tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS
przeprosiny strona glowna

Wystartuje w psim zaprzęgu... bez psów. Polak chce przebiec 1000 mil

Wystartuje w psim zaprzęgu... bez psów. Polak chce przebiec 1000 mil
Foto: Pixabay, TVN24 Łódź | Video: TVN24 Łódź Start wyścigu za 19 dni

Ostatnie, mroźne noce spędził na balkonie - żeby przyzwyczaić się do mrozu. Przyda się, bo Michał Kiełbasiński z Łodzi chce wystartować w wyścigu, w którym udział biorą psie zaprzęgi. - One na pewno mnie wyprzedzą, ale będę biegł ich śladem - zapewnia podróżnik.

Kiełbasiński chce wziąć udział w Yukon Quest - jednym z najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych wyścigów psich zaprzęgów na świecie. Tyle, że - w przeciwieństwie do innych śmiałków - łodzianin na wyprawę nie bierze psów.

- Będę takim ludzkim psim zaprzęgiem - uśmiecha się Kiełbasiński, który był gościem "Wstajesz i Wiesz" na antenie TVN24.

Przed nim tysiąc mil przez zmrożone, niemal bezludne połacie Ameryki Północnej. Zwycięskie, psie zaprzęgi potrzebują na pokonanie  trasy z Whitehorse w kanadyjskim Terytorium Jukon do Fairbanks na Alasce około 10 dni. Polak daje sobie więcej czasu.

- Jeżeli pokonam ten dystans w 20 dni, to będzie sukces. Ale w porządku będzie też, jeżeli na metę przybiegnę po 30 dniach - mówi.

Ultramaratończyk będzie ciągnąć za sobą sanki z bagażem i śpiworem, w którym będzie spędzać noce.

Diabeł tkwi w szczegółach

Łodzianin ostatnie, mroźne noce spędził na... balkonie. Testował sprzęt, który będzie wykorzystywał w czasie trasy.

- Diabeł tkwi w szczegółach. Sprawdzałem, czy ze sprzętem wszystko ok. Zwłaszcza zależało mi na sprawdzeniu śpiwora, który ma się sprawdzać przy 40 stopniach mrozu - opowiada.

Śpiwór musi sprawdzać się w stu procentach.

- Będą dni, w czasie których nie spotkam żadnego człowieka i będę zdany tylko na siebie. W sytuacji zagrożenia będę miał do dyspozycji telefon satelitarny - dodaje.

Dwa lata temu taki telefon uratował sportowcowi życie. Kiełbasiński brał udział wtedy w ultramaratonie Yukon Arctic Ultra (wtedy była to trasa dla ludzi, a nie psich zaprzęgów).

- Odmroziłem sobie rękę. Z trasy ewakuował mnie śmigłowiec. Na szczęście dziś po tamtym zdarzeniu nie ma już śladu - zapewnia łodzianin.

Dla bezdomnych psów

Dlaczego w tym roku miałoby się udać? Bo tym razem ma dodatkową motywację.

- Ta wyprawa ma zwrócić uwagę na problem bezdomnych psów. Fundacja, która mnie wspiera, będzie zbierała pieniądze na ten cel - informuje.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje