Magazyn TVN24

Klaudia Ziółkowska

Rozkochiwał, oszukiwał, znikał. Ofiary zastawiły pułapkę

Zobacz

Bartosz Żurawicz

ZobaczRozciął się nożyczkami, bo szukał "wiewiórki". Tak zabijają dopalacze

Podziel się

Zanim zabiją, potrafią być okrutnym oprawcą. Jedna z ofiar dopalaczy wycięła nożyczkami swoje wnętrzności. Druga wygryzła bezdomnemu gałki oczne. Coraz więcej ludzi mówi o nich "wypalacze".

Wiewiórka

- Halo? Proszę przysłać karetkę. W brzuchu mam wiewiórkę - odezwał się on.

Dyspozytorka pogotowia pomyślała, że to żart. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że to będzie najbardziej szokujące zgłoszenie w jej życiu.

Jak z upiornego filmu.

- Jest dużo krwi. Naprawdę powinna przyjechać karetka – ponownie usłyszała męski głos.

Rozmówca wydawał się spokojny. Podał adres. Sprawa była co najmniej dziwna, ale ambulans został wysłany.

Ratownicy weszli do wskazanego lokalu i zobaczyli nieprzytomnego już chłopaka. Siedział na krześle. Pod krzesłem nożyczki z czarną rączką. Jak do cięcia papieru.

Mężczyzna był bez koszulki.

- Nożyczki wbił sobie w okolice wzgórza łonowego. Ciął skórę, aż natrafił na żebra - opowiada prof. Jolanta Zawilska, kierownik zakładu farmakodynamiki na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. O dopalaczach wie wszystko. Albo raczej to, czego do tej pory udało się o nich dowiedzieć.

Bohater jej opowieści nie żyje. Szans na ratunek nie było, bo przed przyjazdem karetki dokonał - jak to określają medycy - "samowytrzewienia".

- Wyciągnął jelita na zewnątrz. Wyrwał też nerki, które znaleziono potem przy jego nogach. Szukał wiewiórki - mówi prof. Zawilska.

Chociaż historia brzmi jak miejska legenda, to wydarzyła się naprawdę - w województwie łódzkim.

- Ceną za zabawę w nowe środki psychoaktywne nie jest po prostu śmierć. One z człowiekiem potrafią zrobić bardzo wiele. Nie zabijają po cichu - tłumaczy profesor.

Tak zabijają "wypalacze"
Tak zabijają "wypalacze" / Wideo: TVN24 Łódź

Zombie

Prof. Zawilska opowiada o nowej substancji psychoaktywnej, która niedawno dotarła do Polski. W Stanach nazywa się ją "narkotykiem zombie".

Zażył ją Rudy Eugene, 31-letni mężczyzna z Miami. Rozebrał się do naga i na czworaka szedł ulicą. Tam napotkał bezdomnego, 65-letniego Ronalda Poppo.

- Zawarty w substancji związek chemiczny alfa-PVP wprowadził 31-latka w stan bardzo silnego pobudzenia - tłumaczy prof. Zawilska.

Eugene zaatakował Poppo.

- Odgryzł swojej ofierze nos i wygryzł gałki oczne. Na miejscu szybko pojawiła się policja - opowiada.

"Zombie" nie reagował na polecenia policjantów. Postrzelenie go z broni służbowej sprawiło, że z jeszcze większą zaciekłością gryzł twarz ofiary. Funkcjonariusze nie mieli wyboru – zastrzelili 31-latka.

Zaatakowany bezdomny w stanie krytycznym trafił do szpitala. Ostatecznie jego życie udało się uratować.

Po lewej napastnik, po prawej - pogryziony bezdomny jeszcze przed atakiem / Źródło: Mrsilva.us

Szaleniec w centrum dowodzenia

Prof. Jolanta Zawilska zajmuje się wpływem substancji psychoaktywnych na człowieka. Nie lubi terminu "dopalacz", bo - jak mówi - jest on mylący. Sugeruje, że mowa o czymś, co stymuluje i dodaje energii.

- Dopalacze to substancje, które powstały tak samo jak amfetamina, LSD czy kokaina. Tyle, że ich działanie nie zostało do tej pory dobrze poznane - opowiada.

Profesor opisuje mechanizm, który zaczyna działać po przyjęciu narkotyku do organizmu.

 

Są opioidy, które tak spowalniają oddech, że organizmowi zaczyna brakować tlenu. Osoba "na fazie" dusi się. Robi się blada, potem sina. Traci przytomność i ginie. Wszystko w kilka minut od zażycia.

prof. Jolanta Zawilska

Substancja psychoaktywna dostaje się do krwiobiegu. Zawsze tam trafia, niezależnie od tego, czy narkotyk jest wciągany nosem, wcierany w dziąsła czy palony za pomocą "fifki”.

 

Co dzieje się dalej? Prof. Zawilska posługuje się porównaniem.

- Wyobraźmy sobie, że w mózgu znajduje się "centrum dowodzenia”, pomieszczenie z gigantyczną konsolą wyposażoną w miliony guzików - opowiada.

"Guziki” sterują podstawowymi czynnościami życiowymi. I tak jeden odpowiada za wzrost ciśnienia i tętna (używany przy wysiłku fizycznym), drugi za spowolnienie oddechu ("wciskany" podczas głębokiej relaksacji), inny za krzepnięcie krwi (używany, kiedy na ciele pojawi się rana), jeszcze inny włącza i wyłącza system immunologiczny itd.

- Takie pomieszczenie używane jest przez zaufanych "pracowników" organizmu. A substancja psychoaktywna działa jak szalony włamywacz. Wdziera się do naszego centrum dowodzenia i na ślepo naciska kolejne guziki - tłumaczy Jolanta Zawilska.

- Są opioidy, które tak spowalniają oddech, że organizmowi zaczyna brakować tlenu. Osoba "na fazie" dusi się. Robi się blada, potem sina. Traci przytomność i ginie. Wszystko w kilka minut od zażycia - opowiada.

Bywa, że układ krwionośny nie wytrzymuje nagłego wzrostu ciśnienia. Trochę tak, jakby ktoś chciał autem z małym silnikiem ścigać się na rajdach - nie każdy przetrwa nienaturalne przeciążenia. Zdarzają się też zawały mięśnia sercowego – na przykład u zdrowych nastolatków. Nawet jeśli uda się go uratować, serce i tak pozostaje na zawsze uszkodzone.

Inna substancja psychoaktywna naciska "guzik" odpowiedzialny za kurczenie się naczyń krwionośnych. Do mniej ukrwionych miejsc, na przykład palców, krew w ogóle nie dopływa. Dochodzi do martwicy. Żeby uratować życie biorącego, trzeba amputować palce u nóg i rąk.

- Są przypadki osób, którym krew zaczęła krzepnąć w całym organizmie. Czyli - wracając do naszego porównania - substancja psychoaktywna tak długo naciskała guzik odpowiedzialny za krzepnięcie, że doszło do zgonu - mówi prof. Zawilska.

Stan zapalny w miejscu podania dopalacza / Źródło: Uniwersytet Medyczny w Łodzi, orthosupersite.com

Inne substancje psychoaktywne wprowadzają człowieka w stan psychiczny sprzyjający samookaleczeniom. - I tak po zażyciu MDPV wiele osób ma omamy, że chrząszcze wchodzą im pod skórę i do buzi. W narkotycznym stanie zaczyna się ich wydłubywanie, co kończy się gigantycznymi ranami, które mogą skończyć się śmiercią - ujawnia nasza rozmówczyni.

Osoby po wzięciu MDPV mogą mieć myśli samobójcze. - Najczęściej próbują się powiesić – opowiada prof. Zawilska.

Równie częsty jest wzrost agresji. Młody mężczyzna po zażyciu "wypalacza" zaatakował znajomego nożem i młotkiem. Kiedy pojawił się radiowóz, udawał, że strzela do funkcjonariuszy.

Po dopalaczach zdarzają się tak zwane "złe podróże" (bad trip - ang.). Osoba "na haju" wierzy na przykład, że jest ścigana przez dzikie zwierzęta. W takim stanie potrafi popełnić samobójstwo, byle uciec przed paraliżującym lękiem – mówi Zawilska.

Dopalacze stają się coraz bardziej toksyczne / Źródło: TVN24 Łódź

Mikrozmiany

Doktor Anna Trynda jest kierownikiem Zakładu Chemii w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji. Ona i jej pracownicy zajmują się badaniem tego, z czego zrobione są dopalacze.

- Niech pan spojrzy. Widzi pan różnicę? - pokazuje mi dwie kartki, na których rozrysowany jest schemat chemiczny dwóch psychoaktywnych substancji.

Jedna jest już w Polsce nielegalna, drugą można bez przeszkód handlować.

Różnicę dostrzegam dopiero po kilku chwilach. Przy jednym z łączeń substancji legalnej dostrzegam dodatkowy atom azotu. Więcej różnic nie ma.

Trynda tłumaczy, że zmiany w budowie chemicznej legalnych "dopalaczy" są tak nieznaczne, że do ich wykrywania w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym trzeba było dokupić specjalistyczne urządzenie.

- Jeden atom decydował o tym, czy ktoś będzie sądzony jak diler - za rozpowszechnianie zabronionych substancji psychoaktywnych, czy też jest "niewinnym" człowiekiem, który sprzedawał całkiem legalne "materiały kolekcjonerskie" - tłumaczy rozmówczyni Magazynu TVN24.

Opowiada historię młodego dilera z Warszawy, który podczas przesłuchania w prokuraturze przyznał się do handlowania amfetaminą. Na potrzeby śledztwa trzeba było sprawdzić "towar" zabezpieczony w jego domu. Wydawało się, że to formalność.

- Po badaniach okazało się, że miał coś, co tylko w swojej strukturze przypominało amfetaminę. W rzeczywistości był to inny związek, który nie był zakazany w Polsce - mówi dr Trynda.

Prokuratorzy - ku zdziwieniu podejrzanego - musieli umorzyć śledztwo.

Dr Anna Trynda podkreśla, że ludzie stojący za produkcją dopalaczy nie są przypadkowi. To - jak wynika z policyjnej wiedzy - doświadczeni chemicy, którzy robią doskonały biznes kosztem życia późniejszych klientów.

Stany zapalne skóry i tkanek miękkich po zażyciu dopalaczy / Źródło: Uniwersytet Medyczny w Łodzi, The Surgeon

- Najczęściej sama substancja psychoaktywna powstaje w laboratoriach w Azji, zwykle w Chinach i Indiach – tłumaczy.

Tam produkowany jest "koncentrat", który trafia do krajów docelowych, w tym Polski.

- Tu, na miejscu "towar" jest przygotowywany do sprzedaży. Do "koncentratu" może być dodawany wypełniacz. To najczęściej skrobia albo kreatyna. Substancja aktywna jest więc rozrzedzana - opowiada Trynda.

Syntetyczne kannabinoidy, czyli substancje udające marihuanę, są rozpuszczane do formy płynu, na przykład w acetonie.

- Potem spryskuje się nim na przykład zasuszony majeranek albo inny susz – mówi nasza rozmówczyni.

Dr Trynda uważa, że ostatnia fala zgonów w Łodzi i Bełchatowie może być związana z tym, że grupy zajmujące się handlem dopalaczami chciały jak najszybciej pozbyć się towaru. Być może chodziło o to, żeby zdążyć przed zmianą nowelizacją ustawy o dopalaczach.

- To oczywiście moje przypuszczenia, ale podejrzewam, że ludzie, którzy zmarli, nie wzięli nowej, nieznanej dotąd substancji psychoaktywnej. Po prostu otrzymali dopalacz o dużo wyższym stężeniu. Dlatego mogło dojść do przedawkowania, nawet przy zwyczajowej dawce narkotyku – podkreśla.


Wypalona ścieżka


Produkcja dopalaczy – jak słyszymy w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji - jest dla grup przestępczych lepszym biznesem, niż produkcja "tradycyjnych" narkotyków – takich jak amfetamina czy kokaina. Dlaczego?

- Do stworzenia psychoaktywnej substancji potrzeba materiału bazowego, na którym trzeba wykonać określone reakcje chemiczne – mówi dr Anna Trynda.

Taka substancja bazowa nazywana jest "prekursorem". - W przypadku narkotyków tradycyjnych obrót prekursorami jest uważnie monitorowany przez wszystkie kraje. Ich zdobycie jest ryzykowne i kosztowne. A prekursory do stworzenia dopalaczy można nabyć całkowicie legalnie – tłumaczy.

Mniejsze ryzyko to mniejsze koszty. A to grupom przestępczym pozwala sprzedawać nowe narkotyki dużo taniej niż te znane od dziesięcioleci.

- Regularnie czytam wpisy "psychonautów". To młodzi ludzie, którzy przeprowadzają na sobie eksperymenty. Po zażyciu dopalacza opisują w internecie, minuta po minucie, co dzieje się z ich percepcją – opowiada prof. Zawilska.

Nie wiedzą, jaką krzywdę sobie robią. Badania chemiczne wykazują, że syntetyczna marihuana działa na organizm kilka razy mocniej niż naturalne THC zawarte w jej organicznym odpowiedniku.

- Ciągle zbyt mało wiemy o wpływie nowych narkotyków na organizm. Kuracja jest objawowa i ma na celu przywrócenie podstawowych funkcji życiowych. W grę, której ceną jest życie, musimy grać po omacku – kończy Jolanta Zawilska.

Dwie fiolki, taka sama "moc". Po lewej - heroina, po prawej - dopalacz. / Źródło: Uniwersytet Medyczny w Łodzi, delfi.it

***

Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii to unijna agencja z główną siedzibą w Lizbonie. To tu gromadzone są informacje o wszystkich substancjach psychoaktywnych, które trafiły i wciąż trafiają na Stary Kontynent.

Od 2005 do 2017 roku zarejestrowano 670 nowych związków psychoaktywnych. Zdecydowaną większość, bo ponad 70 proc., zidentyfikowano w ciągu ostatnich pięciu lat.

Nie brakuje osób wskazujących, że to Polska przyczyniła się do lawinowego namnażania się związków psychoaktywnych. Obowiązujące do tego roku prawo zmuszało chemików do ciągłego modyfikowania składów.

W ubiegłym tygodniu prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy dopalaczowej.

- Nowe rozwiązania zakładają, że ścigane będzie wytwarzanie i sprzedawanie substancji na podstawie określonych psychoaktywnych grup chemicznych. Tym samym zamiana jednego atomu nie sprawi już, że substancja stanie się na nowo legalna – mówi dr Anna Trynda.

Od początku roku dopalacze – według Głównego Inspektoratu Sanitarnego – zabiły 21 osób, w tym 10 w ostatnim czasie w Łodzi i Bełchatowie. Do wszystkich zgonów doszło tam na przełomie lipca i sierpnia, w ciągu jednego tygodnia.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
RyoIshizaki

Bardzo fajny artykuł.
Jedna rzecz razi - podpis pod zdjęciem o treści "Dwie fiolki, taka sama "moc". Po lewej - heroina, po prawej - dopalacz.".
Jeśli dobrze widzę, to w fiolce po prawej jest fentanyl. Fentanyl to znana substancja stosowana w produktach leczniczych (plastrach transdermalnych), także żaden z fentanylu dopalacz...

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      1
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        1
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Zasady forum
      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
      Zwiń

      Paweł Kowal

      ZobaczRosja ma w Polsce silnych zwolenników. Jednym z nich jest Kornel Morawiecki

      Ludwik Dorn

      ZobaczMisiem Uszatkiem we władzę. Powiało śmiechem, PiS się przestraszył

      Tomasz Wiśniowski

      ZobaczBoli, mdli i odcina prąd. Żeby pokonać 500 kilometrów, trzeba oszukać głowę

      Jakub Loska

      Zobacz„Niewykwalifikowana lesbijka” chce rządzić w wielkim mieście

      Poprzedni weekend
      3 tygodnie temu
      4 tygodnie temu
      5 tygodni temu
      6 tygodni temu
      Zobacz wszystkie