Magazyn TVN24

Katarzyna Guzik

Pięć przeszkód do pokonania. Czy coś może powstrzymać Trumpa?

Zobacz

Adam Sobolewski

ZobaczPrzyczyna śmierci: selfie

Bartosz Żurawicz

ZobaczAlicja, która wiedziała czego chce, umarła

Barbara Burdzy

ZobaczMaleńczuk. Kochanka, szmal i PiS

Tamara Barriga

ZobaczCzarna wołga porywa dzieci, łowcy wycinają organy

Maciej Kucharczyk

ZobaczOgień nadszedł zza wzgórz. "Wszystko rozegrało się w ciągu paru godzin"

Mateusz Bednarczyk

ZobaczSzykują mieszkaniową rewolucję. Dogonimy Europę?

Maciej Kucharczyk

Zobacz Szczęśliwy statek, którego nie imały się bomby

Ewelina Woźnica

ZobaczRozmowa z Kingą Preis

Małgorzata Mielcarek

Zobacz#dogrywka. Skrzypek na jachcie

Podziel się

Jest skrzypkiem, który żegluje. Bywa żeglarzem grającym na skrzypcach. Dwie miłości – muzykę i wodę od lat udaje mu się z powodzeniem łączyć. Dzięki żeglarstwu zapewnia sobie najbardziej niezwykłe trasy koncertowe po największych europejskich miastach. Choć Henryk Widera ma już 86 lat, nie ma zamiaru z tego rezygnować. Bo, jak twierdzi, woda roztacza przed nim nieskończone horyzonty. Dosłownie i w przenośni.

Główny mecz nie zawsze przesądza o wyniku, czasami potrzebna jest #dogrywka. Oni udowadniają, że właśnie wtedy można osiągnąć najwięcej. Starsi, ale młodzi duchem: przedstawiamy cykl portretów osób po sześćdziesiątce, które są może i nieznane, ale za to wyjątkowe. Motywują do działania, pokazują, że wiek nie jest przeszkodą w realizacji marzeń. Poznaj historie życiowych dogrywek.

W Centrum Żeglarskim w Szczecinie sezon jeszcze na dobre się nie zaczął, ale kilku żeglarzy już szykuje swoje łajby do wypłynięcia w dalsze trasy. Na jednej z nich energiczny starszy mężczyzna z uwagą przegląda wyposażenie łodzi, którą zaraz ma wyruszyć  na jezioro. Zauważa nas i macha, szeroko się uśmiechając. Ten uśmiech nie schodzi mu z twarzy przez cały nasz wspólny rejs.

Skrzypek na jachcie
Skrzypek na jachcie / Wideo: tvn24

Woda na młyn

Woda przyciągała go od zawsze. – Z rodzicami mieszkaliśmy nad łąką – wspomina. – W czasie powodzi, kiedy pobliski strumyk wylał, na polu zrobił się mały zbiornik. Tak bardzo chciałem znaleźć się na wodzie, że wziąłem z domu balię i zrobiłem sobie z niej małą łódź. Niestety uszkodziłem ją, a dziurawa była już nie do użycia. Dostało mi się za to od matki, bo wtedy to była nasza wanna, w niej myliśmy się raz w tygodniu. Miałem kłopoty, ale wiedziałem już, że woda to jest coś, co działa na mnie jak magnes.

Samotność na wodzie

Żeglowanie to często samotność i walka z przeciwnościami. Pana Henryka przygotowały do tego trudne pierwsze lata życia. – Matka wcześnie zmarła na gruźlicę. Ojciec ożenił się ponownie, ale macocha nie zastąpiła mi mamy. Chciała mieć męża, a nie dzieci. Nie była dobra ani dla mnie, ani dla mojej siostry. A ojciec? Był nią zauroczony – wspomina.

– Siostra szybko uciekła z domu, a cała niechęć macochy skupiła się na mnie. Miałem bardzo ciężkie dzieciństwo. Często uciekałem z domu na pola, do lasu, szukałem samotności – opowiada.

Jako dziecko musiał wykonywać ciężką fizyczną pracę – nosił wodę ze stacji kolejowej do oddalonego o pół kilometra domu. – Byłem drobnym chłopcem, a musiałem schodzić ze wzgórza, na którym stał nasz dom, i krętymi ścieżkami targać wodę na nosidłach. Czasami zimą ścieżki zamarzały i wchodzenie na górę nie było proste. Potykałem się, zsuwałem w dół. To pozwoliło mi później pokonać trudności, jakie napotyka samotny żeglarz, i nauczyło, żeby nigdy się nie poddawać.

Koło ratunkowe

Zanim zaczął żeglować, był przede wszystkim muzykiem. Talent odziedziczył po ojcu, który mimo braku wykształcenia i zawodu zawsze gromadził wokół siebie wiernych słuchaczy. Przed wojną tworzył dwunastoosobową orkiestrę w niemym kinie w Tarnowskich Górach, która grała muzykę do filmów.
Ojciec zdawał sobie sprawę, że brakowało mu profesjonalnego warsztatu, dlatego chciał, aby jego syn miał lepsze warunki. Henryk pierwsze skrzypce dostał w wieku pięciu lat. – Za oknem koledzy grali w piłkę, a ja powtarzałem te same nuty – wspomina.

Pan Henryk zanim zaczął żeglować, był przede wszystkim muzykiem / Źródło: tvn24


Już jako siedmiolatek, w okresie wojny, grywał z ojcem w restauracji, poszedł też do szkoły muzycznej w Tarnowskich Górach. – Płaciliśmy 31 marek za miesiąc nauki, a ojciec zarabiał wówczas 200 miesięcznie. Po wojnie było dużo gorzej. Kiedy weszli sowieci, w styczniu 1945 r., zastała nas ogromna bieda. Ojciec zarabiał 400 złotych na miesiąc, co równało się jednemu kilogramowi słoniny – wspomina. Mimo wszystko Henryk nie porzucił nauki. Konserwatorium muzyczne zmienił na liceum muzyczne w Bytomiu, pierwszą taką szkołę w Polsce.

Zatrudni się w Filharmonii Szczecińskiej. Jednak, jak sam przyznaje, występy przed szeroką publicznością wymagały sporej odporności psychicznej i pewności siebie. – A tego najbardziej mi brakowało – przyznaje. – Miałem problem z występami. Choć kochałem muzykę, występy zawsze były dla mnie bardzo stresujące. Męczyłem się.

Zdecydował się na pracę w operetce, gdzie nie odczuwał już tak dużej presji jak w filharmonii. Wtedy, w 1964 r., nastąpił przełom. Spotkał kolegę, który powiedział, że w okolicy jest do sprzedania mała łódź. – Kupiłem ją i wreszcie naprawdę poczułem wiatr w żaglach. Nie skutkowały wcześniejsze wizyty u psychologów, psychiatrów, leki. Żeglarstwo pozwoliło mi odciąć się od źródła kłopotów. Ono mnie uratowało – uważa.

– Zawsze będę skrzypkiem. Ale to woda, żeglarstwo sprawiły, że mogłem zacząć doceniać życie – dodaje.

Muzyka wiatrem w żagle

Na poważnie zaczął żeglować na emeryturze – to już ponad 25 lat. Od tamtej pory ma na swoim koncie kilkuletni rejs dookoła Europy, był też na Morzu Północnym, Śródziemnym i na Wyspach Kanaryjskich.

Ludzie dziwią się, że mimo wieku ma tyle energii i siły. A recepta jest prosta: trzeba coś naprawdę pokochać i to realizować wbrew przeciwnościom.

Przykład? Rejs wokół Europy. Okropna pogoda – deszcz i zbyt silny wiatr. Zatrzymuje się w Kopenhadze, nie ma już ani grosza. – Zacząłem grać na skrzypcach na ulicy. Ludzie początkowo wrzucali mi pieniądze z litości. Potem chyba zaczęło im się podobać – uśmiecha się.

Tak wpadł na pomysł, żeby zarabiać, pływając po różnych portach. Koledzy żeglarze żartują, że Henryk załatwił sobie największą trasę koncertową w Europie.

Henryk Widera zaczął żeglować na emeryturze, to już 25 lat / Źródło: tvn24

Szerokie wody

Kiedy wspólnie płyniemy po jeziorze Dąbie, świeci słońce, a wiatr wydyma żagle, widać że tu, na wodzie, jest szczęśliwy. Jak mówi, woda jest silnie związana z jego naturą. – Coraz bardziej się wynaturzamy, pozostając w zamknięciu. A tutaj widzi się prawdziwie. Jakbym nie mógł wypłynąć na kolejny rejs, nie wiem, co bym zrobił.

Henryk Widera już ma w planach następną podróż przez Europę. Na razie nie zdradza szczegółów, kompletuje załogę. Można już jednak przewidzieć, że po raz kolejny wszystkich zadziwi.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Zwiń
Poprzedni weekend
2 tygodnie temu
3 tygodnie temu
4 tygodnie temu
5 tygodni temu
Zobacz wszystkie