Magazyn TVN24

Małgorzata Goślińska

​Pięć dolarów i wyjeżdżasz. Od dziś nie jesteś Polakiem

Zobacz

Bartosz Żurawicz

ZobaczMecenas z mięsnego i budowlaniec zrobili sztukę za dwa miliardy złotych

Arleta Zalewska

ZobaczSkoki, fikołki, obroty. „Macierewicz ma skłonność do ryzyka”

Maciej Kucharczyk

ZobaczLatający Czarnobyl Putina. Wraca pomysł, który przeraził ludzkość

Estera Prugar

ZobaczMyślała, że jedzie na wakacje. To nie były wakacje

Mariusz Nowik

Zobacz"Syjoniści w szeregu z neohitlerowcami". Tak się budzi demony

Podziel się

Nie studenci, a prowodyrzy burd. Nie obywatele pochodzenia żydowskiego, a izraelscy szpiedzy. Nie koledzy z pracy, ale złodzieje złota. Najpierw wskazać wroga wewnętrznego, a potem powiązać go z wrogiem zewnętrznym. Tak działa propaganda w państwie totalitarnym i tak zadziałała w Polsce - w marcu 1968 roku.

Nachalna kampania rozpętana przez komunistyczne władze uwolniła najgorsze demony antysemityzmu. Skalę i siłę jej rażenia można zrozumieć, zaglądając do prasy sprzed 50 lat.

Bojówkarze ORMO i funkcjonariusze milicji rozpędzili pokojową manifestację studentów Uniwersytetu Warszawskiego w piątek 8 marca. Już w poniedziałkowym wydaniu "Trybuny Ludu" ukazał się pierwszy artykuł omawiający to wydarzenie oraz jednocześnie wskazujący pozostałym mediom kierunek propagandowego ataku i siłę uderzenia. Zamieszczono także listę wrogów, którym od tej pory - według zaleceń Biura Prasy Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - należało bacznie się przyglądać.

"Bankruci polityczni różnego autoramentu"

"Wokół zajść na Uniwersytecie Warszawskim". Artykuł z "Trybuny Ludu" z 11 marca 1968 roku
"Prowodyrami tych zajść są działający od kilku lat na Uniwersytecie Warszawskim rozparzeni rozrabiacze" – możemy przeczytać. "Wymieńmy kilka nazwisk: Adam Michnik i Józef Dojczgewant [pisownia oryginalna, prawidłowo: Dajczgewant] – znani z prowokacyjnych wystąpień na Uniwersytecie, Aleksander Smolar – syn naczelnego redaktora jednej z gazet, aktywista klubu 'Babel', asystent prof. Włodzimierza Brusa, Wiktor Górecki – syn generalnego dyrektora w Ministerstwie Finansów, Irena Lasota – córka emerytowanego pułkownika, Henryk Szlaifer [pisownia oryginalna, prawidłowo: Szlajfer] – syn cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Ewa Zarzycka – córka byłego przewodniczącego Stołecznej Rady Narodowej, Katarzyna Werfel, córka byłego redaktora naczelnego szeregu pism centralnych” – wyliczano w artykule.

Michnik i Szlajfer zostali kilka dni wcześniej wyrzuceni z uczelni za to, że opowiedzieli francuskiemu reporterowi Bernardowi Margueritte o zdjęciu "Dziadów" w inscenizacji Kazimierza Dejmka z afisza w Teatrze Narodowym, a także o protestach wywołanych tym faktem. Niepokorni studenci nie zdawali sobie jeszcze sprawy, że władze postanowią wykorzystać tę sytuację w potężnej akcji propagandowej oraz czystce obejmującej partyjne szeregi, urzędy, wojsko, służby, a w końcu całe społeczeństwo. W jej efekcie Polskę opuściło kilkanaście tysięcy osób.

Trzy dni po pacyfikacji marcowych protestów na uniwersytecie "Trybuna Ludu" napisała, że "w tych burdach, jak wynika z kilku przytoczonych przykładów i innych faktów, uczestniczyły dzieci rodziców zajmujących niejednokrotnie odpowiedzialne stanowiska państwowe i społeczne". Dodawała następnie, że "za plecami młodzieży kryją się znani władzom inspiratorzy piątkowych i sobotnich zajść, wywodzący się z grona bankrutów politycznych różnego autoramentu". Chodziło o działaczy, Żydów z pochodzenia, odsuniętych od władzy po odwilży 1956 roku – wyjaśniał w książce "Marcowe gadanie" prof. Michał Głowiński, filolog i historyk literatury, który spisywał metody stosowane w 1968 roku przez komunistycznych propagandystów. Żydów czy inaczej – syjonistów, bo pod takim określeniem zaczęli być atakowani w prasie i pozostałych mediach.

Demonstracje studentów w Warszawie podczas wydarzeń Marca 1968 roku
Demonstracje studentów w Warszawie podczas wydarzeń Marca 1968 roku / Wideo: Archiwum IPN

"Lżono naród polski, oskarżając o antysemityzm"

27 marca ogólnopolska popołudniówka "Kurier Polski" zasugerowała, że za demonstracjami studentów z 8 marca stać może "syjonistyczny spisek".

"Trudno zaiste uchronić się od przekonania, że była to konsekwentna, przemyślana realizacja nakazu nie z polskich racji wywiedzionego" – czytamy w artykule na ten temat. "Dziennik Łódzki" z kolei wprost wskazywał, komu na rękę były protesty organizowane na uczelniach. "Jak podała zachodnioniemiecka agencja DPA, studenckie młodzieżowe organizacje w NRF opublikowały otwarty list, w którym wyrażają pod adresem polskiej młodzieży słowa uznania i zachęty do dalszych ekscesów" – napisał w wydaniu z 15 marca, dodając od razu, że "jak echo odezwali się zaraz studenci izraelscy. I co także – nie pytani i nie proszeni oświadczyli, zaraz po Bonn, że oni też. Że oni też się cieszą i zachęcają. Czy gratulacje z obu wrogich Polsce państw wymagają komentarzy? Czy nie jest jasne, że to, co naszemu krajowi szkodzi – ich właśnie raduje?" – pytano.

"Stanowisko partii - zgodne z wolą narodu", jak zapewniała "Trybuna Ludu" 20 marca 1968 roku

12 marca "Kurier Polski" piórem Ryszarda Gontarza – bardziej współpracownika PRL-owskiego wywiadu niż publicysty – przypuścił ostry atak na studentów protestujących w obronie "Dziadów". Napisał, że inspiratorami tych zajść są dzieci wysoko postawionych dygnitarzy komunistycznych, uczęszczające na dyskusje założonego przez Adama Michnika w 1962 roku i skupiającego młodą lewicową inteligencję nieformalnego Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności. "Więc szukali chłoptysie i dziewczątka z tatusiowych limuzyn owych sprzeczności i uczyli się rewizjonistycznego raczkowania pod kierunkiem wytrawnych speców" – pisał Gontarz. Skrytykował również członków Klubu Młodzieżowego "Babel", funkcjonującego przy warszawskim oddziale Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów:

"W tym klubie czczono uroczyście podboje Izraela, wychowywano młodzież w duchu szowinizmu żydowskiego, lżono naród polski, oskarżając nas o antysemityzm. Członkowie klubu na obozach letnich nosili demonstracyjnie gwiazdy Dawida" – przekonywał.

Propaganda marcowa starała się wywołać wrażenie, że Polska jest obiektem ataku zagranicznej prasy

Wrogi trójkąt USA – Izrael – NRF

Najpierw wskazać wroga wewnętrznego, potem powiązać go z wrogiem zewnętrznym. Tak działała marcowa propaganda. "Syjoniści w jednym szeregu z neohitlerowcami" – alarmował 23 kwietnia "Kurier Polski", relacjonując przemówienie ministra sprawiedliwości prof. Stanisława Walczaka, wygłoszone podczas obrad Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce.

"Mówca wskazał na wyraźny trójkąt powiązań USA – Izrael – NRF i oświadczył: interesy amerykańskich imperialistów, zachodnioniemieckich rewizjonistów i wojujących syjonistów łączą się i splatają" – podkreślono w artykule. "Od pewnego czasu – kontynuował mówca – nie słyszy się płomiennych protestów żydowskich centrów dokumentacyjnych i organizacji przeciwko amnestionowaniu zbrodniarzy hitlerowskich w NRF".

W ten sposób, zgodny z linią partii, minister Walczak zasugerował istnienie międzynarodowego sojuszu wrogich sił, ze wspieranym przez rodzimych syjonistów państwem żydowskim, odgrywającym w tym układzie ważną rolę. Tym ważniejszą, że zaledwie rok wcześniej, kiedy między Izraelem a Egiptem, Syrią i Jordanią wybuchła wojna, PRL-owskie władze demonstracyjnie zerwały kontakty dyplomatyczne z Tel Awiwem.

Polska prasa ostrzegała przed izraelskimi szpiegami mającymi nakłaniać – jak pisało 4 kwietnia 1968 roku "Życie Warszawy" – "obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, składających wizyty w poselstwie Izraela w Warszawie, do udzielania informacji wchodzących w zakres tajemnicy państwowej". "Do chwili zerwania stosunków dyplomatycznych z Izraelem przedstawicielstwo dyplomatyczne Izraela stanowiło w Polsce niezwykle aktywny ośrodek działalności szpiegowskiej" – podkreślał autor artykułu "Syjonistyczni szpiedzy w służbie imperializmu".

"Syjonistyczni szpiedzy w służbie imperializmu". Artykuł z "Życia Warszawy", z 4 kwietnia 1968 roku

Z kolei postacią ucieleśniającą całe zagraniczne zło, według propagandy PRL, był gen. Mosze Dajan, izraelski minister obrony. Jego nazwisko użyte w haśle "Syjoniści do Dajana" trafiło na robotnicze transparenty prezentowane na publikowanych w gazetach fotografiach z zakładowych zebrań i wieców. W relacjach z tych masówek podkreślano, że klasa pracująca domaga się zaprowadzenia porządku w kraju oraz rozprawienia się z syjonistami i wichrzycielami.

Za antysemicką kampanią stał minister spraw wewnętrznych Mieczysław Moczar i jego partyjni stronnicy z grupy tak zwanych partyzantów, działaczy wywodzących się z komunistycznej partyzantki z II wojny światowej. Ale to nie Moczar, a Władysław Gomułka wskazał kierunek nagonki.

– W związku z tym, że agresja Izraela na kraje arabskie spotkała się z aplauzem w syjonistycznych środowiskach Żydów – obywateli polskich, którzy nawet z tej okazji urządzali libacje, pragnę oświadczyć, co następuje: nie czyniliśmy i nie czynimy przeszkód obywatelom polskim narodowości żydowskiej w przeniesieniu się do Izraela, jeżeli tego pragnęli – oświadczył I sekretarz KC PZPR w przemówieniu wygłoszonym 19 marca do aktywu partyjnego w Sali Kongresowej. – Nie chcemy, aby w naszym kraju powstała piąta kolumna – dodawał. Trudno o bardziej dobitne stwierdzenie, że chodziło o zdrajców służących obcym, wrogim Polsce Ludowej siłom.

"Ziarno zaczyna kiełkować"

Poeta Janusz Szpotański, autor prześmiewczej, krytykującej Gomułkę opery "Cisi i gęgacze, czyli bal u prezydenta" – oraz więzień polityczny – napisał za kratami piosenkę podsumowującą propagandowe wysiłki władzy. Zaczynała się od żartobliwych słów: "Pod Mickiewicza pomnikiem spotkał się Dajan z Michnikiem". Jednak efekty - jakie przyniosła antysemicka kampania w marcu 1968 roku, wzmacniana wystąpieniami polityków i publikacjami prasowymi - nie nastrajały do żartów.

"Ziarno rzucone na naszą rodzinną glebę zaczyna kiełkować" – skomentował skutki tej nagonki w swoich wspomnieniowych "Dziennikach politycznych" Mieczysław Rakowski, ówczesny redaktor naczelny tygodnika "Polityka". Historyk dziejów najnowszych dr Piotr Osęka w książce "Marzec '68" zebrał donosy nadsyłane do Komitetu Centralnego PZPR. Ich treść i skala to dowód na to, że ziarno, o którym pisał Rakowski, trafiało na wyjątkowo podatny grunt:

"Żydowska robota, Żydzi w Polsce się panoszą", "po 1945 roku napchało się Żydów na najlepsze stanowiska, i to wysokie" – pisali anonimowi donosiciele.

Wychodzący w Krakowie "Dziennik Polski", wydanie z 17-18 marca 1968 roku

Niektórzy radzili partii, na kogo powinna mieć oko. "W ministerstwie komunikacji jest też sporo pasożytów żydowskich, należy dobrze prześledzić i usunąć Żydów, żeby w Polsce rządził Polak. Jest taki żydowski sługus w Ministerstwie Komunikacji, naczelnik od telefonów B., też trzeba mu się przypatrzeć". Inni zagrzewali do stanowczej rozprawy z wrogami. "Z Żydami precz. Oni są wszędzie na najwyższych stanowiskach. Trzeba oczyścić Polskę z Żydów, a będzie dobrze. Oni chcą nasz naród zgnoić i zniszczyć. Żyd zawsze będzie Żydem. Oni są solidarni i trzymają z Żydami z Palestyny. W ich testamencie wyraźnie pisze, żeby gojów niszczyć i szkodzić im. Polacy to goje. Więc na co czekać? Wszystkich Żydów wyrzucić precz" – apelował jeden z wielu autorów.

"Na sanatorium i wczasy lecznicze ja czekam już 6 lat"

W zbiorze tym znajduje się donos nadesłany przez anonimowego mieszkańca Krakowa. Jest o tyle interesujący, że wskazuje, co naprawdę leżało u źródeł podsycanego przez komunistyczną propagandę ludowego antysemityzmu. Nie postępy wojsk izraelskich na Bliskim Wschodzie, nie potajemne knowania zachodnioniemieckich rewanżystów i syjonistycznych rewizjonistów, a zwykłe, proste poczucie ogromnej niesprawiedliwości i społecznej nierówności.

"Stanowczy głos protestu przeciwko politycznym awanturnikom". Artykuł z "Dziennika Łódzkiego" z 15 marca 1968 roku

"Oni wszędzie myślą tylko o sobie, a w naszej ukochanej Polsce mają najlepiej" – zżymał się autor przytaczanego listu. "Żydostwo wywiozło z tej ukochanej niby to ojczyzny złoto tu zrabowane. (...) Na sanatorium i wczasy lecznicze ja czekam już 6 lat. Żydzi nie czekają, bo oni tylko ucierpieli, a my? Dlaczego Żydzi są wszędzie na kierowniczych stanowiskach, gdzie by co nie trzeba było załatwić, to Żyd z góry na człowieka patrzy. Komisy i wszystkie posady dochodowe dla Żydów. Czy w Palestynie też tylko są kierownikami? Jeszcze żadnego Żyda nie widziałem robotnika, czy to tylko nasz przywilej? Chyba najwyższy czas, żeby oczyścić Polskę z Żydów. Oni są wszędzie, zasłaniają się, że nie cierpieli" – skarżył się Komitetowi Centralnemu PZPR mieszkaniec Krakowa.

"Ten nieszczęsny Moczar na czymś zagrał, dotknął jakiegoś organu, jakiegoś gruczołu strasznie rozjątrzonego" – podkreślał pisarz Tadeusz Konwicki w wywiadzie rzece pod tytułem "Pamiętam, że było gorąco". A pytany o skutki antysemickiej kampanii z 1968 roku, stwierdził proroczo: "Ślad krzywdy wyrządzonej wtedy naszemu społeczeństwu zostanie na wiele dziesiątków lat".

 

Propaganda '68
Propaganda '68 / Wideo: tvn24

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Zwiń
Poprzedni weekend
2 tygodnie temu
3 tygodnie temu
4 tygodnie temu
5 tygodni temu
Zobacz wszystkie