tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Klich: Najwyżej napiszmy swój raport

Klich: Najwyżej napiszmy swój raport
Foto: TVN24 | Video: TVN24 Klich: napiszemy drugi raport

Edmund Klich wyklucza negocjowanie z Rosjanami kształtu raportu o katastrofie smoleńskiej. - Jeśli nasze stanowisko nie będzie uwzględnione, napiszmy swój raport, historia zna takie przypadki – stwierdził polski przedstawiciel przy MAK. Przyznał też, że w raporcie nie było prawie mowy o odpowiedzialności strony rosyjskiej.

– W raporcie MAK niewiele było o działaniach strony rosyjskiej, w tym kontrolerów. Natomiast był zdecydowanie nakierowany na działalność strony polskiej, a zwłaszcza pilotów – przyznał Klich, zastrzegając: - Nie mówię o winie kontrolerów, ale to powinno być w raporcie. Jeśli tego nie ma, to trudno uznać raport za obiektywny – dodał.

Pytany, czy więcej winy za katastrofę ponosi zatem strona rosyjska czy polska, stwierdził: - Nie mówię w ogóle o winie, ale o grupie przyczyn. Więcej jest po stronie polskiej, ale niektóre są i po rosyjskiej.

"Nie można negocjować prawdy"

Klich odniósł się też do propozycji eksperta prawa lotniczego prof. Marka Żylicza odnośnie konsultacji polsko-rosyjskiej w sprawie ostatecznej wersji raportu. - Profesor Żylicz jest prawnikiem i może dla prawnika jest to dopuszczalne. Ale nie dla badacza. Nie można negocjować prawdy. Jest prawda, są fakty i trzeba je ocenić, wyciągnąć wnioski i ustalić przyczyny. Myśmy przekazali wiarygodne i zdecydowane stanowisko. Jeśli nie będzie uwzględnione, my napiszmy swój raport, historia zna takie przypadki - stwierdził.

Według pułkownika raport ma luki w przedstawianiu działań strony rosyjskiej. - Były emocje w wieży kontrolnej, rozmowy telefoniczne, nawet naciski. To powinno być zawarte w raporcie i przeanalizowane. Czy miało to wpływ na bezpieczeństwo lotu, czy nie – stwierdził Klich.

Oglądaj
"W raporcie niewiele bylo o dzialaniach strony rosyjskiej"
Wideo: TVN24 "W raporcie niewiele bylo o dzialaniach strony rosyjskiej"

"Nie otrzymałem konkretnych odpowiedzi"

Przyznał też, że wielokrotnie kierował do komisji MAK pytania o rozmowy ewentualne naciski na kontrolerów i o to, z kim się konsultowali. - Nie otrzymałem konkretnych odpowiedzi – przyznał, dodając: - W gronie osób, które kontaktowały się z wieżą, byli ludzie także z Moskwy, ale nie tylko. Nie chcę wchodzić w szczegóły, raport powinien to wyjaśnić. Jeśli tego nie ma, to jest dziurawy i niewiarygodny.

Zdaniem polskiego przedstawiciela rosyjski MAK nie traktował śledztwa ws. smoleńskiej katastrofy priorytetowo. - Odnosiłem wrażenie, że MAK traktowali to jak jedną z wielu katastrof. Ale nie należy się śpieszyć, trzeba wszystko wyjaśnić, bo dla Polski i dla świata to katastrofa szczególna. Dlatego podkreślałem wagę każdego detalu, bo ten raport nie będzie wiarygodny i nie będzie do przyjęcia przez polską opinię publiczną - podkreślił Klich.

Oglądaj
Klich: kontrolerzy kontaktowali się z Moskwą
Wideo: TVN24 Klich: kontrolerzy kontaktowali się z Moskwą

"Nikt nie miał prawa przeżyć"

Pułkownik zapewnił, że od początku nie traktuje poważnie teorii spiskowych, które powstały po katastrofie. - Nikt nie miał prawa przeżyć uderzenia o ziemię w położeniu plecowym samolotu. gdy przeciążenie wyniosło 100 G. Wszelkie plotki, że ktoś dzwonił i rozmawia z rodziną, należy wykluczyć – dodał.

Klich nie wierzy też w sztuczną mgłę nad lotniskiem ani w zamach. – Wykluczam, że mogło to celowe działanie, by pozbyć się polskiego prezydenta i tylu ważnych ludzi. Ta katastrofa to typowy wypadek wielu naruszeń proceduralnych i wielu błędów. Do tego dochodzi jeszcze stan lotniska i presja psychiczna na pokładzie i stanowisku kierowania – wyliczył.

"Nikt nie powinien dopuścić, żeby na tym lotnisku lądował prezydent"

Podkreślił też, że nie ma jednej przyczyny katastrofy. - Tylko nieumiejętne badanie tworzy efekt końcowy, że to błąd pilota. Ale to uproszczenie – podkreślił.

Klich poinformował także, że 10 kwietnia w wieży kontrolnej pracowali ci sami ludzie, co trzy dni wcześniej przy wizycie premiera. - Ale nikt nie powinien dopuścić, żeby na tym lotnisku lądował prezydent lub wcześniej premier – zaznaczył. Do tego prezydencki samolot lądował w fatalnych warunkach. – Tu znów zawinił system szkolenia pilotów. To wynika z rozmów w kabinie – mówią „tu się nam udało, tam się udało”. W lotnictwie nie ma, że coś się uda. Uda się 10 razy, a za 11 już nie – przypomniał.

kaw//gak

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje