tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

"To proste". Reżyser wyjaśnia, dlaczego wyrzucił Spacey'ego z filmu

"To proste". Reżyser wyjaśnia, dlaczego wyrzucił Spacey'ego z filmu
Foto: Shutterstock | Video: Reuters Scott po raz pierwszy skomentował wyrzucenie Kevina Spacey'ego z filmu "Wszystkie pieniądze świata"

Usiadłem, pomyślałem chwilę i doszedłem do wniosku: tak nie można. Nie możemy tolerować jakiejkolwiek formy takiego zachowania. Miałoby to wpływ na film - wyjaśnił swoją decyzję reżyser Ridley Scott, który 9 listopada wyrzucił z filmu "Wszystkie pieniądze świata" Kevina Spacey'ego.

Legendarny hollywoodzki reżyser Ridley Scott po raz pierwszy skomentował swoją decyzję o zmianie odtwórcy głównej roli w swoim najnowszym filmie "Wszystkie pieniądze świata". Początkowo zaangażowany został Kevin Spacey, jednak w wyniku oskarżeń, jakie pojawiły się pod adresem aktora, został zastąpiony przez Christophera Plummera.

Jest to pierwszy przypadek w historii Hollywood, kiedy w filmie, będącym już na etapie postprodukcji, wymieniono pierwszoplanowego aktor. W związku ze zmianą, Scott został zmuszony do nakręcenia nowych zdjęć. Pomimo tego data premiery nie uległa zmianie, a film prawdopodobnie wejdzie do kin 22 grudnia.


- Kończyłem film, byłem na w Abbey Road (słynne londyńskie studio nagraniowe - red.), gdzie finalizowaliśmy muzykę. Ktoś rzucił: zgadnij co się stało? I tak to się zaczęło - relacjonował Scott w rozmowie z "Entertainment Weekly".

- Usiadłem, pomyślałem przez chwilę i doszedłem do wniosku: nie możemy. Nie można tolerować jakiejkolwiek formy takiego zachowania. Miałoby to wpływ na film. Nie możemy pozwolić, żeby działania jednej osoby odbiły się na świetnej pracy wszystkich innych ludzi (członków ekipy - red.). To dość proste - stwierdził reżyser.

"Decyzja byłaby ciągle taka sama"

Scott podkreślił, że był "absolutnie zadowolony" z pracy Spacey'ego w pierwszej wersji filmu. Dodał, że nie rozmawiał z aktorem od czasu, gdy pojawiły się pierwsze publiczne oskarżenia o molestowanie seksualne.

- Nie. Nie dzwonił do mnie. Gdyby zadzwonił do mnie i powiedział: "cześć, zobacz, stało się to, co się stało i bardzo przepraszam", to może załatwiłbym to inaczej, delikatniej - powiedział Scott.

Reżyser zapytany został, czy gdyby Spacey zadzwonił i przeprosił, podjąłby inną decyzję. - Decyzja byłaby ciągle taka sama. Powiedziałbym mu: dziękuję za telefon, ale muszę iść naprzód - mówił Scott.

Kłopoty Spacey'ego

Skandal z udziałem dwukrotnego laureata Oscara wybuchł 30 października po tym, jak aktor Anthony Rapp wyznał, że w 1986 roku Spacey próbował go uwieść. Rapp miał wówczas 14 lat.

W ciągu następnych dni pojawiły się kolejne oskarżenia pod adresem Spacey'ego. Międzynarodowa Akademia Sztuki i Wiedzy Telewizyjnej wycofała decyzję o przyznaniu aktorowi honorowej nagrody międzynarodowej Emmy.

Twórcy serialu "House of Cards", dzięki któremu Spacey powrócił na szczyty międzynarodowej sławy, początkowo zapowiedzieli, że produkcja zakończy się na szóstym sezonie, który jest właśnie w trakcie realizacji. Po tym, jak niektórzy byli i obecni pracownicy planu "House of Cards" opowiedzieli CNN o zachowaniu Spacey'a, zdjęcia zostały jednak zawieszone.

Poza utratą roli Franka Underwooda skandal kosztował Spacey'a rolę w nadchodzącej produkcji filmowej "Gore" - podał portal Deadline. Jak informuje portal IMDb.com, film jest na etapie postprodukcji, co może oznaczać, że Netflix będzie musiał zastąpić Spacey'ego innym aktorem, a co za tym idzie nakręcić zdjęcia jeszcze raz.

Nieznane są losy Spacey'ego w filmie "Billionaire Boys Club” w reżyserii Jamesa Coxa, który jest na etapie postprodukcji.



Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje