tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

"Już prawie nie widać, że mamę spalili tu żywcem". Miał być wyrok, jest nowe otwarcie

zobacz więcej wideo »
"Już prawie nie widać, że mamę spalili tu żywcem". Miał być wyrok, jest nowe otwarcie
  • Proces został na nowo otwarty
  • Aleksandrów Łódzki - tu doszło do tragediiAleksandrów Łódzki - tu doszło do tragedii
Foto: TVN24 Łódź | Video: TVN24 Łódź Proces został na nowo otwarty

Najpierw wyciągnęli je za włosy z mieszkania. - Potem oblali nas benzyną, jeden z nich krzyknął "gińcie, suki" i podpalił - tyle Ewa pamięta z zeszłorocznego ataku na nią i jej matkę Teresę. Dwaj oskarżeni o zabójstwo i usiłowanie zabójstwa mieli usłyszeć wyrok, ale niespodziewanie sąd na nowo otworzył proces.

- Teresa w kółko miała z czymś problem. Że dzieciaki za głośno, że goście przyszli. No nienormalna. Ja uważam, że to była patologia – to wersja Moniki, siostry jednego z oskarżonych, która nie znosiła swojej sąsiadki z naprzeciwka. Z wzajemnością.

Wersji Teresy nie poznamy. 14 sierpnia 2016 roku została podpalona żywcem. Nie przeżyła. Prokuratura nie ma wątpliwości, że za morderstwem stoi brat Moniki i jej wujek.

- Normalni faceci. Zrobili głupotę i powinni za nią zapłacić. No, ale nie powinni dostać dożywocia. Bo ta druga przecież przeżyła, nie? - pyta siostra jednego z oskarżonych.

Ta druga to Ewa - córka zamordowanej. Prokuratura ustaliła, że również miała spłonąć. Bo – jak czytamy w akcie oskarżenia - 29-letni Krzysiek i 49-letni Rysiek ją też oblali benzyną. Ale Ewa zdążyła uciec, zanim zajęła się ogniem.

Oskarżeni mieli usłyszeć wyrok we wtorek za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem i usiłowanie zabójstwa. Mieli, ale nie usłyszeli. Bo zamiast go odczytać, przewodnicząca składu sędziowskiego na nowo otworzyła przewód sądowy. Zapowiedziała między innymi dopuszczenie nowych dowodów i przesłuchanie kolejnych świadków - w tym po raz kolejny - Ewy.

- Jest to niezbędne, żeby w pełni wyjaśnić tę tragedię - podkreśliła sędzia Ewa Kabzińska. Rozprawa została odroczona do 11 grudnia.

Spalona żywcem

Tragedia wydarzyła się w Aleksandrowie Łódzkim. W ostatnim dniu życia Teresa ugotowała obiad. Spakowała jedzenie w garnki i poszła do córki - mieszkającej raptem kilkaset metrów dalej. U córki jest spokojnie - mieszka w schludnym bloku. Nie narzeka na to, że ktoś obok niej co chwila organizuje libację. A Teresa narzekała od lat.

- Wspólnie świętowaliśmy urodziny. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy - mówi zięć zmarłej.

Teresa do swojego domu wróciła wieczorem. Córka i wnuk pomagali jej przynieść garnki, w których wcześniej zaniosła obiad. Przed wejściem do mieszkania spotkali Krzyśka i Ryśka. Doszło do awantury. Dlaczego? Ktoś kogoś obraził -  jedni zrzucają na drugich. Przyjechała policja. Uspokoiło się.

Wszyscy rozeszli się do domów. Tylko córka Teresy została w mieszkaniu matki.  I to jej relacja była dla prokuratury najbardziej prawdopodobna.

Córka Teresy opowiada, że kiedy policja odjechała, do domu matki przyszła kobieta „od tamtych”.

- Wyciągnęła mamę na podwórko za włosy. Biła ją i krzyczała, że to przez nią przyjechała policja - opowiadała prokuratorom. I że odciągała agresywną kobietę od matki.

- Wróciłyśmy do mieszkania. Też dostałam, zaczęła lecieć mi krew. Miałam całą brudną bluzkę, więc ją zdjęłam - wspomina.

Zostawiły otwarte drzwi.

- Oni weszli do środka. Jeden złapał mnie za włosy, drugi wyciągnął mamę. Przewrócili nas na korytarzu. Jeden z nich zaczął nas czymś polewać. Usłyszałam "gińcie, suki" i poczułam benzynę – zeznała córka Teresy.

W akcie oskarżenia czytamy, że Ryszard D. oblał obie leżące na podłodze kobiety benzyną, którą kupił chwilę wcześniej na stacji benzynowej. Krzysztof C. podpalił Teresę.

- Udało mi się wstać. Nie zajęłam się ogniem. Tamci patrzyli, jak moja mama płonie. Próbowałam ją gasić, ale ona krzyknęła, żebym uciekała - tak swoją wersję w czasie procesu przedstawiła córka zabitej 59-latki.

Pobiegła do mieszkania. Powiedziała mężowi, co się stało. Ten zadzwonił po policję, straż pożarną i pogotowie. Potem rodzina wróciła pod dom Teresy. Przed budynkiem stał już tłum otaczający leżącą na ziemi 59-latkę. Niedługo potem zabrało ją pogotowie. W szpitalu wprowadzono ją w stan śpiączki farmakologicznej, z której nigdy się nie obudziła. Na szpitalnym łóżku umierała jeszcze 5 dni.

Biegły ocenił, że nie miała szans na przeżycie. "75 proc. powierzchni jej ciała zostało poparzonych. Głównie w okolicach układu oddechowego" – czytamy w jego raporcie dołączonym do akt sprawy.

Przerzucanie winy

Rysiek po wszystkim wrócił do mieszkania naprzeciwko Teresy. Tu został zatrzymany przez policję. Młodszy Krzysiek schował się w krzakach i stamtąd obserwował policjantów, którzy robili rozpoznanie wokół miejsca tragedii. Kiedy został zauważony, próbował uciekać. Na nic się mu to zdało. Trafił do aresztu, podobnie jak wujek.

W momencie zatrzymania Rysiek miał niecałe dwa promile w organizmie. Krzysiek miał o pół promila więcej.

Rysiek nie czuje się winny. Opowiada, że kupił benzynę na stacji. Butelkę niósł jednak Krzysiek. On miał go wyprzedzić i wcześniej dotrzeć do budynku przy Kilińskiego.

- Jak wróciliśmy do budynku, to tamta już płonęła. Krzysztof najpewniej to zrobił, bo widziałem, jak uciekał. Próbowałem ją gasić. Butem naciskałem na jej płonący łokieć. Jeżeli to Krzysiek ją podpalił, to on powinien za to odpowiedzieć - podkreślał w swoich wyjaśnieniach.

Co na to Krzysiek? Też nie czuje się winny. Na początku śledztwa mówił, że chciał postraszyć tylko kobiety i nie wiedział, że jedna z nich jest cała w benzynie. Potem - już w czasie rozprawy - nieco zmodyfikował wersję.

- Oni się szarpali. Mój wujek i tamte dwie kobiety. Chciałem ich uspokoić, dlatego wyjąłem zapalniczkę. Krzyknąłem, że jak się nie uspokoją, to ich spalę - twierdził.

Kiedy Teresa zaczęła płonąć, Krzysiek - jak twierdzi - ruszył z pomocą.

- Wstała i krzyczała. Wybiegła na podwórko. Żeby jej pomóc, podstawiłem jej nogę. Jak się wywróciła to dopiero można było ją gasić - twierdzi.

To nie jedyna nieścisłość w tej sprawie. Biegły wykluczył, że córka Teresy została polana benzyną. Stwierdził, że na pewno zajęłaby się ogniem przy próbie gaszenia matki. Poza tym na jej ubraniach nie zostały żadne ślady po paliwie.

W swojej mowie końcowej prokurator zażądał dla obu oskarżonych dożywocia i pozbawienia ich praw obywatelskich na 10 lat.

- Przyjdziemy na odczytanie wyroku. Chcemy ich zobaczyć ostatni raz w życiu, potem niech zgniją za kratkami - mówi zięć zabitej 59-latki.

Starają się nie przechodzić w pobliżu domu przy Kilińskiego.

- Słyszałem, że prawie już nie widać, że mamę spalili tam żywcem. Ale my i tak zawsze będziemy omijać to miejsce - kończy.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (1)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
bazar

Ci biegli z bożej boleści. Co biegły to inna opinia. Jak ktoś zapłaci to ma korzystna opinie

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Zasady forum
      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

      Pozostałe informacje

      Sprawdź, czy dokuczy ci dziś smog

      Partnerem serwisu jest PhilipsPhilips - partner serwisu

      INFORMACJE BIZNESOWE »

      Duże kontrowersje po decyzji Sejmu.  "Upominamy się 
o najgorzej traktowanych pracowników"

      Duże kontrowersje po decyzji Sejmu. "Upominamy się
      o najgorzej traktowanych pracowników"

      Upominamy się o tych pracowników, którzy dziś są najgorzej traktowani, którzy przez 28 lat byli wykorzystywani przez korporacje - komentował w programie "Tak Jest" przyjęcie przez Sejm ustawy ograniczającej handel w niedziele Alfred Bujara z NSZZ "Solidarność". czytaj dalej »

      INFORMACJE ZE ŚWIATA »

      USA oferowały miliony za jego schwytanie. Opuścił areszt

      USA oferowały miliony za jego schwytanie. Opuścił areszt

      Pakistańskie władze, działające na podstawie orzeczenia sądu, zwolniły w piątek z aresztu domowego Hafiza Saida, poszukiwanego w Stanach Zjednoczonych i podejrzanego o kierowanie zamachami terrorystycznymi w Bombaju na zachodzie Indii w 2008 roku. Zginęło w nich 166 osób. zobacz więcej »

      INFORMACJE SPORTOWE »

      Ta krowa wie, co to wygoda. Poznaj Rolinę i jej szczotkę

      Jej właścicielka twierdzi, że krowia dama szczotki używa nawet w nocy!

      Ryszard Terlecki i Jarosław Kaczyński na sali sejmowej (fot. Radek Pietruszka/PAP) czytaj dalej »