Tusk: kilkuset durniów próbowało udowodnić, że są ważniejsi od Euro 2012

Premier Donald Tusk dobrze ocenia działanie policji podczas wtorkowych burd w Warszawie. - Policja miała jedno zadanie: nie doprowadzić do eskalacji zamieszek - powiedział premier. Według niego jednak, nie da się zapanować nad wszystkim. - Nie ma cudów - oświadczył Tusk.
Jak zauważył premier na konferencji prasowej, próby konfrontacji między kibicami były do przewidzenia. - Ale biorąc pod uwagę emocje i niepokój towarzyszący przygotowaniom, uważam zajścia za ograniczone w swojej skali - powiedział.
Według niego, "nic nie tłumaczy tych, którzy atakują gości". - My jako gospodarze powinniśmy czuć się odpowiedzialni za komfort i bezpieczeństwo wszystkich gości ze wszystkich krajów. Policja miała jedno główne zadanie: nie doprowadzić do większej skali zamieszek, na skalę setek lub tysięcy ludzi, bo takie sytuacje miały w przeszłości miejsce - uznał szef rządu.
Nic nie tłumaczy tych, którzy atakują gości. Z uznaniem przyjąłem słowa ubolewania i przeprosin wielu osób publicznych w tym pani prezydent Warszawy. My jako gospodarze rzeczywiście powinniśmy się czuć przede wszystkim odpowiedzialni za bezpieczeństwo i komfort wszystkich gości, niezależnie od tego, z jakiego kraju przyjeżdżają.
Donald Tusk
"Nie ma cudów"
- Policja działała skutecznie, godząc dwie potrzeby - nie eskalować napięcia i nie brutalizować swoich działań, a jednocześnie działać ostro i konsekwentnie, stąd tak duża grupa zatrzymanych - ocenił.
Premier zapowiedział, że w ciągu najbliższych kilkunastu, kilkudziesięciu godzin chuligani nadal będą zatrzymywani. Zwrócił też uwagę, że po meczu nie doszło do żadnych incydentów, choć były takie obawy. - Istniało ryzyko wbiegnięcia na murawę kibiców drużyny gości, stąd obecność policji na stadionie. Nie wszyscy byli z tego zadowoleni, ale to nasza decyzja, bo to my odpowiadamy za bezpieczeństwo - podkreślił Tusk.
Według niego "nie da się nad wszystkim zapanować". - Nie ma cudów - powiedział.

Tusk komentując w środę zajścia po meczu Polski z Rosją podkreślił, że należy dokończyć wojnę z "kibolstwem i chuligaństwem". - Dla nas dzisiaj problemem jest dokończenie wojny z kibolstwem, chuligaństwem i bandytyzmem, którego zaledwie drobnym przejawem były wczorajsze wydarzenia. Mogę obiecać bezwzględność i żelazną konsekwencję w tępieniu tych zachowań"- oświadczył premier.
- Czeka nas jeszcze bardzo poważna praca z prokuraturą, ze środowiskiem sędziowskim. Mamy problemy, by skutecznie skazywać chuliganów i bandytów, którzy terroryzują innych ludzi na ulicach - dodał.

"To nie była historyczna bitwa"
Naprawdę nie doszło do jakiejś historycznej bitwy polsko-rosyjskiej, tylko kilkuset durniów z jednej i drugiej strony usiłowało udowodnić, że są ważniejsi od zwykłych ludzi, mistrzostw Europy. Tym damy nauczkę, czy to byli Polacy, czy Rosjanie, czy ktokolwiek inny.
Donald Tusk
Według szefa rządu "nie doszło do historycznej bitwy polsko-rosyjskiej, tylko kilkuset durniów próbowało udowodnić, że są ważniejsi od Euro 2012". - Nie mam wrażenia, by światowa opinia publiczna była przygnębiona tym, co się zdarzyło w Warszawie. Warszawa, mimo że mieliśmy do czynienia z meczem wyjątkowego ryzyka, okazała się bezpieczniejsza niż wiele innych miast na świecie - ocenił premier.
Jego zdaniem, policjanci w Warszawie mieli bardzo trudne zadanie, ponieważ musieli działać w rozproszeniu, w różnych miejscach, na obszarze całego miasta.

"Nie widzę powodu do nadzwyczajnych spotkań"
W opinii Tuska do tej pory Euro ma raczej spokojny przebieg. Na pytanie, czy zamierza spotkać się z doradcą Władimira Putina Fiedotowem, odpowiedział: "Nie widzę powodu do histerii i nie sądzę, by po stronie rosyjskiej ktokolwiek chciał ulegać histerii. Nie widzę powodu do nadzwyczajnych spotkań".
Premier zaznaczył również, że czeka nas jeszcze wiele meczów podwyższonego ryzyka, a "bandytyzm kiboli jest nowoczesny", bo są to grupy dobrze skomunikowane i
działające w porozumieniu.
Jaki wynik obstawia premier?
Jeśli Polska zagra tak, jak w drugiej połowie z Rosją, to może zostać mistrzem Europy. Mówię o tym z pełnym przekonaniem. Jeśli zagra tak, jak w drugiej połowie z Grecją, to nie wyjdzie z grupy.
Donald Tusk
Poproszony o wytypowanie wyniku meczu Polska-Czechy Tusk odpowiedział: 2:0. - Mówię poważnie, z tym 4:0 trochę żartowałem, a teraz mówię poważnie - dodał. We wtorek premier pytany o typy na wtorkowy mecz Polska-Rosja odpowiedział, że wyniku nie odważy się typować, ale "coś mu zadrgało w sercu i w głowie, że Polska wygra i to wysoko - 4:0".
Dziennikarze prosili też Tuska o komentarz do informacji o tym, że w sobotnim meczu Polska-Czechy - z powodu kontuzji - może nie zagrać czeski bramkarz Petr Cech.
- Nikomu nie życzę kontuzji, często drużyna, na którą spadają jakieś plagi, kontuzje, wykluczenia, tak się mobilizuje, że jest jeszcze groźniejsza - zaznaczył premier.
- Spójrzmy chociaż, jak bronił zmiennik Wojtka Szczęsnego - Przemek Tytoń - na pewno nie żałowaliśmy, że stał w bramce i z Grecją, i wczoraj z Rosją - dodał. Tytoń zastąpił Szczęsnego w meczu Polska-Grecja, po tym jak polski bramkarz dostał czerwoną kartkę. Później podczas tego meczu Tytoń obronił rzut karny.
Szef rządu dopytywany, kto powinien stanąć w polskiej bramce w sobotę, odpowiedział jedynie: "dałem słowo honoru Franciszkowi Smudzie, że nie będę wychodził przed szereg".












