ZobaczTo był rok 2017 na świecie

ZobaczDobry rok dla populistów

ZobaczKim zmienił zasady gry

ZobaczPaństwo runęło, dżihad trwa

ZobaczNajpotężniejszy człowiek świata

ZobaczPo puczu wrócił "Krokodyl"

ZobaczWojna zimna, wojna gorąca

Zobacz"Obecność Boga nazywa się Rohindża"

ZobaczRok, w którym umarł dialog

Podziel się

W opublikowanym w październiku sondażu 58,4 procent ankietowanych Katalończyków oceniło, że próba oderwania się regionu od reszty Hiszpanii wpłynęła negatywnie na relacje międzyludzkie. 40,6 procent uczestników badania przyznało, że przestało z tego powodu rozmawiać o polityce z członkiem rodziny lub znajomym. Choć na ulicach nie widać już wielotysięcznych protestów, napięcie wciąż się tli, a odsłonięte w tym roku podziały nie zostały zasypane.

Tygodnie napięcia, wielotysięczne manifestacje i konflikt, którego zakończenie będzie bardzo trudne -  w 2017 roku Hiszpania zmierzyła się z największym kryzysem w dziejach swojej 40-letniej demokracji. Wyznaczone przez Madryt przedterminowe wybory do lokalnego parlamentu Katalonii sprawiły, że polityczny kurz bitewny na chwilę opadł. Wynik nie nastraja jednak optymistycznie. Bez dobrej woli ze strony wszystkich opcji trudno będzie stworzyć rząd, który szybko zajmie się zasypywaniem powstałych podziałów.

Według politolog Berty Barbet w konflikcie związanym z katalońskim dążeniem do niepodległości można było zaobserwować dwa procesy. Najpierw zarówno zwolennicy secesji, jak i przeciwnicy oderwania Katalonii od Hiszpanii przestali nawzajem słuchać swoich argumentów. Później w ogóle przestali ze sobą rozmawiać.

Silne pęknięcie było widoczne już latem, po atakach terrorystycznych w Barcelonie i Cambrils. Stało się wtedy jasne, że nawet ból i żałoba nie wystarczą niektórym, by zapomnieć o niechęci do drugiej strony. Zdaniem Barbet konflikt sprawił, że w Katalonii istnieje coraz mniej uniwersalnych, wspólnych dla wszystkich zasad. W rozmowie z dziennikiem "El Pais" podkreślała, że bardzo ciężko będzie wrócić do poprzedniego stanu.

- Doszło do sytuacji, w której stanowisko przeciwne wydaje się drugiej stronie absolutnie nieuprawnione. Wcześniej można było powiedzieć, że nie słuchano jej argumentów, bo były absurdalne. Teraz wydają się niemoralne – tłumaczyła.

Katalonia chce niepodległości »

Oglądaj Katalonia chce niepodległości
Katalonia ma nowego premiera / Wideo: Reuters TV
  • Katalonia ma nowego premieraKatalonia ma nowego premiera
  • Madryt przejął oficjalnie władzę w Katalonii. "Pociągi pędzące na czołowe zderzenie"Madryt przejął oficjalnie władzę w Katalonii. "Pociągi pędzące...
  • Premier Rajoy rozwiązał parlament i odwołał rząd w KataloniiPremier Rajoy rozwiązał parlament i odwołał rząd w Katalonii
  • Barcelona po deklaracji Puigdemonta. Relacja reportera TVN24Barcelona po deklaracji Puigdemonta. Relacja reportera TVN24
  • "Zdrajca", "czujemy się oszukani". Relacja Macieja Cnoty z Barcelony"Zdrajca", "czujemy się oszukani". Relacja Macieja Cnoty z...
  • Rusza sesja katalońskiego parlamentu. Relacja reportera TVN24Rusza sesja katalońskiego parlamentu. Relacja reportera TVN24
  • Tusk o Katalonii: utrzymanie jedności wydaje się priorytetemTusk o Katalonii: utrzymanie jedności wydaje się priorytetem
  • Rokita: to historia błędnej polityki hiszpańskiego rząduRokita: to historia błędnej polityki hiszpańskiego rządu
  • "To poważny kryzys demokracji hiszpańskiej""To poważny kryzys demokracji hiszpańskiej"
  • Wysłannik TVN24 obserwuje demonstrację w BarcelonieWysłannik TVN24 obserwuje demonstrację w Barcelonie
  • Madryt: możemy zawiesić autonomię KataloniiMadryt: możemy zawiesić autonomię Katalonii
  • Referendum w Katalonii zakończone Referendum w Katalonii zakończone
  • ""Widać, że oni wypowiedzieli posłuszeństwo prawu"""Widać, że oni wypowiedzieli posłuszeństwo prawu"
  • "Problem, który wydaje się problemem hiszpańskim, staje się problemem ogólnoeuropejskim""Problem, który wydaje się problemem hiszpańskim, staje się...
  • Madryt próbuje blokować referendum. Relacja reportera TVN24Madryt próbuje blokować referendum. Relacja reportera TVN24
  • "Cały świat widzi, jak rząd Hiszpanii traktuje demokrację""Cały świat widzi, jak rząd Hiszpanii traktuje demokrację"

Podziały znajdują potwierdzenie w sondażach. W badaniu Gabinet d'Estudis Socials i Opinió Pública, którego wyniki opublikował w październiku dziennik "El Periódico", 58,4 procent ankietowanych Katalończyków odpowiedziało, że dyskusja na temat niepodległości regionu wpłynęła negatywnie na relacje międzyludzkie. Odsetek ten jest wyższy wśród przeciwników secesji (83,3 procent) niż w przypadku zwolenników oderwania się od Hiszpanii (31,4 procent). 40,6 procent uczestników sondażu przyznało, że przestało poruszać tematy polityczne z kimś z rodziny lub znajomym. 12,8 procent zerwało z tego powodu relację.

63,5 procent ankietowanych stwierdziło, że czuje się komfortowo, wyrażając swoje poglądy dotyczące niepodległościowych dążeń Katalonii. Wśród zwolenników secesji odsetek ten wzrasta do 80,8 procent. Jednak aż 34,6 procent Katalończyków twierdzi, że nie może swobodnie wypowiadać się na ten temat – a to, jak zauważa "El Periódico", najwięcej od 2013 roku, kiedy zapytano o to po raz pierwszy.

W czasie, gdy proces niepodległościowy raczkował, determinację można było zauważyć głównie po stronie zwolenników secesji. Tak zwana "milcząca większość" była rozdrobniona i niewiele ją łączyło. Zmieniły to dopiero gwałtowne wydarzenia końcówki tego roku i następujące po nich manifestacje w obronie jedności Hiszpanii.

Dzień, który zmienił Hiszpanię

Wielu Hiszpanów na zawsze zapamięta sceny, które rozegrały się 1 października w czasie uznanego za nielegalne referendum niepodległościowego. Uczestnicy głosowania, które odbyło się w ponad tysiącu katalońskich lokali wyborczych, udzielali odpowiedzi na jedno pytanie: czy chcesz, żeby Katalonia stała się niepodległą republiką? W dniu plebiscytu doszło do starć. W większości przypadków katalońska policja - Mossos d'Esquadra - pozostawała bierna i nie blokowała głosowania, a do akcji wkraczała policja hiszpańska i Guardia Civil. Funkcjonariusze posłużyli się między innymi gumowymi kulami, których użycie jest w Katalonii zakazane od 2014 roku. Ostra reakcja spotkała się z potępieniem wielu mieszkańców Hiszpanii, bez względu na ich ocenę działań katalońskich władz. Zdjęcia i nagrania z policyjnych interwencji obiegły cały świat.

W głosowaniu wzięło udział tylko 2,28 mln osób spośród 5,3 mln uprawnionych. 90 procent z nich, czyli zaledwie 27 procent całej ludności Katalonii lub 38 procent wszystkich uprawnionych do głosowania, opowiedziało się za niepodległością regionu.

Męczennik czy hochsztapler?

Gdy w 2016 roku Carles Puigdemont obejmował stanowisko szefa katalońskiego rządu, ominął fragmenty przysięgi mówiące o wierności hiszpańskiej konstytucji i królowi. W ostatnich miesiącach udowodnił, że nie był to przypadek. Krytycy zarzucają mu, że jego ideologiczne zacietrzewienie uniemożliwiło jakiekolwiek negocjacje. Najbardziej zagorzali zwolennicy postrzegają go natomiast jako oddanego idei niepodległości Katalonii męczennika. To właśnie na niego zwrócone były oczy wszystkich po referendum.

SYN CUKIERNIKA Z MISJĄ KAMIKADZE. KIM JEST CZŁOWIEK, KTÓRY ROZBIJA HISZPANIĘ?

Carles Puigdemont z żoną, Marcelą Topor / Źródło: president.cat

Rozpędzony niepodległościowy pociąg

10 października Puigdemont ogłosił w katalońskim parlamencie, że "przyjmuje mandat" obywateli do ogłoszenia niepodległości, ale jednocześnie wezwał katalońskich deputowanych do "zawieszenia" na kilka tygodni secesji, aby umożliwić negocjacje z rządem w Madrycie. Następnie podpisał "symboliczną" deklarację niepodległości wzywającą inne państwa do uznania "republiki Katalonii". Wbrew oczekiwaniom w parlamencie nie odbyło się jednak głosowanie nad deklaracją.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy mówił już od dawna mówił o możliwości uruchomienia wobec Katalonii artykułu 155 konstytucji. Pozwala on na "przyjęcie niezbędnych środków", by zobowiązać dany region do "przymusowego przestrzegania obowiązków" wynikających z konstytucji. Artykuł nie był do tej pory stosowany. Rząd centralny groził jego użyciem tylko raz: w 1989 roku w przypadku Wysp Kanaryjskich. Konflikt został wtedy rozwiązany. W przypadku Katalonii się to nie udało.

Po niejasnej deklaracji Puigdemonta w czasie sesji regionalnego parlamentu rząd w Madrycie zaczął domagać się jasnej deklaracji, czy ogłoszono secesję regionu. Pomiędzy stronami toczyła się wojna nerwów. Napięcie nasilało się jednocześnie w samym katalońskim obozie niepodległościowym – radykalni sojusznicy Puigdemonta z Kandydatury Jedności Ludowej (CUP) zaczęli coraz mocniej naciskać, by proklamował niezależną republikę.

Sytuacja w regionie pogorszyła się jeszcze bardziej po decyzji Sądu Najwyższego o zastosowaniu tymczasowego aresztu wobec Jordiego Cuixarta i Jordiego Sancheza, liderów katalońskich organizacji niepodległościowych, którzy zdaniem prokuratury odegrali kluczową rolę w planowaniu referendum.

27 października hiszpański Senat dał Rajoyowi zgodę na zastosowanie wobec Katalonii nadzwyczajnych środków w ramach artykułu 155. W czasie gdy senatorowie obradowali w Madrycie, w Barcelonie zebrał się kataloński parlament, który przyjął rezolucję o utworzeniu "niezależnej i suwerennej" Republiki Katalonii. Tajne głosowanie zostało zbojkotowane przez partie opozycyjne. Po decyzji parlamentarzystów – podobnie jak po referendum niepodległościowym – z europejskich stolic popłynęły głosy poparcia dla rządu centralnego.

Tego samego dnia Rajoy poinformował, że zdecydował się odwołać regionalny rząd Katalonii, rozwiązać parlament i rozpisać przedterminowe wybory lokalne.

W kolejnych dniach do aresztu trafiła część odwołanych ministrów katalońskiego rządu i parlamentarzystów objętych śledztwem w sprawie przyjęcia deklaracji niepodległości. Pięcioro członków odwołanego rządu - z Puigdemontem na czele - schroniło się w Belgii.

Lustro, w którym przeglądają się partie

Wynik przyspieszonych wyborów z 21 grudnia nie nastraja optymistycznie. Mimo że najwięcej mandatów zdobyła sprzeciwiająca się niepodległości partia Ciudadanos, to zwolennicy secesji, którzy nie stworzyli wspólnej listy, mają większe szanse na utworzenie rządu. Puigdemont, wciąż przebywający w Brukseli, ogłosił sukces i stwierdził, że jest gotowy spotkać się z Rajoyem (w każdym miejscu poza Hiszpanią, gdzie zostałby aresztowany). Nie pogratulował liderce Ciudadanos, Ines Arrimadas, zupełnie jakby wyborcy ugrupowania, które osiągnęło najlepszy wynik, nie istnieli.

Niepewność, jaką powoduje kataloński wynik wyborczy, może rozlać się na resztę kraju. Sromotną porażkę odniosła w Katalonii Partia Ludowa (PP) Rajoya, od dawna niemająca dla regionu żadnej propozycji, poza powtarzanymi w kółko okrągłymi zdaniami o przestrzeganiu konstytucji i trzymaniu się litery prawa. Nieustępliwa pozycja i brak oferty dla podzielonego społeczeństwa przyniosła ugrupowaniu najgorszy wynik w regionie w historii. Słabszy od oczekiwanego rezultat odnotowali także socjaliści.

Lekcji z tegorocznego konfliktu można wyciągnąć wiele. Powtórzenie wyborów w razie niemożności utworzenia rządu byłoby katastrofalne. Uniknięcie tego scenariusza powinno być więc priorytetem wszystkich stron. Jednocześnie - jak wyliczał w niedawnym artykule "El Pais" - zwolennicy oderwania się od Hiszpanii powinni wyzbyć się chęci decydowania za wszystkich, a przeciwnicy secesji raz na zawsze pozbyć się złudzenia, że niepodległościowe aspiracje znikną albo staną się marginesem. Partie tradycyjnie dominujące na hiszpańskiej scenie politycznej powinny natomiast przestać patrzeć na Katalonię jak na obce, nie do końca zrozumiałe terytorium.

Katarzyna Guzik

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Zwiń

ZobaczMaking America Great Again?

ZobaczCzarny sztandar przenosi się na wschód

ZobaczKoniec ery kobiet

ZobaczEfekt Weinsteina