tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Pięć dni spędził na czubku drzewa. "Koty tak mają, o co ta afera"

zobacz więcej wideo »
Pięć dni spędził na czubku drzewa. "Koty tak mają, o co ta afera"
Foto: TVN 24 Katowice | Video: TVN 24 Katowice Po kota wchodził na drzewo w nocy ratownik wysokościowy

Po pięciu dniach i nieudanych akcjach strażaków do ściągania kota z drzewa włączyła się specjalistyczna grupa ratownictwa wysokościowego. Na zdradliwej, łamliwej olsze trzeba było wycinać gałęzie i tworzyć punkty asekuracji, na koniec włączyć światła, bo słońce zaszło. A kot uciekł.

- Całe życie mieszkam na wsi i czegoś takiego nie widziałem - mówi pan Marcin z Sierakowa pod Częstochową. - Tylko w bajkach - dodaje.

Obok jego domu, pod drzewem od trzech dni parkowały wozy strażackie. Strażacy otoczyli drzewo taśmą i próbowali dostać się na szczyt. Po kota.

Koty wracają bez pomocy strażaków?

Oglądaj
Pan Marcin: Koty tak mają, że chodzą po drzewach
Wideo: TVN 24 Katowice Pan Marcin: Koty tak mają, że chodzą po drzewach

- Koty tak mają, że chodzą po drzewach. Wejdzie to wejdzie, zejdzie to zejdzie. Miałem dużo kotów, chodziły po drzewach i wracały bez pomocy strażaków - komentował pan Marcin.

Ale ten kot siedział na drzewie pięć dni, nieprzerwanie. 30 metrów nad ziemią. Na kruchej gałęzi, a pod sobą miał goły pień. I nikt we wsi się do niego nie przyznawał. To dzikie kocisko, mówili.

Trzeciego dnia strażaków wezwało biuro ochrony zwierząt APA, bo aktywiści się bali, że po takim czasie zwierzę umrze z odwodnienia. Jednak akcję utrudniał grząski teren pod drzewem, wóz nie mógł podjechać. Jeden ze strażaków wdrapał się na drzewo z klatką i przymocował ją do gałęzi, ale kot odmówił wejścia. Wspiął się jeszcze wyżej.

- Trudna sytuacja. Kot słabnie na słońcu bez jedzenia i picia. Jedno jest pewne - musi trafić do weterynarza. Musimy go dzisiaj zdjąć - zapowiedziała w środę Anna Stępień z APA.

A pan Marcin dalej swoje: - Po co robić aferę. Zwierzak powinien zejść sam, ale go płoszą tymi sygnałami alarmowymi.

Wyśliznął się, upadł, uciekł

W środę wieczorem komendant śląskiej straży pożarnej ściągnął do Sierakowa specjalistyczną grupę ratownictwa wysokościowego z Radzionkowa. Jechali godzinę, akcja trwała kolejne półtora.

- To zdradliwa, łamliwa olcha. Trzeba było obcinać gałęzie, stworzyć punkty asekuracyjne, a potem włączyć sztuczne oświetlenie, bo słońce zaszło - wyjaśnia Paweł Tetlak, strażak z Radzionkowa.

Ratownik na linach alpinistycznych dotarł do kota, ale ten w drodze na dół mu się wyśliznął. Tetlak: - Upadek kota zamortyzowały niższe drzewa i krzewy. Nic mu się nie stało, widzieliśmy, jak uciekał.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje