Magazyn TVN24

Małgorzata Goślińska

Wstała z kolan, jedzenie wyrzuciła do kosza. Poznaj swojego żebraka

Zobacz

Ludwik Dorn

ZobaczWłoch zje muchomora, Anglik nie tknie prawdziwka. Jak grzyb narody podzielił

Marcin Napiórkowski

ZobaczWojna przeciw Bożemu Narodzeniu, czyli kto chce zniszczyć nam święta

Magdalena Gwóźdź

Zobacz"Będziesz tego żałowała". Mała Asia nie posłuchała, poszła i zrobiła rewolucję

Podziel się

Zakonnice nie zbierają pieniędzy od wiernych, jak księża. Mają kilkaset złotych emerytury. Mało. Z tych pieniędzy muszą utrzymać nie tylko siebie, ale i cały klasztor. Ten w Staniątkach upadał. Ale przyszła siostra Stefania i rozpoczęła swoją rewolucję.

Zakon kontemplacyjny w Staniątkach jest jednym z najstarszych w Polsce.

- Szczęść Boże – w drzwiach staje matka przełożona Stefania. Rewolucjonistka. – Wchodźcie.

Niewielkiej postury siostra zakonna zaprasza do środka.

Prawie pół wieku wcześniej, gdy jako mała dziewczynka spaceruje z ciotką po Łomży, wrzuca do
kamiennej groty z figurką Matki Boskiej kupiony na odpuście pierścionek.

Siostra Stefania: w klasztorze nie ma kiedy się nudzić
Siostra Stefania: w klasztorze nie ma kiedy się nudzić

- Będziesz tego żałowała – upomina ją wtedy ciotka.

- Nie będę. Ja to zrobiłam dla Pana Jezusa.

Wtedy nawet nie spodziewa się, że to ona otworzy zamknięty stary klasztor na współczesny świat i ludzi.

Asia

W szkole prymuska. Obowiązkowa, sumienna. O dwójce z matematyki nie ma mowy. Ma przyjaciół, ale częściej niż oni chodzi do kościoła. Modli się dłużej, zostaje po mszy.

Jeżdżąc rowerem przez ciemny las, śpiewa na całe gardło: Jezus moim przyjacielem.

Gdy kolega w podstawówce próbuje ją pocałować, dostaje w twarz.

- Już wtedy czułam, czym jest kobieca godność, świętość dziewictwa. Chociaż nie potrafiłam tego nazwać.

Gdy dziewczyny rozmawiają o swoich przyszłych mężach, wymyślają imiona dla swoich przyszłych dzieci, Asia nie dopuszcza do siebie myśli o małżeństwie. Ze swoim kolegą - bo nie nazywa go chłopakiem -
chodzi do kina i na spacery, ale nie traktuje go tak, jak on by tego chciał.

- Wspomniał kiedyś coś o obrączkach. Wyśmiałam go. Nie wyobrażałam sobie, by poświęcić całe życie jednemu człowiekowi.

Coraz częściej niż do kina chodzi na pielgrzymki. Na jednej z nich znajomy ksiądz obserwuje ją, gdy się modli.

- Do jakiego klasztoru wybierasz się, moje dziecko?

- Ja, proszę księdza, do żadnego klasztoru się nie wybieram! Ja idę na studia.

Joanna

Wybiera cybernetykę na Uniwersytecie Gdańskim. Wtedy nikomu nieznany kierunek - naukę o
sterowaniu systemami i przetwarzaniu informacji. Przyszłościowy. Po kilku semestrach zmienia jednak zdanie.

Pakuje zdjęcia rodziców i trochę ubrań. Nadmiar rzeczy w klasztorze nie jest potrzebny. Opłaca rachunki za mieszkanie i wyjeżdża.

- Uciekłam. Uciekłam do lepszego życia. Do Pana Boga. Nazywam to ucieczką, bo zrobiłam to bez
pozwolenia rodziców.

Ucieka do zakonu benedyktynek w Łomży. Tam, gdzie kilkanaście lat wcześniej wrzuciła pierścionek do kamiennej groty.

Siostra Stefania opowiada o swojej drodze do klasztoru
Siostra Stefania opowiada o swojej drodze do klasztoru

Gdy kilka dni wcześniej powiedziała rodzicom, że chce iść do klasztoru, stanowczo się sprzeciwili. Matka, która przez lata mieszkała obok klasztoru i obserwowała życie zakonne, próbowała odwieść ją od tej
decyzji.

- Wiedziałam, że nie przekonam matki. I że sama nie zmienię zdania. Dlatego wyjechałam bez zgody.

W domu zostawia krótki list.

"Mamo, przepraszam, że tak wybrałam. Mam nadzieję, że przekonasz się do mojej decyzji. W tej chwili nie będę mogła rozmawiać. W czasie Wielkiego Postu w klasztorach nie ma odwiedzin, nie można też pisać listów ani dzwonić. Spotkamy się po Wielkim Poście".

Matka odwiedza ją po czterdziestu dniach – natychmiast, gdy tylko może. Już nie przekonuje do powrotu.

Decyzję córki zrozumie jednak dopiero po latach. Dużo później niż ojciec.

- Tata przez lata żartował, że jeśli chciałam być bliżej Boga, to mogłam poprosić. Kupiłby mi domek blisko kościoła.

To ostatni sprzeciw Joanny.

Po wstąpieniu w progi zakonu posłuszeństwo stanie się treścią jej życia.

Siostra Stefania

Stefania to – według "Wielkiej księgi imion" – poważna trzpiotka. Obowiązkowa, sumienna,
zdeterminowana. Niepozbawiona pogody ducha, entuzjazmu oraz szalonych pomysłów. Księga imion trafnie opisuje siostrę Stefanię.

- Imię wybrała mi siostra przełożona. Na cześć kardynała Stefana Wyszyńskiego. Mogłam wybrać je sama, ale w tej sprawie zawierzyłam Bogu. Zresztą jak i w paru innych.

"Rodzice nie chcieli, żebym szła do zakonu"
"Rodzice nie chcieli, żebym szła do zakonu"

Zakonnica może sama wybrać sobie nowe imię, ale ostatecznie i tak musi zatwierdzić je siostra
przełożona.

To ona jest najważniejszą osobą w klasztorze. Decyduje o wszystkim.

O rzeczach fundamentalnych i drobnych.

O wyborze imienia.

O wyjściu poza mury klasztoru.

O urlopie.

O telefonie do rodziny.

O co codziennych obowiązkach.

I czasie wolnym.

- Ale to zależność inna niż w świeckim życiu. Bo matka przełożona musi przede wszystkim dbać o
wspólnotę.

To o nią ma przede wszystkim zadbać siostra Stefania w Staniątkach.

Matka przełożona

Do 800-letniego klasztoru w Niepołomicach siostrę Stefanię wysyła watykański wizytator. Jest 2009 rok. Klasztor podupada. Siostry, które mieszkają w klasztorze, dawno już skończyły 70. Było ich coraz mniej.

Pieniędzy w klasztorach żeńskich z zasady jest niewiele. Siostry nie mają też datków z działalności
duszpasterskiej. Kościół wypłaca im renty i emerytury. Ale to tyle co nic. 600-700 zł miesięcznie. A z tych pieniędzy muszą utrzymać nie tylko siebie, ale i cały klasztor.

Kilka starszych schorowanych sióstr z utrzymaniem staniąckiego klasztoru radziło sobie więc coraz gorzej.

Młodsza, energiczna siostra z Łomży miała im pomóc.

- Mogłam się nie zgodzić. Ślubowałam wierność klasztorowi w Łomży. Ale skoro Bóg tak zechciał, poszłam - mówi.

W klasztorze zastaje grzyb, wilgoć i chód. Lokalna prasa rozpisuje się o złej sytuacji sióstr – że marzną i przymierają głodem.

Stefania przyjeżdża do klasztoru z siedmioma innymi, w większości młodszymi siostrami. Zarządza
generalny remont i powoli zaczyna otwierać klasztor na ludzi.

W zamkniętym zakonie kontemplacyjnym, gdzie siostry zazwyczaj mają niewielki kontakt z światem
zewnętrznym, zachodzi prawdziwa rewolucja.

Stefania zaczyna ją od starej zapuszczonej szklarni. Dziś siostry uprawiają tam chryzantemy oraz
pomidory i ogórki. Z warzyw robią przetwory i sprzedają odwiedzającym je pielgrzymom.

Wymienia ogrzewanie.

Reperuje dach.

Remontuje staw. To chluba sióstr ze Staniątek. Z hodowli karpi klasztor znany jest w całej Polsce.
W okresie świątecznym tłumy ustawiają się, by kupić od sióstr karpie. Najlepsze w całej okolicy.
Siostry wypiekają ciastka, przygotowują świąteczne ozdoby, które sprzedają na świątecznym kiermaszu.

Siostry sprzedają karpia by ratować opactwo
Siostry sprzedają karpia by ratować opactwo / Wideo: TVN24 Kraków

Rewolucjonistka

Siostry mówią, że Stefania dokonała prawdziwej rewolucji. I nie chodzi tylko o remont.

Do klauzurowego zakonu coraz częściej zaczynają zaglądać ludzie, którzy chcą poznać zakonne życie. A i siostry zaczynają coraz bardziej otwierać się na świat zewnętrzny.

Tętniące życie zakonne można podglądać na Facebooku. Telefon w kieszeni siostry Stefani dzwoni
nieustanie. Na zakonnego maila codzienne przychodzi kilkanaście wiadomości. Prośby o modlitwę
przeplatają się tu z pytaniami o możliwość przekazania datków. Siostry od lat prowadzą bowiem zbiórkę pieniędzy na remont zabytkowego klasztoru.

W okresie świątecznym wystawiają bożonarodzeniową szopkę i zapraszają na sylwestra. W noc
wydarzenia Cracovia Sacra oprowadzają gości po klasztorze.

- Życie zakonne się zmienia. Nie możemy być odizolowaną wyspą. Klasztor musi współżyć z lokalną
ludnością. Inaczej nie przetrwamy - tłumaczy matka przełożona.

Pewne rzeczy się jednak nie zmieniają.

Życie modlitewne toczy się tu od 800 lat
Życie modlitewne toczy się tu od 800 lat

Dzień zaczyna się o piątej trzydzieści poranną modlitwą, zwaną jutrznią. Dyżurna siostra uderza w
dzwonek na korytarzu. To on wyznacza rytm całego dnia. Dzwoni zawsze o tych samych porach,
jednostajnie, wolno.

Po jutrzni – msza. Potem śniadanie we wspólnej jadalni. Siostra dyżurna pcha przez cały zakon metalowy wózek. Wiezie twarożek, dżem i herbatę.

Po śniadaniu każda z sióstr idzie do swoich zajęć, wyznaczonych przez siostrę przełożoną. Trzeba
ugotować obiad, posprzątać kościół i zakrystię, zrobić pranie, uprasować fartuchy i habity. I oporządzić ogród.

Pracują wszystkie siostry, również najstarsze.  90-letnia siostra Hilaria zazwyczaj przygotowuje kartki okolicznościowe, dziś pomaga w obieraniu jabłek siostrze Benedykcie. Będą na ciasto, które do piekarnika wstawi siostra Józefa.

Wiek nie zwalania tu z obowiązków. I nie chodzi jedynie o benedyktyńską zasadę "módl się i pracuj". Po prostu brakuje rąk do pracy.

Jedzą to, co same przygotują. Głównie makaron, ziemniaki i zupy. Tanio. Na rarytasy nie ma tu miejsca. Dziś na obiad zasmażane ziemniaki. Do tego śledź i kompot.

O czternastej wszystkie prace w klasztorze ustają. Zaczyna się godzina czytania Pisma Świętego.

Kolejna przerwa o siedemnastej – na nieszpory.

Przed kolacją tak zwany czas na rekreację.  Krótkie rozmowy, czytanie książek, film. Większość sióstr jednak idzie odpocząć do swojej celi. W starej bibliotece nikogo nie ma. Przed klasztornym telewizorem też pusto.

- Dostałyśmy go w prezencie – opowiada siostra Stefania. – Zachęcałam siostry, by oglądały wieczorny dziennik. Ale tłoczno robi się tutaj dopiero, gdy leci niedzielna transmisja z Watykanu.

O dwudziestej w klasztorze milkną szepty. Zapada kompletna cisza.

Powierniczka

Klasztor Benedyktynek w Staniątkach to jeden z najstarszych klasztorów w Polsce. Życie modlitewne trwa tu nieprzerwanie od ośmiuset lat. W czasach świetności do zakonu należało siedemset hektarów ziemi, a w klasztorze mieszkało pięćdziesiąt sióstr. Dziś zakon ma sześć hektarów, a sióstr zostało czternaście.

- To jeszcze nie najmniej w historii, ale dużo nas nie jest.

- Kryzys powołań? – pytam.

- Kobiety częściej wybierają miejsca bardziej przystępne, otwarte, gdzie mają większy kontakt z światem zewnętrznym, ludźmi. Gdzie mogą opiekować się chorymi lub dziećmi. Powstało też dużo nowych form życia sakralnego, które nie zmuszają do zakładania habitu, zachowania czystości i posłuszeństwa. A i z zakonu łatwiej jest dziś odejść.

Trzy lata temu wstąpiła do nich baletnica z Wrocławia. Została siostrą Anielą i wciąż kręciła piruety w sali mszalnej.

Odeszła. Siostry mówią, że poznała chłopaka.

- Czy siostra może do niej zadzwonić? – pytam.

- Spróbujmy.

- Nikt nie odbiera. Zadzwonię do jej matki.

- Dzień dobry. Siostra Stefania z Staniątek. Co u Darii? U karmelitanek? A jak długo? Na trzy miesiące. Ja nie wiem, czy to jest dla niej dobra decyzja. Ona jest bardzo zagubiona. Ale trzeba ją wspierać w tym postanowieniu. Z Bogiem.

Dziś w zakonie są dwie siostry postulantki. Przygotowują się do święceń. Mają rok, by zdecydować, czy chcą pozostać w zakonie, czy odejść.

- Jak siostra je przekonuje, by zostały?

- Nie przekonuję. Pozostawiam te sprawy Bogu.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
andy995

To jest prawdziwa wiara w coś, co ludzie przekazywali sobie od pokoleń. Od dziesiątek tysięcy lat ulepszali swoją wiarę dodając do niej różne elementy, aby nie była nudna. Człowiek wybiera sobie takie życie, jakie mu odpowiada na dany moment. Może je zmienić, albo w nim trwać do końca krótkiego życia.

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Ninbvko

      Są różni ludzie. Jedni robią to co inni uważają za chorobę psychiczną, a inni mają to gdzieś. Ja mam to właśnie tam. Życie jest zbyt fajne, żeby je marnować na pierdoły i problemy, których nikt nie potrzebuje... :)

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          johnny75

          Dla mnie to nie powołanie tylko zaburzenie ale to kwestia interpretacji i mojej prywatnej oceny.Człowiek ma w życiu różne drogi - może się myle i ta jest jedną z nich.

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              5
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                2
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              Zasady forum
              Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
              Zwiń

              Maciej Kucharczyk

              Zobacz"Bałem się, bo czymkolwiek to było, nie miałbym szans". Co chce ukryć Pentagon

              Justyna Kobus

              ZobaczJane Fonda. Seks, kłamstwa i kasety wideo

              Mariusz Nowik

              ZobaczMarszałek i błękitnooka lekarka. Co się wydarzyło tamtej zimy na Maderze

              Poprzedni weekend
              2 tygodnie temu
              3 tygodnie temu
              4 tygodnie temu
              5 tygodni temu
              Zobacz wszystkie