Magazyn TVN24

Bartosz Żurawicz

"Halo, dzień dobry. Morderca jest dziesięć metrów od pani. Proszę słuchać"

Zobacz

Tomasz-Marcin Wrona

ZobaczTomasz Kot: Cate podeszła i powiedziała te słowa. To była sytuacja spoza snów

Podziel się

- Zdążyłem się oswoić z takimi porównaniami, że gram na przykład jak Bogart, że to "taki Gregory Peck ze wschodniej Europy" (śmiech). Jeśli Brytyjczycy porównują mnie do Bonda, to też myślę sobie, że super. To jest bardzo fajny komplement, chociaż nie widzę żadnych łączników pomiędzy sobą a nim – mówi w wywiadzie dla Magazynu TVN24 Tomasz Kot.

Debiutował głośną rolą legendarnego założyciela Dżemu Ryszarda Riedla w "Skazanym na bluesa" w 2005 roku. Później Polska pokochała go za rolę Maksymiliana Skalskiego w serialowym hicie "Niania".

Przez kolejne 13 lat Tomasz Kot dał się poznać jako świetny aktor dramatyczny - przede wszystkim nagradzaną rolą profesora Zbigniewa Religi w "Bogach" Łukasza Palkowskiego, a także  komediowy (np. w "Testosteronie" Andrzeja Saramonowicza i Tomasza Koneckiego czy w "Lejdis" Tomasza Koneckiego).

Swój talent potwierdził w nagrodzonym w Cannes za najlepszą reżyserię dramacie Pawła Pawlikowskiego "Zimna wojna". Kot zagrał główną rolę męską - Wiktora, pianistę, kompozytora, aranżera, kierownika muzycznego zespołu. Zagraniczni krytycy nie kryli zachwytu, porównując Polaka do Clive'a Owena, Clarka Gable'a czy Gregory'ego Pecka.

"Zimna wojna" to opowieść o miłości tak toksycznej, że aż niemożliwej. Wiktor poznaje Zulę (Joanna Kulig) w 1949 roku podczas przesłuchań do nowo powstającego zespołu ludowego "Mazurek". Grupa ma być peerelowską wizytówką kulturalną. Mężczyzna angażuje Zulę do zespołu. Nie ukrywa swoich intencji - ma zamiar ją uwieść. Rodzi się między nimi wieloletni romans. Akcja filmu toczy się przez 20 lat.

Do polskich kin "Zimna wojna" trafi 8 czerwca.

Z Tomaszem Kotem rozmawiał Tomasz-Marcin Wrona, tvn24.pl

 

"To było coś niesamowitego, nigdy nie pracowałem w takim trybie"
"To było coś niesamowitego, nigdy nie pracowałem w takim trybie" / Wideo: tvn24.pl

"Zimna wojna" pokazuje przede wszystkim bardzo ciężką, brutalną momentami relację. Podkopuje wiarę, że prawdziwa miłość istnieje. Miał pan podobne odczucia na planie?

Tomasz Kot: Teraz bardzo mi trudno stwierdzić, że ta opowieść jest o tym, bądź o czymś innym. Po raz pierwszy zobaczyłem gotowy film jakieś dwa i pół tygodnia temu. Sam jestem zaskoczony - tak na świeżo - czym ta historia się stała. Paweł na planie dawał nam ciągle coś pod konsultacje, coś zmieniał, wszystko miało wpływ na tę historię, także aktorzy. To było coś niesamowitego, nigdy nie pracowałem w takim trybie, gdzie jest tyle czasu na skupienie, na zastanawianie się. Mając w głowie różne wersje tej opowieści, myślę, że powstało coś optymalnego, pod czym się podpisuję. Jestem bardzo zauroczony tym, co zobaczyłem.

Przeczytałem komentarz: Szumowska, Pawlikowski, Tokarczuk otrzymują nagrody za opluwanie Polski. Ma pan poczucie, że razem z reżyserem i Joanną Kulig pluliście na Polskę?

Czy to jest istotne, żeby nadawać takim komentarzom ważność? Spotkałem się z tym jednym zdaniem, a naprzeciw niemu można postawić 1250 zdań pozytywnych, które usłyszałem w Cannes i tutaj. Czy musimy się na tym skupiać? Dla mnie ta ważność jest jak długi obiektyw - ode mnie zależy, co naświetlam. Jeśli ktoś skupia się na tych negatywnych rzeczach, to świadczy też o nim.

W Cannes co drugi dziennikarz zwracał uwagę na to, że teraz trochę inaczej patrzy na nasz kraj. Zrozumieli, co to znaczy komunizm w realu, jak to się rozwijało. Po premierze ludzie zaczęli bić brawo, była lawina tych bardzo pozytywnych recenzji. Hollywood się obróciło i nas oklaskiwało.

Mistrzowskie jest też to, co Pawłowi się udało: ludzie obejrzeli polski folklor, słuchali piosenki "Dwa serduszka". Słyszałem później co chwilę: teraz inaczej na twój kraj patrzę. To jest coś bardzo mocnego. Paweł zrobił bardzo osobisty film, w którym pokazał swój stosunek do Polski. Jest to piękny obraz, pokazujący trudy, z jakimi nasz kraj się zmagał.

Mało tego, spotykaliśmy z Joasią (Kulig - red.) ludzi, którzy pytali nas, jaki on jest, jaki jest Paweł Pawlikowski. Bo wiesz, większość ludzi, jak dostanie Oscara, to leci mieszkać do Los Angeles, a on się przeniósł na Mokotów. Przez to całe zamieszanie canneńskie miałem szansę spojrzeć na Pawła przez inne okulary. Strasznie się cieszę, że go poznałem, że z nim pracowałem. Napisałem mu to w SMS-ie: "Mamy wiele wysokojakościowych danych do przerobienia".

"Paweł zrobił bardzo osobisty film"
"Paweł zrobił bardzo osobisty film" / Wideo: tvn24.pl

Jaki jest Paweł Pawlikowski?

Oddany swojej sprawie. Jest prawdziwym artystą, skupionym bardzo na filmie. Na planie nie było politycznych dyskusji, miał bardzo konkretną rzecz do zrobienia. Ten film układał w głowie od 10 lat i podczas kręcenia skupiał się na celu.

To była bardzo ciężka praca, sześć miesięcy trudnego planu, chyba najcięższego w moim życiu, rok przygotowań.

Kręciliście w czterech różnych krajach.

Tak, to międzynarodowa produkcja, jaka przydarzyła mi się po raz pierwszy w życiu.

Przy powstawaniu scenariusza z Pawlikowskim współpracował między innymi Janusz Głowacki. To widać w filmie. Czuł pan to w trakcie pracy?

To jest bardzo trudne pytanie. Całość znam od Pawła i poprzez Pawła. Wiem, że on tę historię nosił. Ale plan tworzą bardzo różni ludzie. Każdy wnosi swoją ciężką pracę, a później to skleja się w film. Tak też jest z Januszem Głowackim, który współpracował z Pawłem. Oni coś między sobą ustalali, a Paweł to nam przynosił. W filmie jest niewiele tekstu, sam gram głównie powieką, jakimś spojrzeniem, komentuję emocją. Ciężko mi znaleźć fragmenty napisane przez jednego czy drugiego. Tych dwóch autorów stworzyło coś, co wygląda, jakby pochodziło z jednej głowy.

"Zimna wojna" w reż. Pawła Pawlikowskiego
"Zimna wojna" w reż. Pawła Pawlikowskiego / Wideo: Kino Świat


W recenzjach pisano o panu: polski Clive Owen, polski Clark Gable. Padła opinia, że gdyby urodził się pan w Wielkiej Brytanii, byłby pan Bondem.

Odbieram to jako komplement, w Wielkiej Brytanii James Bond jest zupełnie wyjątkowo zakonotowany w świadomości społecznej. Jeśli Brytyjczycy to piszą, to myślę sobie, że super! To jest bardzo fajny komplement, chociaż nie widzę żadnych łączników pomiędzy sobą a Bondem.

Ale podobieństwo z Clive'em Owenem jest widoczne.

Jest mi bardzo miło, to świetny aktor. Zdążyłem się oswoić z tym hasłem i porównaniami, że gram też na przykład jak Bogart. "Zimna wojna" jest koprodukcją polsko-brytyjsko-francuską. Kiedy wysyłali materiały promocyjne, znalazła się w nich informacja o mnie, że to jest "taki Gregory Peck ze wschodniej Europy". Zresztą dużo zagranicznych dziennikarzy mówiło, że sam film jest hymnem dla czarno-białego kina z lat 50. i 60. Tego kina, które kształtowało przez lata świadomość filmową.

Do takiego sukcesu trzeba dojrzeć?

Niedawno rozmawiałem z przyjaciółką i powiedziałem jej, że cieszę się, że mam 41 lat, a nie 31. Ta dekada dużo zmienia, na pewno jest mi lepiej poruszać się teraz wśród dorosłych jako dorosły. Pojawia się więcej filtrów, przez które przesiewam informacje.


Debiutował pan rolą Ryśka Riedla w "Skazanym na bluesa". Do masowej publiczności trafił pan rolą Maksymiliana Skalskiego w serialowej "Niani". Nie miał pan obaw, że stanie się na całe życie Skalskim, tak jak Piotr Adamczyk stał się papieżem?

Nie miałem tego strachu, ze względu na to, że wcześniej zrobiłem "Skazanego na bluesa" i przez cały pobyt w szkole teatralnej miałem mocne role dramatyczne. Znałem Yurka (Bogayewicza - red.), bo wcześniej zrobiliśmy "Camera Café". Kiedy wchodziłem na plan "Niani", pomyślałem, że spróbuję nowych rzeczy. Szekspir miał aktorów, którzy grali i komedie, i dramaty. Tak samo w przypadku Czechowa, który pisał genialne komedie i genialne dramaty. Miałem więc i rolę dramatyczną, i też fantastyczną przygodę komediową z Yurkiem Bogayewiczem. Pytania o przyszłość pojawiły się przy szóstym sezonie...

Po "Niani" pojechałem do Kalisza, gdzie grałem ciężką rolę w teatrze. Za każdym razem miałem wrażenie, że tracę dwa kilogramy. Wróciłem odmieniony, miałem czas, żeby się skupić, przemyśleć wszystko. Od tamtej pory inaczej zacząłem dobierać repertuar. I fajnie jest.

Debiut filmowy nie był dla pana łatwy.

Można by znaleźć setki wersji, co się wtedy zadziało i pewnie każda miałaby pewną prawdę w sobie. Byłem totalnie sparaliżowany. "Skazany...", debiut, pierwszoplanowa rola. Niesamowita przygoda. Sam ze sobą poszedłem na umowę, że przygotuję się do tego porządnie, tak po amerykańsku, jak czytałem w wielkich biografiach na studiach.

Pierwszy dzień zdjęciowy trwał 16 godzin. Zastanawiałem się, skąd ci ludzie mają tyle siły. To była tak zwana batalistyczna noc. Kręci się wtedy trochę na wariata, do oporu. Po tym pierwszym dniu zdjęciowym już coś się zaczęło dziać. Były telefony, zamieszanie, w którym nie do końca się orientowałem. W końcu dostałem telefon: słuchaj, film został zawieszony, kalendarz jest nieaktualny, odezwiemy się za tydzień. Potem spotkałem panią Annę Dymną i spytałem ją: pani profesor, co teraz będzie, co mam zrobić? Ona odpowiedziała, że "to już taka pechowa produkcja", że pewnie już nie powstanie. Zacząłem zastanawiać się, co dalej. W teatrze pracy nie było, bo poszli mi na rękę, żebym mógł wziąć udział w filmie. To był dziwny moment. Rosło we mnie przekonanie: nie pchaj się do filmu, to nie dla ciebie.

Okazało się wręcz odwrotnie, świat filmu to pana świat.

W tamtej chwili było to dość dramatyczne, ale teraz myślę sobie, że bardziej doceniam to, co mam.

Tomasz Kot: pokora jest potrzebna każdemu
Tomasz Kot: pokora jest potrzebna każdemu / Wideo: tvn24.pl

Takie sytuacje uczą pokory?

Oczywiście, że tak. Ta sytuacja trwała mniej więcej dwa miesiące. Zastanawiałem się, co z tym zrobić. Wcześniej bardzo mocno się przygotowałem, współpracowałem z MONAR-em, pojechałem w trasę z Dżemem. W przypadku aktorów jest takie dziwne zjawisko w sytuacjach, gdy coś wypracowane nie ma momentu ujścia, nie wiadomo, co z tym zrobić. Trzy miesiące później zadzwonił Yurek Bogayewicz i powiedział, że robi serial, że słyszał o jakimś zamieszaniu, że chciałby mi się przyjrzeć. Tak to się zaczęło. Pojechałem do Yurka niby na dwa miesiące, a zostałem w Warszawie do dzisiaj.

Pokora jest potrzebna aktorom?

Myślę, że pokora jest każdemu potrzebna, jest lekarstwem, które może tonizować różne wewnętrzne historie. W przypadku aktorów... to jest bardzo różnie. Znam bardzo zdolnych aktorów z mocno rozbudowanym ego i prawdopodobnie jak się na nich z boku patrzy, to ciężko tę pokorę dostrzec. Ja mam inną konstrukcję i jest to dla mnie niezwykle istotne. Zdałem sobie sprawę, że ten mój sen się realizuje i to trzeba to strasznie szanować. Nie można tego traktować jako coś, co mi się należy.

Rolą profesora Zbigniewa Religi w "Bogach" chwycił pan za serce krytyków i publiczność. Pojawiły się prestiżowe nagrody. Rośnie w takich sytuacjach ego?

Fajnie jest obserwować swój mózg z lotu ptaka. Pamiętam, że zamieszanie po "Bogach" było ogromne. Nieustannie jakieś prośby o spotkanie, rozmowy. W pewnym momencie zorientowałem się, że cholera, zaraz będę ekspertem w każdej możliwej dziedzinie, muszę się tego wystrzegać. Proszono mnie na przykład o skomentowanie aktualnej sytuacji politycznej, zaczęli pojawiać się politycy, mówiąc: "Tak pięknie pan zagrał. A może się spotkamy?". Mówiłem sobie: spokojnie, wiem, gdzie jest moja działka, który ogródek uprawiam. Hurtowe historie mnie nie interesują.

Teraz też jest przepiękne zamieszanie - w zasadzie większe niż to po "Bogach", bo jesteśmy jeszcze z takim echem tego, co zdarzyło się w Cannes. Nie spotkałem się wcześniej z takim rozmiarem zamieszania. Gdzieś ta matryca zachowań po "Bogach" teraz się uaktywnia. To właśnie nazywam patrzeniem na mózg z lotu ptaka.

"To był taki magiczny moment"
"To był taki magiczny moment" / Wideo: tvn24.pl

Borys Szyc zrobił panu zdjęcie, gdy Cate Blanchett trzyma pana za twarz. Co powiedziała?

To był magiczny moment. Cate podeszła do naszego stolika. To było już po tym, jak nagrodzeni skończyli konferencje prasowe i sesje zdjęciowe. W Cannes najbardziej zaskoczyło mnie to, że ta cała procedura jest niezwykle istotna. Teraz stoisz tu, tam podjedzie limuzyna, teraz trzeba stanąć tak, a potem przejść jeszcze przez takie bramki...

Wszystko jest bardzo przypilnowane, wszędzie czuć pewną opiekę. Nagle Cate Blanchett podeszła do stołu i zaczęła zachwalać film. Paweł, jak dziękował, powiedział: "Patrzę na moich aktorów". Siedzieliśmy dość blisko tego jury, wtedy oni odwrócili się w naszą stronę i zaczęli bardzo szczerze nam bić brawo. Trochę później, na kolacji Cate podeszła i powiedziała: "Dla mnie jesteście najlepsi, jesteście super, były długie dyskusje. Gratuluję, Paweł". Zaczęła przytulać Asię. Z Borysem podeszliśmy do niej. Też chcieliśmy uścisnąć jej dłoń. W końcu to przewodnicząca jury...

I ikona aktorstwa...

Właśnie, ta jej niezwykła charyzma...Zresztą przez cały festiwal była numerem jeden, była wszechobecna. W pewnym momencie, gdy mnie zobaczyła, powiedziała: "Kurde, stary, świetnie, świetna główna rola. Jesteś bardzo dobrym aktorem, chcę cię oglądać dalej". Mnie aż zatkało. Ta wylewność i serdeczność była zaskakująca. To wychodziło poza normę pewnego stylu, który mi ciężko nazwać.

To nie była czysta kurtuazja?

Nie. Nikt tego nie odbierał jako kurtuazji. Bardzo ciepło nas przyjęła, inni członkowie jury też podchodzili, na boku coś mówili. To było bardzo budujące. Cate do mnie mówiła i w pewnym momencie zapytała, czy rozumiem, bo mnie zamurowało.

Powiedziałem jej, że rozumiem, że to jest sytuacja spoza moich oczekiwań. Po "Bogach" pytano mnie, czy będę coś za granicą robić, czy będę szukać agentów. Mówiłem, że nie. Mam na to proste odpowiedzi: jestem polskim aktorem, gram po polsku, tyle pięknych rzeczy u nas powstaje, nasze kino jest w coraz lepszej formie. Kilka lat później znajduję się w sytuacji, gdzie słyszę te wszystkie fantastyczne słowa. Powiedziałem Cate, że ta sytuacja jest spoza snów i podziękowałem za to, co powiedziała.

Przez te lata wielokrotnie zaskakiwał pan metamorfozami, głównie fizycznymi na potrzeby ról. Chudł pan mocno, tył...

Właśnie przytyć nie umiem. Aktorstwo daje pewien rodzaj immunitetu na zmiany. Absolutnie rozumiem mężczyzn, którzy mają jedną fryzurę i wąsy albo brodę całe życie i boją się wręcz coś zmienić. A ja w ramach zawodu mogę wszystko. Nie obchodzi mnie moda. Gdy wszyscy noszą jakieś koczki na głowie, to mnie na przykład właśnie zgolili na łyso. A gdy odrasta, myślę sobie o tym, żeby zrobić jakiegoś irokeza - zobaczyć, jak wyglądam w czymś innym. Jest pewna frywolna zabawa w tym wyglądzie zewnętrznym. Pamiętam, że przed "Skazanym...", kiedy jeszcze nikt mnie nie znał, jak wchodziłem do Empiku, to stawał koło mnie ochroniarz. Myśleli, że jestem złodziejem.

Tomasz Kot o filmowych metamorfozach
Tomasz Kot o filmowych metamorfozach / Wideo: tvn24.pl

Do roli w "Zimnej wojnie" nie musiał się pan przygotowywać fizycznie...

Fizycznie nie, ale muzycznie...

...i językowo. Pamiętam, że przed "Bikini Blue" uczył się pan języka angielskiego. Czy tu musiał się pan nauczyć francuskiego?

Nie do końca. Zdawałem maturę z francuskiego, coś rozumiem. Paweł prosił, żeby mówić z twardym polskim akcentem. W "Bikini Blue" mówili mi, żebym uczył się języka, jak najlepiej potrafię, ale nie będzie dramatu, jak to nie będzie jak u native'a.

Zamierza pan podbić Hollywood?

Nie, nie. Właśnie autoryzowałem jeden wywiad, w którym wypowiedziało mi się takie zdanie: nie tasuję różnymi wersjami przyszłości w głowie. Wydaje mi się, że za tym idą jakieś oczekiwania i zachcianki, a potem rozczarowania, że coś nie wychodzi. W tej chwili mam takie małe, krótkie cele - na przykład, że 8 czerwca, kiedy film wchodzi do kin, a ja kończę trasę promocyjną, chciałbym spokojnie zasnąć. Cieszę się, że tak odpalił. Dla każdego aktora to jest czysta przyjemność, jeśli takie pozytywne zamieszanie się dzieje.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Planetar
Planetar

Ja po raz pierwszy Kota zauważyłem w genialnej serii Camera Cafe. Od razu gościa polubiłem. Stworzyli tam super śmieszny klimat. On sam ma świetne wyczucie i talent do komedii. Ale nie tylko. Ma talent do wszystkiego. Autentyczny i inteligentny gość.

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      no_co

      Świetnie! Gratuluję!! Ale nad negatywnymi opiniami też się warto zastanowić. Może to nie doprowadzi do żadnych wniosków, ale na pewno wzbogaci nasze szare komórki i doświadczenie życiowe.

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          Ida5llo
          Ida5llo

          Serdecznie gratuluję sukcesu! I osobowości! Z p.Joanną tworzycie duet aktorski na najwyższym poziomie. Rolami w "Skazanym na blusa", "Bogach" i "Zimnej wojnie" przeszedł Pan do historii, nawet gdyby już niczego Pan nie zagrał! Ale oczywiście, życzę jeszcze wielu wspaniałych ról. Zmienia Pan naszą rzeczywistość na lepsze- tak mało w rozwiń

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              Zasady forum
              Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
              Zwiń

              Maciej Stańczyk

              ZobaczNepalczyka zatrudnię od zaraz. "Szczyt dopiero przed nami"

              Arleta Zalewska

              ZobaczMucha: niektórzy koledzy wykorzystywali każdą możliwość, żeby mnie osłabić

              Bartosz Żurawicz

              ZobaczAsia uciekła z domu kilka razy. Rodzice już jej nie chcą

              Tomasz Wiśniowski

              ZobaczZa tego gola dostał wyrok śmierci. Dziesięć dni później już nie żył

              Poprzedni weekend
              4 tygodnie temu
              5 tygodni temu
              6 tygodni temu
              7 tygodni temu
              Zobacz wszystkie