiem na tym stole króluje, poza rybą oczywiście? Grzyb! Bo to i barszczyk, w którym jeden grzyb musi być, do barszczyku oczywiście uszka z grzybami, a dalej pierogi z kapustą i grzybami oraz wigilijna kapusta z grzybami na oleju lnianym. Wieczerza wigilijna to najbardziej grzybowy posiłek, jaki można sobie wyobrazić.

A co robi grzyb? Grzyb, proszę państwa, narody naszego kręgu cywilizacyjnego nie łączy, ale dzieli; dzieli na ludy mykofilne (grzybolubne) oraz mykofobiczne (grzybowstrętne). Ludzkość długie wieki nie zdawała sobie sprawy z głębi i znaczenia tego podziału, do czasu wydarzenia natury miłosnej i intelektualnej zarazem.

Grzyb i historia pewnej miłości

Mianowicie odnoszący duże sukcesy bankier i dziennikarz R. Gordon Wasson, typowy amerykański WASP (White-Anglo-Saxon-Protestan) zakochał się był w emigrantce z Rosji Walentynie Pawłownie Guercken, którą poślubił w 1927 roku. Młoda para wybrała się na miesiąc miodowy w Appalachy i świeżo upieczony żonkoś podczas spaceru po lesie ze zdumieniem zobaczył, że jego ukochana w pewnej chwili pada na kolana i zaczyna zbierać grzyby. Ze wszystkich sił, ale na próżno, usiłował ją powstrzymać przed zabraniem do domu, ugotowaniem i spożyciem obfitego zbioru wonnych kurek, które on uznawał za najbardziej obrzydliwą obrzydliwość.

Gordon Wasson i Walentyna Pawlowna Guerkin / Źródło: The Mythophile and the Mycophile: Rupert Graves and R. Gordon Wasson/Michel Pharand

Trafiło na ludzi pracowitych, inteligentnych i pełnych pasji, którzy, zdumieni odmiennością swego podejścia do grzybów, swój wolny czas postanowili poświecić wyjaśnieniu tego fenomenu. Owocem ich wieloletniej i żmudnej pracy była wydana w 1957 roku książka "Grzyby, Rosja i historia", w której wprowadzili do obiegu podział narodów właśnie na mykofobiczne i mykofilne. Gordon Wasson stał się autorytetem w dziedzinie etnomykologii (niektórzy uważają go nawet za twórcę tej dyscypliny).

Halucynogeny i LSD

Etnologiczne i grzyboznawcze zainteresowania amerykańsko-rosyjskiej pary wywarły potężny wpływ na naszą kulturę. Tropiąc grzyba poprzez historię i kontynenty, Gordon Wasson zainteresował się grzybami w Meksyku i jako pierwszy człowiek Zachodu wziął udział w religijnych rytuałach meksykańskich Indian, których nieodłącznym elementem było spożywanie grzybków halucynogennych. Co ciekawe, wyprawa Wassona do Meksyku w 1956 roku finansowana była tajnie przez CIA prowadzącą wtedy projekt MK-Ultra, w ramach którego przeprowadzano eksperymenty z użyciem narkotyków w celu uzyskania kontroli nad ludzkim umysłem i wypracowania najskuteczniejszych sposobów prowadzenia efektywnych przesłuchań.

W 1957 roku, po meksykańskiej ekspedycji, Wasson opublikował w powszechnie czytanym w Ameryce tygodniku "Life" artykuł "Na tropach magicznego grzyba", który uświadomił szerokiej opinii publicznej istnienie grzybków halucynogennych i związanych z nimi rytuałów religijnych. Najpierw bitnicy, a potem ich następcy, hippisi, ruszyli do Meksyku, by konsumować grzybka i przeżywać odmienne stany świadomości. Przy okazji zniszczyli oryginalną tubylczą kulturę ludu Mazatec, którą Wasson opisał. Tak halucynogeny zadomowiły się w kulturze amerykańskiej (Wasson współpracował z Albertem Hoffmanem, który pierwszy zsyntetyzował LSD, napisał z nim nawet razem książkę).

Mykofobiczny jak Anglik

Dla naszych wigilijnych rozważań istotniejsza jest jednak obserwacja małżeństwa Wassonów, że ludy zamieszkujące na obrzeżach Morza Północnego są mykofobiczne, a cała reszta Europy – mykofilna. Zgromadzili oni imponującą kolekcję świadectw językowych, historycznych, etnograficznych, literackich i prasoznawczych wskazujących na głęboko zakorzenioną, instynktowną wręcz odrazę Anglików do grzybów leśnych.

Fundamentalne dzieło małżeństwa Wassonów, w opisie i analizie podziału narodów na grzybolubne i grzybowstrętne, odwołuje się do historii, literatury i językoznawstwa (konsultantem ich pracy był Roman Jakobson, slawista i językoznawca, twórca praskiej szkoły strukturalistycznej). W opisach i analizie mykofobii przytaczają głównie autorów anglosaskich, bo też w tym kręgu kulinarny i kulturowy grzybowstręt był szczególnie nasilony.

"Grzyby, Rosja i Historia", wspólne dzieło małżonków / Źródło: New York: Pantheon Books

Sam termin "mykofobia" (a ściślej rzecz biorąc "fungofobia") został ukuty w XIX wieku przez zrozpaczonego angielskiego mykologa, który uskarżał się, że jako uczony jest "wyśmiewany za dziwactwo przez wyższe klasy i uznawany za idiotę przez społeczne doły". Dla Anglików "mushroom" to grzyb i zarazem pieczarka; wszelkie grzyby leśne określane są jako "toadstools" (muchomory). Wielkim poetom angielskim (w tym Tennysonowi i Shelleyowi) grzyby, które są w lesie radością naszych oczu, kojarzyły się z rozkładającymi się zwłokami. Skojarzenie grzyb – zgnilizna przewija się przez relacje z podroży i wspomnienia. Karol Darwin, który w dzienniku prowadzonym podczas pięcioletniej podróży na statku Beagle zgromadził obserwacje, które dały początek teorii ewolucji, gdy zawitał na Ziemię Ognistą, odnotował, że tubylcy jedzą grzyby i opatrzył to komentarzem: "Ziemia Ognista to chyba jedyny kraj na Ziemi, w którym grzyby są składnikiem podstawowego pożywienia".

Najsilniejszym jednak potwierdzeniem wstrętu Anglików do grzybów leśnych jest artykuł z "The Times" z 1943 roku. Podczas II wojny światowej, w związku z blokowaniem dostaw żywności drogą morską przez Niemców, żywność w Anglii była racjonowana, a dieta monotonna. Rząd i liczne organizacje społeczne prowadzili akcję edukacyjną, jak w takiej sytuacji należy sobie radzić. Przyłączył się do niej jeden z mykologów, który objeżdżał kraj z serią pogadanek, że nudne do obrzydliwości potrawy można urozmaicić i wzbogacić dodatkiem grzybów leśnych. Szacowny "Times" relacji z jednej z nich dał powalający tytuł: "Jadalne muchomory". Akcja oczywiście zakończyła się fiaskiem.

Mykofilny jak Słowianin

Książka Wassonów ukazała się jednak 60 lat temu, więc można zadać pytanie, czy w dobie europeizacji, globalizacji, multi-kulti i kuchni fusion utrzymał się zasadniczy podział na mykofobów i mykofilów? Okazuje się, że się utrzymał i nauka ma na to twarde dowody. W 2013 roku piątka autorów opublikowała artykuł "Mykofilia czy mykofobia. Prawo i wytyczne o handlu grzybami leśnymi dowodzą zróżnicowania zachowań konsumpcyjnych w krajach Europy". Teza, w dużym skrócie, brzmiała: w krajach lubiących grzyby, ich obrót regulowany jest specjalnymi ustawami, w krajach mykofobicznych tak się nie dzieje.


e7b9ea88-03e7-43de-aff3-747e5eb40148.png

Naukowcy podzielili kraje Europy (tej geograficznej – do Uralu) na szereg kręgów – geograficznych, językowych i kulturowych – zebrali ustawy, rozporządzenia, zarządzenia i wytyczne i wszystko przepuścili przez maszynkę wielowymiarowej i subtelnej analizy statystycznej. No i bingo! Hipoteza potwierdzona.

Okazało się, że kraje germańskie (w sensie pochodzenia języka), czyli: Holandia, Anglia, Niemcy nie posiadają aktów prawnych regulujących zbieranie i handel grzybami. Pewnym wyjątkiem jest Austria, ale jej odmienność autorzy tłumaczą sąsiedztwem i wielowiekowymi związkami politycznymi, kulturowymi i handlowymi z północnymi Włochami. "Generalnie kraje języka germańskiego należy uznać za mykofobiczne".

Natomiast państwa Europy Zachodniej z ustawodawstwem grzybowym to kraje romańskie (Francja, Włochy, Portugalia, Hiszpania) lub ze znacznymi mniejszościami mówiącymi w językach romańskich (Belgia, Szwajcaria). Większość państw Europy Środkowo-Wschodniej z ustawodawstwem grzybowym zamieszkana jest przez ludność mówiącą językami słowiańskimi (Białoruś, Polska, Rosja, Słowacja, Ukraina, kraje byłej Jugosławii). "Sugeruje to – stwierdzają sumienni badacze -  że mykofilne nastawienie ludności może być uwarunkowane kulturowo i typowe dla ludów romańskich i słowiańskich".

Przodownicy Europy. Polacy kochają i grzyby, i grzybobranie
Przodownicy Europy. Polacy kochają i grzyby, i grzybobranie / Wideo: tvn24

Jak grzyb stanął na drodze miłości

Sądzę, że Słowianie ze względu na wybitną rolę, jaką grzyby odgrywają w kulturze ludowej i wysokiej, folklorze, obyczaju, wypoczynku i życiu towarzyskim - o stole i przekąskach do wódeczki nie wspominając – uważają się za najbardziej grzybolubne i grzybożerne narody na świecie. Mogą, co najwyżej, toczyć ze sobą spory o to, który naród jest grzybolubny bardziej: czy Polacy z "Panem Tadeuszem" i opisem grzybobrania w Księdze III, gdzie grzybiarze:

"Jeżeli się przybliżą albo się spotkają,

Ani mówią do siebie, ani się witają,
Głęboko zadumani, w sobie pogrążeni.
Hrabia widział w nich obraz elizejskich cieni";

"Grzybobranie", Franciszek Kostrzewski, 1860 r. / Źródło: Wikipedia (PD)

czy Rosjanie z dialogiem między Koznyszewem i Warieńką  z "Anny Kareniny" (cz. VI, rozdz. 5), w którym grzybobranie łamie ludziom stojącym o krok od szczęścia serca i życie. Jest to fragment takiej urody i głębi – ukazujący jednak ciemną stronę grzybolubstwa – że pozwolę sobie na dłuższy cytat. Właściciel ziemski Koznyszew zakochany jest w guwernantce Warieńce i chce się jej oświadczyć, a ona z radością gotowa jest go przyjąć. Idzie do lasku, gdzie Warieńka zbiera grzyby wraz z dziećmi i...

"- A co, czy znalazł pan cokolwiek? - zapytała, zwracając ku niemu ze spokojnym uśmiechem swą  piękną twarz spoza białej chustki.

- Ani jednego – rzekł Koznyszew. – A pani? [...]

Przeszli kilka kroków w milczeniu. Warieńka wiedziała, że towarzysz jej pragnie mówić, domyślała się  - o czym, i omdlewała miotana na przemian radością i strachem [...] Warieńka najlepiej by uczyniła, zachowując milczenie. Po chwili ciszy łatwiej byłoby wypowiedzieć to, co wypowiedzieć pragnęli, niż po rozpoczętej rozmowie o grzybach; tymczasem Warieńka wbrew własnej woli, jakby przypadkowo, zauważyła:

- Więc pan nic nie znalazł? Zresztą w środku lasu zawsze jest ich mniej.

Koznyszew westchnął i nic nie odpowiedział [...] lecz jakby wbrew własnej woli, po chwili milczenia, nawiązał do jej ostatniej uwagi:

- Słyszałem tylko, że borowiki rosną przeważnie na skraju lasu, chociaż co do mnie, nie umiem rozpoznać borowika.

[...] Należało się oświadczyć teraz albo nigdy: czuł to i Koznyszew. U Warieńki wszystko – i spojrzenie, i rumieniec, i spuszczone oczy – wskazywało na bolesne oczekiwanie. Koznyszew widział to [...] powtarzał nawet słowa, w których zamierzał był wypowiedzieć oświadczyny. Zamiast tych słów wszelako, powodowany jakimś nagłym skojarzeniem, zapytał znienacka:

- A jaka jest różnica między borowikiem a podbrzeźniakiem?

Wargi Warieńki drżały ze wzruszenia, gdy odrzekła:

- Główki prawie się nie różnią, ale pieniek jest inny.

Skoro tylko zabrzmiały te słowa, oboje – ona i on – zrozumieli, że klamka zapadła, że to, co miało być wypowiedziane, wypowiedziane nie zostanie" (przekład Kazimiery Iłłakowiczówny).

Muchomor na włoskim stole

No, tego nic nie przebije. W Polsce na drodze do szczęścia stawała konieczność walki o umęczoną Ojczyznę naszą, ale żeby grzyb!? Palmę pierwszeństwa winien więc Polak oddać Rosjaninowi, ale niech ten się zbytnio nie nadyma. Włoch czy Francuz w grzybolubności ma nad nim sporą przewagę, czego dowodzi zimna nauka. Wspomniani badacze odkryli bowiem także, iż:

"Najbardziej mykofilni są Europejczycy z południowego zachodu i są to przede wszystkim ludy romańskie. Ta hipoteza została potwierdzona przez ilościową analizę katalogów grzybów dopuszczonych do obrotu. Rynki Europy Zachodniej oferują więcej i bardziej zróżnicowanych gatunków niż te na wschodzie". Co więcej, ludy romańskie z zapałem konsumują grzyby,  których Polak do ust nie weźmie, choć w większości u nas występują. Spożyje zatem Włoch czy Hiszpan z ukontentowaniem wielkim muchomora (tak, tak, muchomora cesarskiego, który w Polsce nie występuje, ale we Włoszech zawdzięcza swą nazwę temu, że uważany jest za godnego cesarskiego stołu), czernidłaka, lejkowca, płomienicę i pierścieniaka.

MAGAZYN Grzyby jadowite / Źródło: Biblioteka Narodowa/POLONA

Ale my, Polacy, pozostajemy także w tyle za naszymi wschodnimi sąsiadami. Każdy grzybiarz, który "dybał na rydza" (czyli mleczaja smacznego), wie, jakim przekleństwem jest bardzo do niego podobny mleczaj wełnianka – widzimy tego chwasta, uderzenie adrenaliny, schylamy się, a tu – zonk! Mleczaj wełnianka jest trujący, ma przy tym odstręczająco ostry smak, w Polsce nie jest dopuszczony do obrotu. Ale inaczej traktują go na bardziej wschodnim Wschodzie, gdzie długo się go gotuje, odlewa wodę, a następnie kisi w beczułkach i spożywa jako znakomitą przekąskę do wódeczki, bo ostro-gorzki smak tak potraktowanego grzyba przemienia się w łagodną pieprzność. Według zestawienia opracowanego przez FAO mleczaj wełnianka jest uznawany za grzyba jadalnego i dopuszczony do obrotu w Rosji, na Ukrainie, Białorusi i w Bułgarii.

Grzyby jadalne / Źródło: Biblioteka Narodowa/POLONA

Blaszki a narodowe nieszczęście

Łatwo zauważyć, że wszystkie wymienione grzyby, których Polak do ust nie weźmie, a którymi zajadają się południowcy i Słowianie wschodni, należą do grzybów blaszkowatych, przed którymi przestrzegają nas rodzice, nauczyciele i poradniki. Wyjąwszy borowika szatańskiego, który ma od spodu gąbeczkę, wszystkie trujące grzyby mają  blaszki. Zauważmy, że w scenie grzybobrania jako pożądane Mickiewicz wymienia z blaszkowatych jedynie lisice (czyli kurki) oraz rydze.  Cała reszta to:

"Inne pospólstwo grzybów pogardzone w braku

Dla szkodliwości albo niedobrego smaku".

Mamy dobry powód, by boczyć się na grzyby blaszkowate, bowiem przyczyniły się one do naszych nieszczęść narodowych. W 1713 roku Cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego Karol VI wydał sankcję pragmatyczną, która dziedziczkami krajów domu Habsburgów ustanawiała jego córki z pominięciem potomstwa jego poprzednika i brata Józefa. Sankcja została uznana przez wszystkie kraje monarchii i na arenie międzynarodowej przez wszystkie mocarstwa europejskie.

W listopadzie 1740 roku cesarz udał się na polowanie, a dzień zakończył fatalnym posiłkiem – grzybami smażonymi na oliwie. Tymi grzybami cesarz – jak podaje arcybiskup William Cox w "Historii Domu Austriackiego" - "się obżarł". Następnego dnia ciężko zachorował, a po dziesięciu dniach zmarł. Opis przebiegu choroby i śmierci cesarza wskazuje na to, że obżarł się muchomorem sromotnikowym, który zapewne zbierający pomylili z pieczarką polną albo kanią czubajką. A co to ma do umęczonej Ojczyzny naszej? Bardzo wiele.

Wprawdzie sankcja pragmatyczna została w Europie uznana, ale sytuacja dziedziczki tronu, cesarzowej Marii Teresy, była niepewna. Król Prus Fryderyk II Wielki zaoferował jej zatem pomoc, a w zamian zażyczył sobie Śląska. Cesarzowa ofertę pomocy odrzuciła, ale Fryderyk się tym nie przejął i w grudniu 1740 roku Śląsk zagarnął, a w kwietniu 1741 pobił austriackie wojska w bitwie pod Małujowicami. Tak wybuchła wojna o sukcesję austriacką, która zakończyła się w 1742 roku oddaniem przez Austrię Śląska Prusom. Pomyślmy: Śląsk był najbogatszą prowincją w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdyby nie zagarnięcie Śląska, Prusy nie stałyby się jednym z głównych mocarstw europejskich, nie byłoby rozbiorów Polski, zjednoczenia Niemiec w latach 1866-1871, I wojny światowej, II wojny światowej i kilkudziesięciu lat władztwa Związku Sowieckiego. Same nieszczęścia z zamiłowania cesarza do grzybów blaszkowych. Dobrze ujął to Wolter w swojej autobiografii:

"Gdy przebywałem w Holandii [...] cesarz Karol VI zmarł w połowie października 1740 z powodu niestrawności po spożyciu grzybów, co przyprawiło go o apopleksję; tak oto potrawka z grzybów zmieniła los Europy. Okazało się niebawem, że król Prus Fryderyk II nie był takim wrogiem Makiawela, bardziej niż wymagały tego pozory. Uknuł on wtedy plan najazdu na Śląsk".

Grzyby a wojna

I tak dochodzimy do problemu: grzyby a wojna. Jedyną znaną mi hipotezą, która próbuje wyjaśnić wielką tajemnicę podziału narodów europejskich na mykofilów i mykofobów, jest ta ukuta przez Walentynę Pawłownę Wasson w wielokrotnie przywoływanej już książce. Przeciwstawia ona mykofobię Anglików mykofilii Rosjan i tłumaczy to prosto: Anglia nigdy nie cierpiała od najazdów zewnętrznych. Nie odwołuje się wprawdzie do Szekspira, ale idzie tropem, który w "Ryszardzie II" wskazał Jan z Gandawy na łożu śmierci. Otóż Anglia to:

"Twierdza, którą Natura sama sobie wzniosła

Przeciw napaściom i zakusom wojny,

Szczęsnego ludu siedziba zamknięta,

Klejnot w srebrzyste oprawiony morze,

Które jej służy za obronne mury

I niezgłębioną otacza ją fosą

Przeciw zawiści krain mniej szczęśliwych".

("Ryszard II", Akt II, Scena I – przekład własny)

Rosja, na której, gdy chodzi o stosunek do grzybów, Walentyna Pawłowna skupiła swoją uwagę, nie była otoczona morzem. Zamieszkiwało ją głównie chłopstwo i przez wieki najeżdżali ją Scytowie, Hunowie, Tatarzy. Co robili chłopi, gdy widzieli nadjeżdżające zagony tatarskie, które paliły sioła razem z zapasami zboża? Uciekali do lasu. A co widzieli w lasach? Grzyby widzieli – czyli dodatkowe pożywienie. I tak wojna miała wytworzyć szczególną więź między rosyjskim mużykiem a grzybem.

Hipoteza pani Wasson ma kobiecy wdzięk i urok, ale nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Konkretnie z przypadkami Hiszpanii i Szwajcarii. Podbój Hiszpanii przez Arabów nie był szczególnie krwawy – chrześcijańscy możnowładcy wizygoccy poddawali się na wyprzódki. Rekonkwista także nie niosła ze sobą większych zniszczeń. Właściwie – wyjąwszy krótki epizod wojny o sukcesję hiszpańską w latach 1701-1713 – do czasu wojen napoleońskich Hiszpania nie była pustoszona i łupiona przez obce armie. To Hiszpanie przez wieki ze straszliwym okrucieństwem łupili resztę Europy.

Uniknij kłótni przy wigilii! Tak wy sobie z tym radzicie...
Uniknij kłótni przy wigilii! Tak wy sobie z tym radzicie... / Wideo: TVN24 Łódź

A jednak Hiszpanie grzyby zajadają, a Anglicy odnoszą się do nich ze wstrętem. Podobnie jest ze Szwajcarią, gdzie grzyby się je. A przecież od 1476 roku, kiedy to Konfederacja Szwajcarska dała strasznego łupnia Burgundczykom Karola Zuchwałego pod Grandson i Morat, ziemia szwajcarska obcego żołdaka nie widziała. Między zamiłowaniem do grzybów a wystawieniem na ryzyko łupiestw i zniszczeń wojennych nie można zatem ustalić związku przyczynowo-skutkowego. Podział Europy na mykofilów i mykofobów pozostaje zatem nadal tajemnicą dziejów.

Boże Narodzenie to przede wszystkim największa tajemnica Wcielenia. Ale i mniejszym tajemnicom można poświecić trochę uwagi. W początku lat dwudziestych Julian Tuwim i Antoni Słonimski wydali purnonsensowy, parodystyczny kalendarz "Pracowita Pszczółka", w którym, wzorem kalendarzy parodiowanych, umieścili menu na każdy miesiąc. Było to menu grzybowe, np. menu na sierpień: "Muchomorki, sos provancal. Grzybki à la Lina Cavallieri. Lody grzybowe". Na grudzień natomiast przewidziano: "Grzyby grzane z grzebieniem. Duży, gorący grzyb". Dlatego wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom życzę dużego gorącego grzyba na wigilijnym stole, chwili zadumy nad historią i wszelkich Łask Bożych.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
infix
infix

Może nie bezpretensjonalne, ale wciągające i autor się solidnie napracował. Dziękuję. Zdrowych :)

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      1
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      lastanetaarion
      lastanetaarion

      Fajnie się czytało. W Polsce występuje jadalny muchomor czerwieniejący - często go widzę w lesie, ale nie znam grzybiarza, który by mi potwierdził, że to co znajduję mogę jeść (a w sanepidzie to jak się przyniesie coś innego niż borowika, to mówią, żeby nie jeść). Ten na obrazku opisany jako borowik sztański, jest źle opisanyd. rozwiń

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          1
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          Zasady forum
          Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
          Zwiń

          Marcin Napiórkowski

          ZobaczWojna przeciw Bożemu Narodzeniu, czyli kto chce zniszczyć nam święta

          Magdalena Gwóźdź

          Zobacz"Będziesz tego żałowała". Mała Asia nie posłuchała, poszła i zrobiła rewolucję

          Maciej Kucharczyk

          Zobacz"Bałem się, bo czymkolwiek to było, nie miałbym szans". Co chce ukryć Pentagon

          Justyna Kobus

          ZobaczJane Fonda. Seks, kłamstwa i kasety wideo

          Mariusz Nowik

          ZobaczMarszałek i błękitnooka lekarka. Co się wydarzyło tamtej zimy na Maderze

          Poprzedni weekend
          2 tygodnie temu
          3 tygodnie temu
          4 tygodnie temu
          5 tygodni temu
          Zobacz wszystkie