tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Wejście smoka w świat e-papieru

Wejście smoka w świat e-papieru
Foto: apple.com Pożegnanie z papierem może wyglądać właśnie tak

Narodziny iPada to wejście smoka w papierowy świat. Specjaliści nie mają wątpliwości, że to urządzenie zmieni nasze czytelnicze nawyki. Polscy dystrybutorzy i wydawcy nie chcą czekać na te zmiany z założonymi rękami. Rynek e-publikacji zaczęli też w końcu analizować nasi parlamentarzyści. – Czy nam się to podoba czy nie, gazety i książki będą musiały się przystosować do nowego środowiska – mówi medioznawca Mirosław Filiciak.

Na chwilę obecną iPad ma największe szanse na rozwój, bo jest prawdziwym multimedialnym terminalem, przez który będziemy konsumować dużą część informacji

Urbanowicz iPad

iPad, czyli lekki przenośny tablet, który oprócz możliwości przeglądania Internetu, oglądania filmów i słuchania muzyki pozwala na bardzo wygodne czytanie elektronicznych książek i gazet, zadebiutował w sprzedaży za oceanem na początku tego miesiąca. Już pierwszego dnia sprzedaży gadżet od Apple kupiło 300 tysięcy osób.

W Polsce według nieoficjalnych informacji ma pojawić się jesienią. Ale pierwsze egzemplarze gadżetu ze stajni Steva Jobsa zawędrują nad Wisłę na pewno wcześniej. A wraz z jego pojawieniem zmienią się reguły gry na naszym rynku e-publikacji.

- iPad nie jest rewolucją technologiczną, ale marketingową – mówi Krzysztof Urbanowicz, specjalista nowych mediów i doradca marketingowy.  - Na chwilę obecną ma największe szanse na rozwój, bo jest prawdziwym multimedialnym terminalem, przez który będziemy konsumować dużą część informacji – podkreśla.

Wydawcy i kolporterzy na start!

Książki czy gazety mogą być jednym z wygranych tego rozwoju. Głównie dlatego, że jest ich idealnym nośnikiem -  można zabrać na nim do torebki wszystkie ulubione pozycje i wygodnie je przeglądać przy pomocy palców, przekładając kolejne elektroniczne „kartki” jak prawdziwy papier.

Dlatego polscy dystrybutorzy i wydawcy nie czekają z założonymi rękami. Najszybciej wystartował serwis e-Gazety.pl, który w Internecie sprzedaje ponad 300 tytułów prasowych. Od 1 kwietnia z AppStore - sklepu Apple z aplikacjami - można pobrać specjalny czytnik, który ułatwi czytanie oferowanych przez serwis gazet na iPadzie.

Na urządzenie w Polsce czeka też największy tradycyjny kolporter polskiej prasy, czyli Ruch, który planuje wielką rewolucję w swoim biznesie. Firma chce sprzedawać artykuły prasowe w formie cyfrowej i jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna” - połączyć start internetowego sklepu iRuch z premierą iPada w naszym kraju. Kolporter ma już prowadzić pierwsze rozmowy w tej sprawie z firmą Apple.

Rozruszać rynek e-książki

Nie śpią też dystrybutorzy elektronicznych książek, popularnie zwanych e-bookami. Prace nad specjalną wersją aplikacji na iPada zapowiada spółka Net Press Digital, która prowadzi jedną z większych polskich księgarni internetowych - Nexto.pl. Czytnik dopasowany do tabletu ma być gotowy również jesienią.

Świat polskich e-booków ostatnio zelektryzowała jednak inna wiadomość. Niedługo po premierze iPada Empik ogłosił objęcie 51% udziałów w internetowej księgarni Virtualo.pl. Sprzedaż e-booków będzie nadal odbywało się na tej witrynie, ale już od wakacji książki cyfrowe na różne nośniki będzie można kupić też  przez internetowy sklep Empiku. Specjaliści oceniają, że ten ruch może mocno rozruszać rynek e-czytelnictwa w Polsce. - Mamy nadzieję, że nasi rodzimi wydawcy dostrzegą ogromne możliwości drzemiące w segmencie e-booków - przyznaje otwarcie Eyal Lahav, prezes zarządu Empiku.

Politycy wiedzą, że drukowana książka umiera

W 2009 roku po raz pierwszy można było stwierdzić, że liczba użytkowników Internetu przekroczyła liczbę odbiorców tradycyjnego medium druku, jakim jest książka.

Raport ministerstwa kultury

Tak wygląda internetowa księgarnia iPada, fot. apple.com

Temat e-książki w końcu znalazł też zainteresowanie wśród parlamentarzystów. Na swoim ostatnim posiedzeniu sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu dyskutowała o raporcie „Biblioteki cyfrowe i książka elektroniczna”. - Rozmawialiśmy o problemach, jakie mogą zachodzić w relacjach między książką tradycyjną i elektroniczną – mówi przewodnicząca komisji, Iwona Śledzińska- Katarasińska.

Przygotowane przez Ministerstwo Kultury opracowanie zwraca uwagę na malejącą popularność papieru wśród czytelników. W 2009 roku po raz pierwszy można było stwierdzić, że liczba użytkowników Internetu przekroczyła liczbę odbiorców tradycyjnego medium druku, jakim jest książka.

Polska e-rewolucja?

Czy wobec tych ruchów drepczący dotąd w miejscu rynek e-publikacji w Polsce ma wreszcie szansę na przebudzenie? – To jeszcze nie jest rewolucja – mówi Krzysztof Urbanowicz – Rynek e-booków w Polsce jest na razie bardzo mały w porównaniu na przykład do amerykańskich realiów, gdzie w sieci dostępnych jest kilkaset tysięcy cyfrowych publikacji.

Ale Urbanowicz nie studzi zapału - Proszę zauważyć, że tak wielcy gracze jak Empik, Ruch czy Kolporter rzeczywiście zdecydowanie zmierzają w tym kierunku rozwoju.

Polskim firmom takie urządzenie jak iPad może tylko pomóc, bo Apple ze swoim pomysłem na biznes i internetową księgarnię iBook może spopularyzować wśród nieprzekonanych czytanie na przenośnych ekranach.

- Nie chodzi o to, czy ten sprzęt ma wady i czy mógłby być lepszy. Bo za chwilę na rynku pojawią się kolejne podobne urządzenia, chociażby od Microsoftu – mówi Urbanowicz i wskazuje, że ważne jest samo podejście do konsumpcji mediów i prezentowania informacji: – W mojej ocenie tablety są następnym etapem rozwoju prasy i prawdopodobnie książek.

Bo publikacje przyszłości mogą na nich wyglądać na przykład tak:

Kto zgarnie rynek?

Ale pokładanie nadziei w samej technologii może nie wystarczyć. Liderem na rynku zostanie ten, kto oprócz na urządzeniu skupi się też na dobrej strategii. – Największe szansę ma tu Empik, który jest nie kioskiem, ale sklepem z prawdziwego zdarzenia, ma duże doświadczenie w e-handlu i dobrze radzi sobie w internecie - twierdzi Urbanowicz.

A to może być grząski grunt. – W oczach internautów i konsumentów nie powiódł się na przykład projekt eClicto, pierwszy polski czytnik e-booków i towarzysząca mu księgarnia wprowadzona przez Kolportera  – mówi Marek Miller z wydawnictwa Polskapresse, który prowadzi też bloga o zmianach w prasie.

Wtóruje mu Urbanowicz i wymienia wady czytnika: brak połączenia z internetem, ograniczenie się tylko do funkcji czytania, słaba oferta i format książek, który docelowo miał wyświetlać się tylko na jednym urządzeniu.

Obydwoje zgadzają się, że wielkie zadanie leży przed wydawcami gazet. – Ciężko powiedzieć, jaka dokładnie będzie przyszłość prasy w kontekście takich urządzeń, jak tablety. Ale na pewno będzie musiała się do tego nowego medium dostosować– mówi Miller.

Urbanowicz w rozwoju technologii widzi wręcz szansę dla gazet: - Trzeba się spodziewać wejścia na rynek e-publikacji wydawców prasowych, którzy produkują bardzo dużo wartościowych treści. Wydawnictwa na pewno nie powinny czekać na iPada z założonymi rękami.

To nie jest e-papier jaki znamy

Żeby zasłużyć na uwagę czytelnika, będą się musiały jednak nieźle napracować. Specjaliści podkreślają, że proste odwzorowanie własnych publikacji  w nowych narzędziach nie wystarczy.

– Gazety powinny spojrzeć w przyszłość i przestać traktować siebie tylko jako zbiór tekstów – przekonuje Miller i podaje zagraniczne przykłady. Niezwykłą aplikację na iPada przygotowuje m.in. The New York Times, uzupełniając tekst interaktywną grafiką, dźwiękiem i wideo.

Podobnie powinna wyglądać e-książka przyszłości. – E-book musi być prawdziwie multimedialny. Gdy przerwę lekturę na czytniku i wsiądę do samochodu, powinien się połączyć z komputerem pokładowym, który przejmie czytanie już w formie audio. Kiedy skończę słuchać i będę miał ochotę pooglądać książkę, wyświetlę sobie wideo z lektorem –wyobraża sobie Krzysztof Urbanowicz, który zetknął się już z podobnymi produktami.

Oddech młodych na plecach tradycji

Kiedy rozmawialiśmy z młodymi ludźmi, to było dosyć ewidentne, że teksty na papierze są uciążliwe i niewygodne. Te teksty żyją dopiero wtedy, kiedy ktoś je zeskanuje i wrzuci do internetu,  bo wtedy można je przesłać znajomym, mieć pod ręką w sieci czy łatwo przeszukać.

Filiciak ebook

Dla kogo to wszystko? Mirosław Filiciak, medioznawca z SGGW i współautor raportu „Młodzi i media” nie ma wątpliwości, że nowości w e-czytaniu najszybciej przekonają młodych ludzi, którzy dorastali w otoczeniu komputerów i internetu. - Czy nam się podoba czy nie, książki i gazety będą musiały przystosować się do tego środowiska, a nie na odwrót.

Filiciak podkreśla, że młodzi już teraz są awangardą w nowych sposobach korzystania z tekstów. – Kiedy z nimi rozmawialiśmy, to było dosyć ewidentne, że teksty na papierze są uciążliwe i niewygodne. Te teksty żyją dopiero wtedy, kiedy ktoś je zeskanuje i wrzuci do internetu,  bo wtedy można je przesłać znajomym, mieć pod ręką w sieci czy łatwo przeszukać.

To dlatego specjaliści i nauczyciele za oceanem zastanawiają się, czy szkolne biblioteki powinny jeszcze w ogóle inwestować w książki papierowe. I stoją przed trudnym problemem.  Bo choć e-papier daje więcej możliwości, to tradycyjna książka pozwala się bardziej skupić, gdy pod palcem nie czeka na nas tysiąc innych rzeczy.

- E-book może ewidentnie zabić tradycyjny sposób lektury, ale jest z kolei bardziej zbliżony do naszych współczesnych nawyków fragmentarycznego czytania – twierdzi Filiciak.

Politycy szukają rozwiązań

Nad przyszłością e-papieru w edukacji młodych zastanawiają się też nasi politycy. Omawiając wspomniany raport, podkreślali, że z polskiej perspektywy książka w elektronicznej formie nie musi być wcale wybrykiem czy luksusem. To szczególna szansa na przykład dla młodzieży wiejskiej, bo rozwiązuje problemy niedostatecznej infrastruktury czy ubogiej oferty bibliotecznej.

Jeśli chodzi o polityków, to przed nimi w popularyzacji e-czytelnictwa leży jeszcze jeden duży problem. Na spotkaniu Komisji Kultury wielokrotnie pojawiał się argument, że tym co w Polsce najbardziej hamuje rozwój e-booków jest nieprzystosowane do technologicznych realiów prawo autorskie.

- Rzeczywiście musi pojawić się takie prawo, które będzie dostosowane do zmieniających się technik przekazu i postulatu łatwego udostępniania w przestrzeni publicznej podręczników, opracowań naukowych czy książek – mówi portalowi tvn24.pl Iwona Ślesińska-Katarasińska, przewodnicząca komisji.

Rewolucja u bram

Chcąc czy nie, do nowych reguł gry będą musieli przystosować się wszyscy – dystrybutorzy, wydawcy, nauczyciele i samo prawo. Życie papieru po iPadzie nie będzie już takie samo, tym bardziej, że po piętach depczą mu już kolejne urządzenia, które mają nam ułatwić e-czytanie.

- Na razie to my, eksperci mówimy, że to, co mamy teraz już nam nie wystarczy – konkluduje Urbanowicz. – Ale mówimy tak dlatego, że jeśli ludzie zobaczą, co można mieć zamiast jednej papierowej książki czy gazety, to my wszyscy przyzwyczajeni do internetu, serwisów społecznościowych, wideo w sieci będziemy taką interaktywną książkę chcieli mieć. Bo to ona da nam bardzo duże możliwości, które znamy już z sieci czy telefonu komórkowego, ale dopiero zagoszczą w świecie książki i gazety – podsumowuje.

Monika Borycka/ola/k

Podziel się:

Bądź na bieżąco:

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje