tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Jechali do wypadku. 400 metrów musieli pokonać biegiem, bo drogę blokowały auta

zobacz więcej wideo »
Jechali do wypadku. 400 metrów musieli pokonać biegiem, bo drogę blokowały auta
  • Nagranie z dojazdu strażaków do wypadkuNagranie z dojazdu strażaków do wypadku
  • Strażak o dojeździe do miejsca wypadkuStrażak o dojeździe do miejsca wypadku
  • Prezes OSP o korytarzu życiaPrezes OSP o korytarzu życia
Foto: korytarzzycia.pl | Video: korytarzzycia.pl Kierowcy na autostradzie zablokowali dojazd do wypadku. Strażacy musieli biec

Jadą do wypadku, ale nie mogą dojechać, bo przejazd blokują stojące na jezdni auta. Strażacy podejmują decyzję: biegniemy. Wysiadają z wozu i pędzą do zdarzenia. Przebiegli 400 metrów. - Ci ludzie pozamykali swoje samochody i poszli patrzeć, co się dzieje na drodze - denerwują się ratownicy i pokazują film z akcji.

Wypadek na dolnośląskim odcinku autostrady A4 koło Bolesławca. Kierowca busa, 38-letni mieszkaniec województwa małopolskiego, uderzył w tył jadącego przed nim tira. Mężczyzna zginął.

Nie mogli przejechać. Musieli biec

Służby do zdarzenia pędzą na sygnałach. Pokonują kolejne kilometry drogi. Część kierowców udostępnia im miejsce do przejazdu, tworząc tak zwany korytarz życia. Jednak część z przejazdu strażaków i policji zdaje sobie nic nie robić. Ich zachowanie widać na nagraniu z kamery umieszczonej w pojeździe strażaków ochotników z Czernej. W końcu wóz ratowników staje, a ci biegiem ruszają na pomoc.

- Tirowcy stanęli tak gęsto, że nie było możliwości zrobienia korytarza. Postanowiliśmy, że wychodzimy z samochodu i po prostu biegniemy. To są cenne sekundy - opisuje Marcin Kamiński z OSP w Czernej.

Strażacy do pokonania mieli 400 metrów. - Kierowcy ciężarówek zostawili samochody na lewym i prawym pasie. Pozamykali auta i poszli patrzeć, co się dzieje - denerwuje się Jarosław Śliwa, prezes OSP w Czernej. I dodaje: takie zachowanie to zagrożenie dla wszystkich. - I dla kierowców, i dla nas, a największe dla tych, którzy czekają na ratunek - podkreśla Śliwa.

"Tracimy cenny czas"

- To było koszmarne. Na materiałach widać, jak ludzie sobie spacerowali po autostradzie. Niejednokrotnie ze swoimi zwierzętami, z dziećmi. Dla nas to też jest stres. Tym bardziej że spieszymy się, żeby kogoś ratować - mówi Kamiński. To on prowadził auto, które nie mogło dojechać do zdarzenia.

- To jest tak, że jedni siedzą w samochodach i jak tylko słyszą, że jedziemy starają się zjeżdżać. Jednak są i tacy, którzy dopiero biegną do aut, żeby odjechać. Czasami to zajmuje pół minuty, a czasami dwie - przyznaje strażak. A w trakcie dojazdu do zdarzenia liczy się każda chwila. - Najważniejsze jest pierwsze pięć minut od zdarzenia. My te pięć minut albo przeciskamy się między samochodami, albo biegniemy na miejsce - kwituje prezes OSP.

Do zdarzenia doszło na autostradzie A4 w pobliżu Bolesławca:

Mapa Polski Targeo
Mapy dostarcza Targeo.pl

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Dowiedz się więcej...

Komentarze (5)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Kurumii
Kurumii

Dlaczego Polacy zwykłą drogę nazywają szumnie autostrada?. Autostrady w USA to dwa boczne pasy dla pojazdów uprzywilejowanych. W Polsce jakaś blacha i trawa.

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        1
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      krzempio

      Masakra z tymi naszymi kierowcami... ale zastanawia mnie jedna rzecz - dlaczego służby na takich drogach nie jadą pod prąd od następnego węzła? Wiadomo że jak dochodzi do wypadku to utworzy się korek przed miejscem zdarzenia, ale już za miejscem zdarzenia będzie pusta droga, więc pytanie czemu służby w takiej sytuacji nie wjeżdżają rozwiń

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          3
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            1
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          Piotru70
          Piotru70

          Czasami węzły są wiele kilometrów od siebie. Najważniejszy jest czas, a w trakcie interwencji nikt nie wie jak bardzo zakorkowana jest droga więc jada najkrótszą drogą.

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              2
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                1
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              wilma44
              wilma44

              nie wymyślaj dróg dojazdu służb ratunkowych, na całym świecie jadą najkrótsza drogą a obowiązkiem użytkowników ruchu jest umożliwienie dojazdu. W różnych krajach działa to różny sposób, np w UK służby jadą zawsze pasem awaryjnym i zablokowanie pasa wiąże się z wysokim karami.

              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                  7
                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                    0
                  • zgłoś naruszenie
                  zamknij
                  Sceptyczny1

                  W Niemczech i w Austrii jest obowiązek tworzenia korytarza - "Rettungsgasse" już wtedy, kiedy zaczyna tworzyć się korek, bez czekania na pojazdy straży czy pogotowia. A kto się do tego nie stosuje i utrudnia dojazd pojazdów uprzywilejowanych temu grozi kara do 2180 euro!

                  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                      12
                    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                        0
                      • zgłoś naruszenie
                      zamknij
                      Zasady forum
                      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

                      Pozostałe informacje

                      Światło na dobranoc

                      Światła aut, telefonów, latarek - co wieczór o 20.30 kierowane są na szpital dziecięcy w Providence. Żeby chorym dzieciom powiedzieć "dobranoc". Zobacz ToTeraz.

                      INFORMACJE BIZNESOWE »

                      Delegowanie na nowych zasadach. Godziny rozmów nie przynoszą porozumienia

                      Delegowanie na nowych zasadach. Godziny rozmów nie przynoszą porozumienia

                      Polska, kraje Grupy Wyszehradzkiej i kilka krajów regionu odrzuciły francusko-hiszpańską propozycję, aby objąć przepisami dyrektywy o pracownikach delegowanych sektor transportu, a jednocześnie wprowadzić zapis, że szczegółowe zapisy znajdą się w tak zwanym Pakiecie Mobilności UE. czytaj dalej »

                      INFORMACJE ZE ŚWIATA »

                      Wizyta do końca trzymana w tajemnicy. Sekretarz stanu USA w Afganistanie

                      Wizyta do końca trzymana w tajemnicy. Sekretarz stanu USA w Afganistanie

                      Szef amerykańskiej dyplomacji Rex Tillerson złożył w poniedziałek krótką, niezapowiadaną wizytę w Afganistanie. W bazie sił powietrznych Bagram rozmawiał z prezydentem Aszrafem Ghanim, premierem Abdullahem Abdullahem i innymi przedstawicielami władz Afganistanu. zobacz więcej »

                      INFORMACJE SPORTOWE »

                      Zbiory oliwek w Vendemian na południu Francji (GUILLAUME HORCAJUELO/PAP/EPA) czytaj dalej »