tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Sandry nie chciała matka, nie chce nikt w Polsce. "Tyle wycierpiała i do każdego idzie na ręce"

zobacz więcej wideo »
Sandry nie chciała matka, nie chce nikt w Polsce. "Tyle wycierpiała i do każdego idzie na ręce"
Foto: TVN 24 Katowice | Video: TVN 24 Katowice Sandra szuka domu

Sandra miała półtora roku, gdy opiekunka ją pobiła. Pół roku leżała w szpitalu, nieruchoma, niewidoma. Matka jej nie odwiedzała. Trafiła do placówki. Ale rehabilitant znalazł jej rodzinę zastępczą. Sandra nie może tam zostać. Ma 3,5 roku, odzyskała wzrok, zaczyna mówić, może będzie chodzić.

- Sandra do każdego idzie na ręce. Tak pragnie miłości - mówi Justyna Borowiecka z Siewierza, która razem z mężem Marcinem od półtora roku tworzą rodzinę zastępczą dla dziewczynki.

Jednak mała nie może u nich zostać. Pan Marcin jest zawodowym tatą, musi mieć miejsce dla kolejnych dzieci, odbieranych z interwencji. A Sandra ma czystą kartę, uregulowaną sytuację prawną, to znaczy formalnie nie ma rodziców i powinna iść do nowych.

- Ona chciałaby mieć mamę i tatę na stałe. To pogodna dziewczynka - mówi pan Marcin.

Dodaje jednak: - Ktoś jej zrobił krzywdę, ma uszkodzony mózg, będzie rehabilitowana do końca życia.

Ten fakt powoduje, że ośrodek adopcyjny w Sosnowcu nie znalazł dla Sandry domu w Polsce i właśnie uruchomił procedurę adopcji zagranicznej.

Borowieckim zależy, by Sandra została w Polsce, bo dziewczynka ma tutaj starszego o rok brata.

I ich, nie chcieliby tracić z nią kontaktu.

Źródło: TVN 24 Katowice Sandra szuka domu

 

Pół roku sama w szpitalu

Sandrę wychowywała samotna matka w Czeladzi. Uboga. Chodziła do pracy, więc zatrudniła opiekunkę do dzieci - miała jeszcze syna. - Wzięła kogoś najtańszego, z internetu - mówi pani Justyna.

Teraz, po dwóch latach ta 34-letnia opiekunka z Będzina przyznała się śledczym, że w 2015 roku uderzyła Sandrę w głowę. Ma zarzuty prokuratorskie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, grozi jej do 10 lat więzienia.

Dziewczynka miała wtedy półtora roku i do dzisiaj płaci za ten uraz.

- Miała na głowie ogromnego guza, straszną, kilkunastocentymetrową narośl - opowiada pani Justyna. Miała też siniaki na rękach i nogach. Gorączkowała, traciła przytomność.

Cud, że przeżyła. Uraz głowy spowodował utratę wzroku oraz czucia w rękach i nogach. Matka, która wezwała pogotowie, potem już nie odwiedzała córki w szpitalu i ostatecznie została pozbawiona praw rodzicielskich.

Przez pół roku Sandra leżała unieruchomiona i niewidoma w Górnośląskim Centrum Zdrowia w Katowicach. Potem trafiła do ośrodka dla niepełnosprawnych dzieci.

W szpitalu nie mogli się z tym pogodzić. Po dwóch tygodniach fizjoterapeuta Tomasz Łosień znalazł rodzinę zastępczą dla dziewczynki - właśnie Borowieckich.

Sandra szuka domu

 

Stanie na nogi

- Nieprawdopodobny człowiek - mówią Borowieccy o panu Tomaszu. Rehabilituje Sandrę do dzisiaj w zamian za koszt dojazdu.

- Dziecko przyszło do nas nieruszające się, niewidzące, ale pod wpływem rehabilitacji zaczęło widzieć, w jakiś sposób się poruszać. W tej chwili jesteśmy na etapie czworakowania - mówi Łosień.

Pan Marcin: - Różnica jest diametralna. Sandra robi kolejne postępy, gania za piłką.

Pani Justyna: - Rehabilitant powiedział nam, że Sandra stanie na nogi, że będzie chodzić, ale nigdy nie będzie to chód idealny, będzie powolniejsza.

Nie ma wsparcia, nie ma rodziców

Chętni do zaadoptowania Sandry mogą zgłaszać się do wojewódzkiego ośrodka adopcyjnego przy ul. Krzywej 2 w Sosnowcu (tel. 32 266 84 19). Jego dyrektorka Anna Wójcik uprzedza: - Rokowania Sandry są niejasne, dzisiaj jest opóźniona ruchowo i intelektualnie. Jeśli będzie otoczona miłością, z pewnością będzie rozwijać się lepiej, ale prawdopodobnie zawsze będzie potrzebowała specjalnej troski. Kandydaci do adopcji tej dziewczynki muszą o tym wiedzieć. Mogą zgłosić się z odruchu serca, a potem rzeczywistość ich przerośnie.

Dla Sandry nie udało się znaleźć nawet długoterminowej rodziny zastępczej.

- Adopcyjna byłaby lepsza, bo daje dziecku szansę na trwałość. Rodziny zastępcze czasem się rozwiązują, ale z drugiej strony dostają pieniądze na utrzymanie dziecka, które w przypadku Sandry potrzebne będą na rehabilitację - mówi Wójcik.

Za zachodnią granicą nie byłoby takiego dylematu, dlatego tam o wiele łatwiej znaleźć kandydatów do adopcji niepełnosprawnego dziecka. Wójcik: - Bo tam rodzice otrzymują większe wsparcie służb medycznych i społecznych. A u nas? Każdy kto ma dziecko niepełnosprawne wie, że nie ma żadnego systemu wsparcia.

Borowieccy: - Ona tyle wycierpiała, należy jej się szczęście.

Źródło: TVN 24 Katowice Sandra szuka domu

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (1)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
sylbow

Az nie chce mi się wierzyć, ze tak uroczą dziewczynkę nikt nie chce adoptować a tyle rodzin chce mieć dziecko. Takie maleństwo i tyle nieszczęścia już ją spotkało. Na szczęście na jej drodze stanęli też ludzie z wielkim sercem tak jak pan Tomasz Łosień który nie dopuścił aby trafiła do DPS-u oraz ludzie którzy aktualnie opiekują rozwiń

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Zasady forum
      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

      Pozostałe informacje