tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Kierowała dzieci do rodzin, w których były krzywdzone. Urzędniczka skazana

zobacz więcej wideo »
Kierowała dzieci do rodzin, w których były krzywdzone. Urzędniczka skazana
  • 02.07.2015 | Szefowa Centrum Pomocy Rodzinie kierowała dzieci do domów, w których je krzywdzono02.07.2015 | Szefowa Centrum Pomocy Rodzinie kierowała dzieci do domów, w których...
  • Centrum Pomocy Rodzinie w Łęczycy: niepokojące sygnały od kilku miesięcyCentrum Pomocy Rodzinie w Łęczycy: niepokojące sygnały od kilku miesięcy
  • 29.05.2014 | Koszmar w rodzinnym domu dziecka w Łęczycy29.05.2014 | Koszmar w rodzinnym domu dziecka w Łęczycy
  • Po koszmarze dzieci w Łęczycy: urzędnicy nie czują się winniPo koszmarze dzieci w Łęczycy: urzędnicy nie czują się winni
  • Ciąg dalszy afery pedofilskiej w rodzinnym domu dziecka w ŁęczycyCiąg dalszy afery pedofilskiej w rodzinnym domu dziecka w Łęczycy
  • PCPR w Łęczycy: niepokojące sygnały już kilka lat temuPCPR w Łęczycy: niepokojące sygnały już kilka lat temu
Foto: TVN24 | Video: Fakty TVN Kierowała dzieci do rodzin, w których były krzywdzone. Urzędniczka skazana (wideo archiwalne)

Iwona Z., była szefowa Regionalnego Centrum Pomocy Rodzinie w Łęczycy została skazana za kierowanie dzieci z trudną przeszłością do rodzin, w których były krzywdzone. Sąd pierwszej instancji uzasadnił, że urzędniczka ignorowała liczne sygnały alarmowe, że z dziećmi dzieje się źle.

Iwona Z. została skazana za niedopełnienie obowiązków. Miała dopuścić się zaniedbań w latach 2007 -2014. Została skazana na rok pozbawienia wolności. Kara została warunkowo zawieszona na dwuletni okres próby. Oprócz tego dostała dwuletni zakaz zajmowania kierowniczych oraz publicznych stanowisk związanych ze sprawowaniem pomocy społecznej.

Z. ma też zapłacić 1500 złotych grzywny oraz koszty sądowe w wysokości tysiąca złotych. Wyrok jest nieprawomocny.

Głucha na niepokojące sygnały

Do zadań skazanej, jak mówi nam Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury okręgowej, należało między innymi organizowanie opieki w ramach rodzin zastępczych i nadzór nad ich funkcjonowaniem.

- Kobieta tego jednak nie robiła - mówi Kopania.

Praca Iwony Z. zaczęła być dokładnie sprawdzana po tym, jak nagłośniona została historia jednej z łęczyckich rodzin zastępczych w Łęczycy, prowadzonej przez Bożenę i Jana A. Co najmniej pięcioro dzieci miało być bitych i molestowanych seksualnie.

Małżeństwo A. miało podpisaną umowę na pełnienie funkcji rodziny zastępczej od 2007 roku. W tym czasie powierzono im łącznie szesnaścioro dzieci. Do łęczyckiego domu trafiali kolejni podopieczni, chociaż sąd wielokrotnie orzekał o nieprawidłowościach, których miała dopuszczać się ta rodzina zastępcza.

Tak było na przykład w listopadzie 2009 i w maju 2010 roku. Sąd orzekał  wtedy o odebraniu dzieci, które były pod opieką Bożeny i Jana A. Zdaniem sądu małżeństwo niewłaściwie sprawowało opiekę i źle traktowało podopiecznych. Odebrane dzieci albo wracały do biologicznych rodziców, albo trafiały do placówek opiekuńczo-wychowawczych.

Prowadzony przez Iwonę Z. PCPR kierował tam jednak kolejne dzieci.

Przełom

Do przełomu doszło dopiero we wrześniu 2012 roku. Wtedy do łęczyckiego domu małżeństwa A. wprowadziło się rodzeństwo, które po kilkunastu miesiącach opowiedziało pedagogowi szkolnemu o tym, jak wygląda praca Jana i Bożeny A.

- Dzieci opisały fakty wskazujące na wykorzystywanie seksualne podopiecznych i znęcanie się nad nimi - mówi Kopania.

Niedługo potem zatrzymano małżonków A. i ich córkę. Dopiero wtedy PCPR rozwiązało z nimi umowę.

Jak się okazało w czasie śledztwa, kierowany przez oskarżoną dyrektor PCPR nie kontrolował rodzin zastęczych. Śledczy stwierdzili, że jednostka prowadzona przez oskarżoną nie była zainteresowana tym, jaką opiekę dają dzieciom poszczególne rodziny zastępcze.

Na przykład rodzina Bożeny i Jana A. nie była oceniana pod względem jakości wykonywanej pracy.

- Dwie pierwsze takie oceny winny być dokonane w pierwszych dwóch latach od podpisania umowy, a kolejne nie rzadziej niż co trzy lata - tłumaczy prokurator.

Bez nadzoru

Pracownicy PCPR - teoretycznie - mieli też przekazywać do sądu informacje o wynikach kontroli w rodzinie zastępczej. Tak się jednak nie działo. Nie informowali też sądu o niepokojących informacjach dotyczących funkcjonowania rodziny od biologicznych rodziców powierzonych dzieci, wychowawców i nauczycieli.

Prokuratorzy stwierdzili też, że PCPR prowadzony przez Iwonę Z. nie weryfikował stanu zdrowia rodziców zastępczych. Teoretycznie muszą oni co dwa lata zdobywać zaświadczenia o tym, że nie ma przeciwwskazań zdrowotnych do wykonywanej pracy. Tymczasem w ciągu ponad sześciu lat działalności rodziny A. do PCPR trafił tylko jeden taki dokument. W 2012 roku przyniosła go Bożena A.

Sam fakt podpisania umowy z małżeństwem A. już budzi dużo prokuratorskich zastrzeżeń. Do domu małżeństwa A. pierwsze dzieci trafiły już w lutym 2007 roku. Po trzech miesiącach sąd odebrał im prawo do opieki nad dwoma powierzonymi dziewczynkami. Kilka dni po tej decyzji PCPR podpisało umowę zlecenie z Bożeną i Janem A.

Mimo wszystko

Małżeństwo zostało rodziną zastępczą, chociaż Jan A. był od 1999 roku trwale niezdolny do pracy i był na rencie chorobowej. To było naruszenie przepisów, które jednoznacznie mówią, że profesjonalną rodziną zastępczą mogą być tylko osoby czynne zawodowo.

Biegły powołany przez śledczych stwierdził, że Jan A. ze względu na swój stan zdrowia stwarzał zagrożenie dla powierzonych mu dzieci.

W innej łęczyckiej rodzinie zastępczej nadzorowanej przez PCPR też miało dochodzić do znęcania się nad dziećmi. Chodzi o dom Elżbiety M., która opiekowała się czwórką dzieci. Śledczy stwierdzili, że PCPR nie nadzorował sytuacji kierowanego tam rodzeństwa. Na tym jednak błędy urzędników się nie kończą.

- Kobieta prowadząca rodzinę zastępczą miała kwalifikacje do opieki nad dwójką dzieci. Mimo to PCPR skierowało tam czworo podopiecznych - wyjaśnia prokurator Krzysztof Kopania.

"Bez komentarza"

Iwona Z., była szefowa PCPR podczas śledztwa stwierdziła, że nie czuje się winna.

Podczas przesłuchań w prokuraturze miała twierdzić, że nic nie wskazywało na to, że w nadzorowanych rodzinach zastępczych może dziać się coś złego.

Jak tłumaczyła - poważną przeszkodą w sprawowaniu właściwej pieczy miały być ograniczenia finansowe.  Kobieta od dłuższego czasu unika rozmowy z dziennikarzami. "Bez komentarza" – powiedziała ekipie TVN24 przed rozpoczęciem procesu. W podobny sposób odpowiadała na pytania dziennikarzy już wcześniej -  podczas jednego z procesów rodziny A.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje