Magazyn TVN24

Bartosz Żurawicz

„Oddałam dziecko ludziom z internetu”. Kara za kłamstwo sprzed lat

Zobacz

Małgorzata Goślińska

ZobaczPrawie ich zabił. Nowożeńcy: to był dobry dzień, udało nam się

Ludwik Dorn

ZobaczDorn: Morawiecki buduje nowy rząd. Z kupy gruzu. I to się nie uda

Filip Czekała

ZobaczPrzyszła nagle, rzucała o drzewa, odzierała z ubrań. „Krzyczałem, ale nikogo już nie było”

Mariusz Nowik

ZobaczDziewczyny mówiły: Nie masz u nas szans. Szukamy bogatego chłopaka z samochodem

Barbara Sobska

ZobaczBalon z prześcieradła, w nim dwie rodziny. Udało się uciec za trzecim razem

Podziel się

Balon uszyty z prześcieradła i tkaniny przeciwdeszczowej, a w nim dwie rodziny: czworo dorosłych i czworo dzieci. Drugiej tak szaleńczej ucieczki przez Mur Berliński nie było. Dokładnie 40 lat temu dwóch przyjaciół Peter i Günter zdecydowali o realizacji swojego niemożliwego planu.

- Choć dziś mamy jeden Berlin, w mojej głowie to nadal dwie części miasta. Są ludzie, którzy do tej pory nigdy nie przekroczyli granicy Berlina Wschodniego i Zachodniego. Są też tacy, którzy próbowali ponad 50 lat temu. Nie każdemu jednak to się udało - opowiada Burkhart Veigel, jeden z organizatorów ucieczek na Zachód.

Veigel pomógł setkom osób przedostać się na tę drugą, lepszą stronę Muru Berlińskiego. Wie najlepiej, jak bardzo zależało im, by zamieszkać na Zachodzie. Wie najlepiej, ile byli w stanie poświęcić, by tego dokonać.

Berlin, rok 1961. W centrum stolicy nie tylko Niemiec, ale i Europy powstaje mur. Budowla liczy około 155 kilometrów. I od 13 sierpnia dzieli miasto. Wyznacza granicę między Wschodem a Zachodem, komunizmem a demokracją. Jej główne zadanie – zapobiec ucieczce obywateli na Zachód. Pomaga w tym blisko 300 wież strażniczych i tysiące pilnujących granicy pograniczników. W trakcie prób przekroczenia muru ginie kilkaset osób (dokładna liczba budzi spory historyków).

Wszystko zaczęło się bardzo prowizorycznie. Był drut kolczasty, cegły, betonowe płyty. To jednak wystarczyło, by odciąć od siebie obie części miasta. Z dnia na dzień zamkniętych zostaje około 100 ulic, pojawia się na nich ponad 15 tys. wschodnioniemieckich żołnierzy, przestają jeździć autobusy. Metro już nie zatrzymuje się na stacjach Berlina Wschodniego. W ten sposób powstają tzw. stacje widma. Rozpoczyna się nowy rozdział historii Niemiec.

- To po prostu niemożliwe - myślała wtedy większość Berlina. Jakim cudem można podzielić całe miasto? Wszystkie drogi, rzeki, jeziora, kanały… Byliśmy pewni, że to chwilowe - mówi Burkhart Veigel.

Veigel Burkhart / Źródło: ARCHIWUM PRYWATNE, BURKHART VEIGEL

"Antifaschistischer Schutzwall"

Antyfaszystowski mur ochronny. Tak Mur Berliński nazywała propaganda NRD. Miał być skierowany przeciwko zewnętrznemu wrogowi.

Skuteczne działanie populistycznych haseł uniemożliwiała jednak telewizja. Mieszkańcy NRD szybko przekonali się, że poza granicami muru żaden faszystowski agresor nie istnieje. Było tam jedynie bardziej liberalne i lepiej rozwinięte społeczeństwo. Wraz z powstałym murem dla mieszkańców Berlina Wschodniego zmieniło się wszystko. Skończyła się dobrze płatna praca, studia na zachodnioberlińskim Wolnym Uniwersytecie. Od teraz mieszkańcy Niemiec Wschodnich mieli jedno marzenie. Wolność.

- Często rozmawialiśmy o ucieczce. Ale musiał to być względnie bezpieczny sposób – czytam we wspomnieniach Petera Strelzyka.

Bo to za wolnością tęsknił najbardziej. Peter Strelzyk miał 37 lat, urodził się w Opolu. Pracował jako mechanik lotniczy w firmie Pößneck. Był też elektrykiem. 24-letni Günter Wetzen był jego przyjacielem. Łączyło ich jedno - zamiłowanie do majsterkowania. Obaj też chcieli uciec z Niemiec Wschodnich. Tak narodził się plan.

Szaleństwo?

- Nie mieliśmy pojęcia, jak się buduje balon. Po prostu zobaczyliśmy zdjęcia i pomyśleliśmy: kupujemy materiał i szyjemy! Byliśmy przekonani, że to zadziała. Decyzję o ucieczce podjęliśmy w marcu 1978 roku. Pierwszy balon okazał się bezużyteczny, po prostu nie dało się go napompować. Drugi niby poleciał, ale był zdecydowanie za mały dla dwóch rodzin. Udało się dopiero za trzecim razem - mówił w jednym z wywiadów.

Właśnie ten balon posłużył do ucieczki / Źródło: Haus der Bayerischen Geschichte (Dom historii Bawarii) Günter Wetzel

Była noc z 16 na 17 września 1979 roku. Południe Niemiec, pogoda dobra, wiatr sprzyjający. Balon uszyty z prześcieradła i tkaniny przeciwdeszczowej. Dwie rodziny, w sumie osiem osób – czworo dorosłych i czworo dzieci. Lot trwał dokładnie 28 minut. Udało się wylądować w Naili w Bawarii. Ale z wybuchem radości trzeba było jeszcze poczekać.

- Kobiety i dzieci ukryły się w krzakach. A mój przyjaciel Günter i ja zbadaliśmy teren. Powiedzieliśmy naszym rodzinom: kiedy wystrzelimy racę, jesteśmy na Zachodzie i możecie wydostać się z kryjówki - opowiadał Peter.

Budowa muru granicznego przy Bramie Brandenburskiej / Źródło: Berlin Wall Foundation / Edmund Kasperski

- Kiedy na niebie zobaczyliśmy światło, zaczęliśmy tańczyć! - wspomina Doris, żona Petera.

Ucieczki nie zauważył nikt. Ani oddziały graniczne NRD, ani kontrola ruchu lotniczego Bundeswehry. Być może dlatego, że nikt po prostu nie brał pod uwagę ucieczki balonem.

Biuro podróży

Podobnym jak oni uciekinierom pomagał 23-letni wówczas Burkhart Veigel. Urodził się w 1938 roku w Turyngii, później jego rodzina przeniosła się do Szwabii. I to był jego szczęśliwy los na loterii. Paszport Niemiec Zachodnich okazał się przepustką do lepszego świata.

- Pomagać w ucieczce mogliśmy tylko na Zachodzie. Tutaj byliśmy w stanie przechytrzyć kontrolę paszportową, mogliśmy pozbyć się ziemi, którą wykopywano w czasie drążenia tunelu. A że miałem paszport Niemiec Zachodnich, mogłem też bez problemu jeździć do Berlina Wschodniego. Na Wschodzie nie miałem ani rodziny, ani przyjaciół, więc tamte wydarzenia osobiście mnie nie dotknęły. Ale kolega, który działał już w grupie Girrmanna, zapytał mnie, czy chcę pomóc. Nie zastanawiałem się ani chwili - opowiada Burkhart.

Grupa Girrmanna zajmowała się przemytem uciekinierów na Zachód. Tworzyli ją głównie młodzi, codziennie realnie ryzykując własnym życiem. Wtajemniczeni nazywali ja Biurem Podroży.

Ze Wschodu uciekała nie tylko inteligencja – lekarze, inżynierowie, profesorowie. Także rolnicy czy robotnicy. Wszyscy ci, którzy myśleli o lepszej przyszłości. Teoretycznie było łatwiej, jeśli o ucieczce nie wiedział nikt. Jednak w praktyce bez pomocy innych ucieczka często kończyła się fiaskiem.

- Na początku byłem w grupie Girrmanna tzw. biegaczem. Przekazywałem uciekinierom najważniejsze informacje o bieżących wydarzeniach i niezbędne instrukcje dotyczące ucieczki. Paszporty dostarczali głównie dyplomaci. Pochodziły one przeważnie z innych krajów europejskich: Belgii, Szwajcarii czy Danii - mówi Burkhart.

Mur graniczny na Friedrich-Ebert-Platz na wysokości Reichstagu z widokiem na wieżę telewizyjną / Źródło: Berlin Wall Foundation / Edmund Kasperski

Jednak zdobycie dokumentów to dopiero połowa sukcesu. Najważniejsze było dostarczenie ich do NRD. Pomoc często kierowano do ludzi młodych - na pierwszym miejscu byli studenci, którzy mieli przed sobą egzaminy, wzbudzili zainteresowanie Stasi bądź dostali powołanie do wojska NRD. Ostateczna decyzja zależała od tego, czy na Zachodzie udało się znaleźć "sobowtóra" danej osoby. To nie zawsze było możliwe. Dlatego Biuro Podroży potrzebowało fałszerzy dokumentów. Tu doskonale sprawdzali się studenci ASP, dla których podrobienie, nawet urzędowego stempla, nie było problemem.

Do czterech razy sztuka

- W głowie miałem tylko jedną myśl: jak mogę się stąd wydostać? - wspomina Peter Bieber.

Miał zaledwie 25 lat i za sobą trzy nieudane próby przekroczenia granicy. Rok 1970 - Bieber rozpoczyna przygotowania do kolejnej ucieczki. O swoich planach nie mówi nikomu. Nie rozmawia nawet ze swoją matką czy siostrą. Dziewczyny nie ma. Nie ma, bo nie chce. Nie chce już być w żaden sposób związany z tym krajem.

Pewnego dnia Peter autostopem wraca do domu. Zatrzymuje się ciężarówka na zachodnioniemieckich numerach rejestracyjnych. Mężczyzna przewozi meble. Jak sam mówi - rzadko jest kontrolowany. Wierząc w powodzenie kolejnej próby ucieczki, Peter opowiada mu o swoich planach.

Platforma widokowa przed ścianą graniczną przy Luckauer Straße. Po drugiej stronie Berlin Wschodni / Źródło: Berlin Wall Foundation / Edmund Kasperski

- To było szaleństwo! Przecież to mógł być informator – wspomina dziś.

Jednak myśl o wolności była silniejsza. Wkrótce Peter jedzie do fabryki mebli. I 28 kwietnia 1970 roku jedynie z małą czarną torbą w ręku chowa się w szafie na pace zachodnioniemieckiej ciężarówki. Na granicy samochód zatrzymuje się na chwilę, ale silnik nadal pracuje. Niby chwila, ale dla Petera to była cała wieczność. Ciężarówka rusza. Droga jest wyboista. Nagle wstrząsy ustają. Peter jednak wciąż czeka. Musi być pewien. Z ciężarówki wychodzi w końcu ze łzami w oczach. Łzami szczęścia.

Peter rozpoczął studia na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie Zachodnim. Ale o wschodzie nigdy nie zapomniał. Wraz z kierowcą ciężarówki zaczął pomagać innym uciekinierom. Dzięki niemu na Zachód przedostało się 11 osób.

Nie wszyscy jednak mieli takie szczęście.

Dziewięć miesięcy za wcześnie

Berlin-Treptow, tuż przed północą. Strzały trwają kilka minut. Karin Gueffroy słyszy je w swoim mieszkaniu. Kolejna ucieczka się nie udała. Jeszcze nie wie, że wtedy strzelano do jej syna. Kilka minut później Chris Gueffroy umiera.

Pas graniczny na Potsdamer Platz po wschodniej stronie Berlina / Źródło: Berlin Wall Foundation / Paul Kremer

Chris razem ze swoim przyjacielem Christianem był kelnerem w Berlin-Mitte. Do Berlina przyjechał w wieku pięciu lat razem z matką. Mając dwadzieścia, zaczyna myśleć o ucieczce. Przeszkadza mu, że ma ograniczony dostęp do wiedzy, że nie może sam o sobie decydować.

Przygotowania do ucieczki rozpoczynają się na początku 1989 roku. Do przyjaciół docierają plotki, że rozkaz strzelania do uciekinierów został zniesiony. 5 lutego miała też odbyć się oficjalna wizyta premiera Szwecji - tym bardziej przecież nie będą strzelać do ludzi...

Około 22.30 dwóch przyjaciół dociera do ogródków działkowych. Ich celem jest kanał Britz. Na sprzyjający moment czekają ponad godzinę. Około 23.30 zbliżają się do umocnień granicznych. Początkowo wszystko idzie zgodnie z planem: udaje się pokonać trzymetrowy mur.

Przed nimi kolejne ogrodzenie. Niestety jeden z nich uruchamia alarm. Zaczyna się wyścig z czasem. Przyjaciele desperacko próbują pomoc sobie nawzajem. Rozpaczliwie starają przedostać się na drugą stronę. Ale jest już za późno. Zauważyli ich wschodnioniemieccy żołnierze. Padają strzały. Jedna z kul trafia w serce Chrisa. Chłopak ginie na miejscu. Jego przyjaciel Christian - ciężko ranny - zostaje aresztowany.

Matka Chrisa usłyszała, że syn zginął po rzekomym wtargnięciu do zamkniętej strefy wojskowej.

Chris Gueffroy był ostatnią ofiarą, która została zastrzelona przez niemieckie służby graniczne. Dziewięć miesięcy później Mur Berliński upada.

Ucieczki

W Niemczech ruchy uchodźcze pojawiły się dość szybko. Duża część ludności NRD nie zgadzała się z nowym systemem politycznym i gospodarczym. Tylko w sierpniu 1961 roku NRD utraciło 1/6 ludności. Nic więc dziwnego, że niemalże natychmiast ruszył proces uszczelniania granic w Berlinie.  Przywódca NRD Walter Ulbricht był zdesperowany. Każdego miesiąca z miasta uciekały tysiące ludzi. Zaczynało brakować rąk do pracy. Jednak nawet druty kolczaste czy wreszcie mur nie były w stanie zatrzymać fali uchodźców. Nic dziwnego, że bariery graniczne były nieustannie doskonalone. Aż do 1989 roku.

- Na początku byłem przerażony. Ale jeśli któryś raz z rzędu udaje ci się komuś pomóc, to potem już się tak nie boisz. Trochę się przyzwyczajasz - wspomina Burkhart Veigel.

Burkhartowi Veiglowi w ucieczce na Zachód udało się pomóc około 650 osobom. Dziś nadal mieszka w Berlinie. Jak sam przyznaje, nie mógłby żyć w innym miejscu.

- Wolność jest dla mnie jedną z największych wartości. Ja miałem wolność. Ale chciałem jej też dla innych. Dziś zrobiłbym to samo – mówi.

Dzięki fałszywym dokumentom z Berlina Wschodniego uciekło blisko 10 tysięcy osób, 800 osób przedostało się kanałami, około tysiąca na Zachód przyjechało specjalnie przerobionymi samochodami. 300 osób z NRD wydostało się przez wykopane tunele. Do dziś nie wiadomo, ile osób zginęło. Szacuje się, że w trakcie prób ucieczki po lepsze życie śmierć mogło ponieść prawie 300 osób.

Wolność

Listopad 1989 roku. Od miesięcy w całym kraju odbywają się antyrządowe demonstracje. Tłumy spragnionych wolności ruszają w stronę Muru Berlińskiego. Na ulicach słychać jedynie: "Obalić mur!". W związku z narastającym napięciem pogranicznicy podnoszą szlabany. Wiwatujące tłumy przedzierają się do Berlina Zachodniego. Niektórzy rozbijają Mur i zabierają jego fragmenty na pamiątkę. Mur Berliński pada w nocy z 9 listopada na 10 listopada 1989 roku.

Na ten moment Berlin czekał 28 lat.

 

****

Komentarze (1)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Izabelaq15p
Izabelaq15p

W tym dniu czekalam na lotnisku na Okeciu na przelot do Berlina wsch po wyladowaniu poznym wieczorem autobusami przewieziono nas do Berlina zach witano nas kwiatami i szampanem Na Kuddam str cala noc byl otwarty wielki sklep (pamietam przelewajaca sie wode z wys 3 pieter) Rano przed dworcem Zoo rozdawana plany Berlina zach w sklepach mozna bylo kupowac rozwiń

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Zasady forum
      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
      Zwiń
      Poprzedni weekend
      2 tygodnie temu
      3 tygodnie temu
      4 tygodnie temu
      5 tygodni temu
      Zobacz wszystkie