tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Zjadały go muchy, ale pilnował firmy

Zjadały go muchy, ale pilnował firmy
Foto: OTOZ Animals Gliwice | Video: OTOZ Animals Gliwice Bary nie ruszał się w klinice

- Pani była zadbana, wiek około 65 lat. Wrzeszczała, że jestem podła, żebym była człowiekiem i zostawiła jej tego psa, że nigdzie nie będzie miał tak dobrze jak u niej. Bary siedział w murowanym kojcu z widokiem przez furtkę. Kołtuny jak pięść, w uszach ropa i krew, w ranach larwy much. Nie ruszał się u weterynarza - opowiada obrończyni zwierząt.

Klientka firmy z małej miejscowości na Śląsku zaalarmowała OTOZ Animals w Gliwicach, zaniepokojona losem psa. - Gdy go zobaczyłam, wiedziałam jedno. Trzeba mu pomóc - napisała do "Animalsów".

Potem, już po odebraniu Bariego, w klinice weterynaryjnej stwierdzono, że te larwy much w jego ranach to musi być efekt wielomiesięcznego zaniedbania.

- Dlaczego nikt wcześniej nie zadzwonił? Naprzeciwko kojca jest warsztat mechanika, tylu ludzi podjeżdżało i patrzyło na tego psa - mówi Anita Chromy z gliwickich "Animalsów".

Źródło: OTOZ Animals Gliwice Bary w kojcu z widokiem przez furtkę
Cały w muchach

Siedział w kojcu murowanym z trzech stron, z widokiem przez furtkę. Miał budę, jak należy i miskę z wodą. Tylko cały w muchach.

Źródło: OTOZ Animals Gliwice Bary był cały w muchach

- Jego pani siedziała w biurze. Zadbana, wiek około 65 lat. Wrzeszczała na mnie, że jestem podła, złośliwa, żebym była człowiekiem i zostawiła jej tego psa, że on pilnuje firmy, że na noc jest wypuszczany z kojca i biega po całym podwórzu i nigdzie nie będzie miał tak dobrze jak u niej - opowiada Anita Chromy.

Obrończyni zwierząt zaproponowała jej podpisanie zrzeczenia się prawa własności do Bariego, przedstawiając całą ścieżkę prawną: złożenie pisma do burmistrza o tymczasowe odebranie psa, a po decyzji wystąpienie do sądu o odebranie na zawsze.

- Pani się zgodziła, podpisała, może miała nadzieję, że nie podamy jej do sądu. Podamy za znęcanie się nad zwierzęciem - zapewnia Chromy.

Bary najpierw nie chciał wyjść z kojca, a potem nie ruszał się u weterynarza. Ogolili go. Miał kołtuny wielkie jak pięść, zlepione brudem i krwią. Oczyścili uszy z ropy i krwi, z larw much. Choroba prawdopodobnie zaczęła się od zapalenia, jakieś pół roku temu, wystarczyło go wtedy zaprowadzić do weterynarza i wyleczyć. Bary się drapał, zrobiły się rany i zaczęło się cierpienie.

Źródło: OTOZ Animals Gliwice Bary nie ruszał się w klinice

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (3)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
johnny75

Może nie wszystko jest czarne albo białe.Nie lepiej bylo wyleczyć psa, właścicielkę obciążyć kosztami i zostawić zwierzaka u niej pod kuratelą...Może poprostu bagatelizowała sprawę ze zwykłej niewiedzy lub nieodpowiedzialności? Nie przypomina to drastycznych przypadków ewidentnego sadyzmu i okrucieństwa wobec zwierząt o których rozwiń

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        2
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Ewa5ggr
      Ewa5ggr

      Zaniedbanie też jest przestępstwem a niewiedza nie zwalnia z odpowiedzialności!

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          1
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          JackPlacki

          Za takie coś 100 000 na schroniska dla zwierząt.
          A niech i pracuje na to rok.

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              6
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              Zasady forum
              Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

              Pozostałe informacje