Moscovici chce być komisarzem, "właściwym człowiekiem na właściwym miejscu”

Pierre Moscoviciwikipedia.com

Popierany przez Francję, lecz odrzucany przez Niemcy były francuski minister gospodarki i finansów Pierre Moscovici może być dziś pewny objęcia analogicznego stanowiska w KE. Angela Merkel miała ostatecznie dać się przekonać do kandydatury Francuza.

Moscovici, który stał na czele ministerstwa gospodarki i finansów przez pierwsze dwa lata prezydentury Francois Hollande'a, może pochwalić się dużym doświadczeniem na szczeblu unijnym. Ten były europoseł i minister do spraw europejskich we francuskim rządzie w latach 1997-2002 był również wiceprzewodniczącym europarlamentu od 2004 do 2007 roku.

"Właściwy człowiek na właściwym miejscu"

Komentując w "Le Monde" swoją kandydaturę na komisarza UE ds. gospodarki i finansów, powiedział, że jest "właściwym człowiekiem na właściwym miejscu”, a prawie dwa lata spędzone we francuskim ministerstwie gospodarki umacniają jego wiarygodność na tym stanowisku, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę "miejsce, jakie zajmują dziś sprawy europejskie w pracy ministra gospodarki i finansów". Do ostatniej chwili nominacja Francuza nie była jednak oczywista. - Pierre Moscovici jest socjaldemokratą, w poglądach bliższym liberałom, którzy bronią polityki opartej na gospodarce konkurencyjnej, faworyzującej podaż. Jest to więc zupełne przeciwieństwo polityki rygoru budżetowego stosowanej w Unii i aktywnie promowanej przez Niemcy - zaznaczył w rozmowie z PAP ekonomista Pascal De Lima.

M.in. stąd tak długi sprzeciw kanclerz Niemiec Merkel wobec kandydatury Francuza. - Poza tym dla Merkel nie do przyjęcia było, żeby w Komisji za sprawy gospodarcze i walutowe odpowiadał przedstawiciel państwa, które wciąż nie radzi sobie z redukcją własnego deficytu, a miałoby pouczać innych - dodaje De Lima. Jego zdaniem to ostatnie zmiany w rządzie premiera Manuela Vallsa przyczyniły się do zmiany w nastawieniu kanclerz Niemiec do kandydatury Moscoviciego. - Reakcja Vallsa, gdy przeforsował dymisję ministra gospodarki, po tym gdy ten podważył zasadność unijnej dyscypliny budżetowej, musiała uspokoić Berlin i utwierdzić Angelę Merkel w przekonaniu, że Francja i Niemcy rzeczywiście podążają w tym samym kierunku - ocenia ekonomista.

"Mizerny bilans"

Jednak według niego nominowanie Moscoviciego nie musi być odbierane jako sukces Francji.

- Nie wiem, czy jest się czym chwalić, jeśli na stanowisko komisarza wysyła się człowieka, który został odwołany ze stanowiska (ministra) po klęsce w wyborach lokalnych i którego bilans działalności na stanowisku ministra gospodarki jest mizerny - ocenia. - Przez ostatnie dwa lata Moscovici nie zdołał przecież podnieść siły nabywczej Francuzów czy zwiększyć inwestycji, nie mówiąc już o deficycie publicznym, którego nie potrafił zmniejszyć - przypomina. - Trudno się jednak dziwić, że to właśnie on został oficjalnym kandydatem Francji na to stanowisko. Jest w końcu dobrym znajomym Hollande'a - dodaje De Lima. Po odwołaniu Moscoviciego 2 kwietnia francuski prezydent miał mu obiecać poparcie w staraniach o fotel komisarza. Tak też brzmiała treść listu przesłanego 29 lipca przez kancelarię prezydencką do przewodniczącego przyszłej Komisji Europejskiej Jean-Claude'a Junckera. De Lima ocenia, że pole manewru Moscoviciego będzie ograniczone. - Jako komisarz będzie mógł proponować różne rozwiązania, ale ostatnie słowo należeć będzie zawsze do europarlamentu - wyjaśnia. - Poza tym dla pewności, że Moscovici nie wywróci do góry nogami unijnej polityki gospodarczej, na wicekomisarza zaproponowano znanego z poparcia dla budżetowego rygoru Fina Jyrkiego Katainena. Z takim współpracownikiem Moscovici na pewno będzie musiał trzymać się w ryzach - podkreśla ekspert.

[object Object]
"Donald Tusk mógłby się uczyć od Jacka Saryusz-Wolskiego"tvn24
wideo 2/22

Autor: db\mtom / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: wikipedia.com