tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

"Możecie te dzieci oddać". Ustawa jest, pieniędzy brak

"Możecie te dzieci oddać". Ustawa jest, pieniędzy brak
Foto: tvn | Video: tvn Pieniądze ważniejsze niż dobro dzieci

Dzieci w rodzinnych domach zastępczych miały zostać otoczone wszechstronną opieką, wspieraną przez specjalnych koordynatorów. Ale nie są. Brakuje na to pieniędzy. Pozostawieni sami sobie zastępczy rodzice zwracają się o pomoc do samorządów, gdzie czasami otrzymują... propozycję oddania dzieci.

Według deklaracji rządu, przygotowując nową ustawę, kierowano się tylko dobrem dziecka. Jednak to dobro bardzo szybko ustąpiło miejsca wartościom materialnym. W celach oszczędnościowych zapisy zmieniano jeszcze przed wejściem w życie ustawy, a obecnie w Senacie jest już kolejna nowelizacja.

Rodzinne domy zastępcze miały być wspierane przez koordynatorów. - To mieli być tacy przyjaciele rodziny, którzy by koordynowali pomoc potrzebną dzieciom, od psychologów, psychiatrów po pomoc techniczną. Ustawa miała wprowadzić organizatorów pieczy w powiatach - mówi Przewodniczący Towarzystwa "Nasz Dom" Tomasz Polkowski.

Nikt nie przychodzi

Ze względu na brak pieniędzy owi koordynatorzy nie za bardzo spełniają swoją rolę. - Tak naprawdę ja od nowego roku kontakt mam bardzo sporadyczny, nikt nie przychodzi do dzieci, a mam dzieci, które są wymagające, z zespołem FAZ, panie po prostu nie mają czasu - opowiada Joanna Adamik, która prowadzi Rodzinny Dom Zastępczy w Rudawie.

- Samorządy szczególnie wtedy, kiedy dzieci są na przykład z innego powiatu i kiedy wchodzi w grę ściąganie środków finansowych z innego powiatu, to mówią - zupełnie nie patrząc na dobro dziecka - "możecie po prostu te dzieci oddać" - relacjonuje obecną sytuację Joanna Luberadzka-Gruca z koalicji na rzecz rodzinnej opieki zastępczej.

"Manna z nieba nie leci"

W oczach osób prowadzących rodzinne domy urzędnicy zapominają, że rodzice dają dzieciom coś niepoliczalnego. Otaczają dzieci prawdziwą miłością i poczuciem bezpieczeństwa. - My kochamy te dzieci, my je wychowujemy, kochamy, przyzwyczajamy się do nich - tłumaczy Henryka Krzywonos-Strycharska.

Legenda solidarności, która prowadziła rodzinę zastępczą i rodzinny dom dziecka dodaje, że za to "manna z nieba nie leci, trzeba uszanować ludzi, którzy to robią". Świadczenia z tego tytułu od 2004 roku nie wzrosły nawet o złotówkę. Tymczasem ludzie opiekujący się cudzymi dziećmi często słyszą, że na nich zarabiają.

mps/tr

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje