Magazyn TVN24

Małgorzata Goślińska

"Wyklinam was!". Przepędzili proboszcza, rzucił na nich klątwę

Zobacz

Komandor rezerwy Maksymilian Dura

ZobaczMają bronić nas, nie potrafią obronić się same

Dawid Warszawski

ZobaczPolska ma być jak Turcja, chciał Kaczyński. A tam dyktatura i kryzys

Rafał Kazimierczak

ZobaczPołamane żebra, przebite płuca. Młot trafił ją jak armatnia kula

Podziel się

Szok. Ból. Krew. Krzyk. Leży na murawie stadionu, tuż obok dostrzega młot, który przed chwilą trafił ją jak armatnia kula. Nachylają się nad nią przerażone twarze. Rozumie, że ten zawodzący głos to ona. - Przeżyłam. Okazało się, że ręka Boża jednak nade mną czuwa - mówi dzisiaj 33-letnia Malwina Wojtulewicz. Wróciła do sportu jako trenerka, do swojej ulubionej, tak niebezpiecznej konkurencji. Jej zawodnik - Wojciech Nowicki - właśnie został w Berlinie mistrzem Europy.

Pamięta ten cholerny dzień ze szczegółami.

Sobota, 2 marca roku 2013. Stadion lekkoatletyczny w Białymstoku, trening młociarzy, chłopaków silnych jak tury.

Po ponad pięciu latach opowiada o tym spokojnie, prawie beznamiętnie, wspominając dramat z sobą w roli głównej jak sceny oglądane w kinie.

Stoją z Wojtkiem mniej więcej na pięćdziesiątym metrze od koła. Rozmawiają. Robią fatalny błąd, tragiczny - rzucającego właśnie zawodnika mają za plecami. A ten na dodatek nie ostrzega na całe gardło, że rozpoczyna próbę. Że trzeba uważać.

Krzyk ludzi niesie się przez całe boisko. "Uciekaj! Uciekaj!". Malwina kątem oka widzi lecący młot, prosto na nią. Dokładnie 7,26 kilograma żelastwa na metalowej lince, rozpędzonego prawami fizyki.  Odsuwa się, ale jest za późno. Dostaje w lewą łopatkę. Pada znokautowana.

Nowicki i Fajdek już po dekoracji
Nowicki i Fajdek już po dekoracji / Wideo: tvn24


Diagnoza, kiedy trafia już do szpitala, jest wstrząsająca. Pięć złamanych żeber, jedno z nich zatrzymane tuż obok serca, strzaskana łopatka. Dostaje morfinę, żeby wreszcie przestało boleć.

W poniedziałek 4 marca okazuje się, że płuca są przebite, fragmenty trzeba usunąć. Natychmiast trafia na stół operacyjny.

Ech, lepiej byłoby o tym wszystkim zapomnieć.

Na stadionie siedziała na krzesełku

- Dopiero później dowiedziałam się, że walczono o moje życie - mówi Malwina dzisiaj. - Wtedy byłam na lekach, strasznie ogłupiała, nie do końca wiedziałam, co się ze mną dzieje. Najpierw o moim stanie lekarze powiedzieli prawdę mamie. Mnie na początku chyba trochę oszukiwali - wspomina.

Po dwóch tygodniach oświadczyła doktorowi, że chce wyjść ze szpitala. Pozwolił, na odchodnym powiedział, że nigdy nie spotkał pacjentki z takim charakterem. Tak zawziętej. - Miałam w domu 2-letniego synka, on nie rozumiał, że coś mnie boli, chciał się przytulać i bawić. Nie ukrywam, że z bezradności zdarzało mi się płakać. Wystarczał błahy powód, jak kurz na podłodze, do którego nie byłam w stanie sięgnąć. To były bardzo trudne chwile dla mojej rodziny - opowiada.

Z Rio Nowicki i Wojtulewicz wrócili z olimpijskim brązem / Źródło: tvn24

Na treningu zjawiła się już po miesiącu. Czuła, że nie może zostawić zawodników. Potrzebowali jej, zbliżał się sezon. Nie była w stanie stać, więc na stadionie siedziała na krzesełku.

W czerwcu przeszła rekonstrukcję łopatki. W sierpniu zaszła w drugą ciążę. To też była motywacja, by jak najszybciej wrócić do jako takiej formy.

Lepiej z młodą kobietą niż ze starym chłopem

Kiedy zdarzył się wypadek, trenerką Nowickiego była od roku. Wcześniej sama rzucała. Przyzwoicie, obiecująco, w roku 2005 zgarnęła złoto młodzieżowych mistrzostw Polski, pokonując między innymi Anitę Włodarczyk, dzisiaj rekordzistkę świata i dominatorkę w tej specjalności.

To Nowicki poprosił ją o pomoc po nieudanym sezonie 2012. Od razu zgodziła się rzucić na głęboką wodę. Miała skończoną gospodarkę przestrzenną na politechnice, od razu postanowiła jednak, że pójdzie i na AWF. Do tego książki, internet, kontakty z ludźmi plus swoje ogromne doświadczenie. Da radę, będzie dobrze.

Zanim została trenerką, Malwina sama rzucała młotem / Źródło: tvn24


Znali się i lubili, jako zawodnicy pracowali przecież w jednej grupie. Ona dla niego to Malwa, on dla niej Wojtas. Starsza jest tylko o cztery lata. Przyjaciółka. Dobry duch.

- Słucham jej i bardzo ją szanuję. Mam do niej pełne zaufanie, tym bardziej że widać efekty naszej pracy. Lepiej trenować z młodą kobietą niż z jakimś starym chłopem - to odpowiedź Nowickiego na pytanie, dlaczego postawił na taki układ.

Malwina zaczyna się śmiać. - Miłe. Urocze - komentuje. - Muszę przyznać, że mężczyzn łatwiej trenować, bo prościej do nich dotrzeć. A w tej pracy, krótko mówiąc, trzeba mieć jaja. Czasem muszę być psychologiem i działać dobrym słowem, kiedy indziej - głośno zakląć. Oczywiście, że spinka czasem jest, tego nie da się uniknąć, zwłaszcza na tym poziomie. Ale strzelania focha czy trzaskania drzwiami nie pamiętam.

Do Malwy i Wojtasa dołączyła Fiedziunia

On mieszka w Białymstoku, ona w Czarnej Białostockiej - jak wyliczyła dokładnie 27 km od stadionu. Do wytrzymania. Co nie znaczy, że było łatwo - długo zarabiała tylko na bilety, a rodzinę musiał utrzymywać mąż.

Wszystko zmieniły sukcesy Wojtasa, w tym olimpijski brąz 2016, za którymi przyszły pieniądze, spokój i komfort pracy. - Na starych zasadach nie dałoby się tego dłużej ciągnąć, bazując tylko na wyrozumiałości mojego męża - przyznaje. - Zwłaszcza w sezonie olimpijskim bardzo dużo czasu spędzaliśmy na wyjazdach. Nieraz bolało mnie serce, kiedy młodszy syn niby cieszył się z mojego powrotu, a przez kolejne dni istniał dla niego tylko tata. Taka jest cena tego zawodu. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę. I udało się.

Mistrz Nowicki już w Polsce
Mistrz Nowicki już w Polsce / Wideo: tvn24


Mało tego - od roku 2018 do grupy Malwy i Wojtasa dołączyła Joanna Fiodorow, czyli Fiedziunia, wcześniej rozważająca nawet zakończenie kariery. Ona w Berlinie wywalczyła trzecie miejsce. I od razu oznajmiła, że to zasługa trenerki.

Bajkowego zakończenia tej historii nie ma. - W pełni sprawna już nie będę, lewa ręka zawsze pozostanie słabsza, unieść nią kilogram to wyzwanie - opowiada Malwa. - Gdybym się postarała, pewnie dostałabym grupę inwalidzką. Staram się funkcjonować normalnie, cieszyć tym, co mam - wspaniałą rodziną i pracą, w której się realizuję. Pamiętać muszę o jednym - zawsze ustawiać się przodem do rzutni. Zawsze i wszędzie.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Zwiń

Justyna Kobus

ZobaczDla kariery gotowa jest zabić. I nawet nie mrugnie okiem

Mariusz Nowik

ZobaczRewolwer pod bluzką, kule pod spódnicą. Rewolucjonistka w "tragicznym trójkącie" z Marszałkiem

Poprzedni weekend
2 tygodnie temu
4 tygodnie temu
5 tygodni temu
6 tygodni temu
Zobacz wszystkie