Rządowa rosyjska gazeta sugeruje, że zdjęcia ofiar mogli zrobić Polacy

Rządowa rosyjska gazeta sugeruje, że zdjęcia ofiar mogli zrobić Polacy
Rządowa rosyjska gazeta sugeruje, że zdjęcia ofiar mogli zrobić Polacy
tvn24
Rosyjska gazeta ma swoją tezętvn24

Rządowa "Rossijskaja Gazieta" utrzymuje, że za publikacją na rosyjskich stronach internetowych drastycznych zdjęć ofiar katastrofy polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem mogą stać "uczestnicy warszawskich batalii politycznych".

Moskiewski dziennik sugeruje też, że fotografie mogą pochodzić z zasobów komisji Jerzego Millera, a same zdjęcia mogły zostać wykonane nawet przez bliskich ofiar smoleńskiej katastrofy.

"Kto i w jakim celu wystawił na widok publiczny fotografie ofiar tragedii?" - pyta "Rossijskaja Gazieta" i odpowiada, że "obecni przy procedurze identyfikacji ciał ofiar uważają, iż zdjęcia te mógł wykonać każdy, kto miał przy sobie telefon z wbudowaną fotokamerą: od krewnych ofiar po personel techniczny - tak z Rosji, jak i Polski".

"Wersja Sikorskiego" Dziennik podkreśla, że "polskie osobistości oficjalne nie spieszą się z oskarżaniem Rosjan", a "swoją wersję, jak dotąd, przedstawił jedynie minister spraw zagranicznych tego kraju Radosław Sikorski". "W środę na jego polecenie do polskiego MSZ na rozmowę zaproszony został ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Aleksandr Aleksiejew. Przed mikrofonem publicznego Polskiego Radia Sikorski twierdził, że 'jakiś haker z Rosji próbuje osiągnąć to, co osiągnęli już ludzie, mówiący o sztucznej mgle, bombie helowej, dwóch wybuchach, zamachu i wypowiedzianej Polsce wojnie, a mianowicie - skłócić Polaków, doprowadzić do wojny wewnętrznej w Polsce, znów podgrzać smoleńskie emocje'" - przekazuje "Rossijskaja Gazieta".

Rosjanin nie istnieje?

Jej zdaniem "szef resortu spraw zagranicznych prawdopodobnie ma rację - ponownie podgrzać emocje wokół smoleńskiej tragedii, to jedyne, co można osiągnąć przez publikację fotografii". Rządowy dziennik zauważa zarazem, że "wątpliwość wywołuje istnienie rosyjskiego hakera, który jest zainteresowany tym, by podgrzać i tak już napiętą atmosferę życia politycznego w Polsce". "W kraju tym między głównymi siłami politycznymi już od dawna trwa tzw. polsko-polska wojna. I jeśli ktoś był zainteresowany pojawieniem się zdjęć, to nie byli to Rosjanie, a raczej uczestnicy warszawskich batalii politycznych" - konstatuje "Rossijskaja Gazieta". Dziennik odnotowuje, że Naczelna Prokuratura Wojskowa zakomunikowała, iż opublikowane zdjęcia nie pochodzą z materiałów polskiego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. "Wojskowa prokuratura nie wie, czy fotografie te były w posiadaniu innych służb, które zajmowały się badaniem katastrofy, w tym komisji pod przewodnictwem byłego ministra spraw wewnętrznych Polski Jerzego Millera" - podaje "Rossijskaja Gazieta".

Kilka tygodni w sieci We wtorek polskie media ujawniły, że na rosyjskich stronach internetowych znajdują się drastyczne zdjęcia ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Według ABW fotografie niektórych ofiar pojawiły się na rosyjskich stronach 28 września. MSZ RP przekazało ambasadorowi Rosji, że Polska oczekuje ukarania winnych wycieku drastycznych fotografii. Komitet Śledczy FR oświadczył ze swej strony, że nie są to zdjęcia z jego śledztwa. Interwencję wobec strony rosyjskiej podjęli również prokurator generalny Andrzej Seremet i minister sprawiedliwości Jarosław Gowin.

Bloger z Ałtaju Blog, w którym opublikowano zdjęcia, prowadzony jest przez Antona Sizycha z Barnaułu, w Kraju Ałtajskim na Syberii. Swoje blogi prowadzi on w kilku serwisach blogowych. Ma też profile na najbardziej znanych portalach społecznościowych. Najczęściej występuje pod nickiem "Gorożanin iz Barnauła". Sizych nie podaje praktycznie żadnych informacji na swój temat. Wiadomo tylko, że ma 51 lat i że jest żonaty.

Materiał ilustrowany fotografiami ofiar katastrofy polskiego samolotu, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego, autor blogu anonsuje jako kompilację dwóch tekstów blogerki Tatiany Karacuby.

Stoją za tym służby? 57-letnia Karacuba na swojej stronie internetowej przedstawia się jako doktor psychologii i dziennikarka. Jest absolwentką Wydziału Dziennikarstwa Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego (MGU) im. Michaiła Łomonosowa i Wydziału Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Służby Państwowej przy prezydencie Federacji Rosyjskiej. W przeszłości Karacuba pracowała w agencji APN i piśmie "Mieżdunarodnaja Żyzń", a także w strukturach ONZ w Nowym Jorku i Genewie. W latach ZSRR instytucje te były często wykorzystywane przez KGB jako przykrywka dla oficerów jego wywiadu. Z materiału w blogu Sizycha wynika, że wydarzenia, które rozegrały się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, mogły być z góry zaplanowane i mieć rytualny charakter. To samo miałoby dotyczyć wspomnianej w tej publikacji katastrofy rosyjskiego samolotu pasażerskiego Suchoj SuperJet w Indonezji w maju tego roku, zatonięcia promu "Bułgaria" na Wołdze w lipcu 2011 roku, zabójstwa dwóch dziewczynek w Sewastopolu na Krymie w lutym 2011 roku, oraz katastrofy śmigłowca Mi-8 na Ałtaju w styczniu 2009 roku. Autor blogu nie zdradza, kto udostępnił jemu lub Karacubie te szokujące zdjęcia.

Autor: mtom/k / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: rg.ru

Raporty: