Prezydent: Słowa Obamy nie odzwierciedlają jego poglądów

Prezydent nazwał je bolesną pomyłką

Prezydent: Każdy rozpoznany błąd może nas do siebie zbliżyć

Prezydent: Wysłałem list do Obamy, liczę na naprawienie błędu

Wczoraj Obama użył sformułowania "polski obóz śmierci"

Bez draftu, po Harvardzie. Przyćmił Bryanta

Kto powiedział, że po Harvardzie trzeba robić karierę w biznesie lub polityce? 23-letni Jeremy Lin odrzucony dwukrotnie przy wyborze zawodników w corocznym drafcie NBA jest nową gwiazdą Nowego Jorku. Grający w koszulce miejscowych Knicks syn Chińczyka i Amerykanki pod nieobecność gwiazd zespołu poprowadził ekipę z Madison Square Garden do kolejnego zwycięstwa - tym razem nad Los Angeles Lakers 92:85. W piątkową noc rzucił 38 punktów.

Jeremy Lin grający na pozycji obrońcy (191 cm, 93 kg) to dziwny przypadek studenta, który przez lata jako jeden z niewielu na Harvardzie potrafił rzucać piłkę do kosza, ale właśnie z racji otoczenia w jakim się znalazł jego talentu nikt nigdy nie wziął "na poważnie".

Harvard? Nic dobrego...

Lin marzący od dzieciństwa o grze w koszykówkę, ale równocześnie nieprzeciętnie zdolny - ze swoim CV, w którym figurowała m.in. wiadomość o byciu redaktorem naczelnym jednej z uniwersyteckich gazet - w świadomości speców od koszykówki w ogóle nie istniał, bo na koszykarskiej mapie USA nie istnieje miejsce zwane Harvardem. Lina nigdy więc nie wybrano w drafcie, a w ub. roku drużyna Golden State Warriors zatrudniła go co prawda na zasadzie częściowo gwarantowanego kontraktu (z możliwością zerwania bez wypłaty odszkodowania), ale latem zerwała umowę. I nagle, w tym tygodniu, wszyscy doznali szoku.

Lin poprowadził wiecznie niedomagających Knicks do 4 zwycięstw z rzędu. Do komentatorów za oceanem powoli dociera więc myśl, że mają do czynienia z potencjalną gwiazdą ligi, która równie dobrze mogłaby pisać dla "New York Timesa". Młody Jeremy biega bowiem po boisku i rozstawia wszystkich po kątach, jakby robił to od lat.

Dwie gwiazdy, żadnego lidera

W piątkową noc jego ofiarą stał się Kobe Bryant. 5-krotny mistrz NBA i od kilku dni 5. najlepszy strzelec w historii ligi przegrał pojedynek z 10 lat młodszym Linem. Jego Lakersi przez całe spotkanie musieli "gonić" wynik, bo młody Jeremy trafiał, podawał i przechwytywał co chwila, co chwila też podrywając z krzeseł 20 tysięcy kibiców w Madison Square Garden.

Zdobył 38 punktów i 7 asyst, przy 34 Bryanta, który w końcówce meczu częściej pudłował. Ten występ jest kolejnym wielkim wyczynem Lina. Swoją wielką serię zaczął jako rezerwowy w meczu z New Jersey Nets w ub. sobotę. Wtedy rzucił 27 punktów, dwa dni później już wychodząc w podstawowym składzie dołożył 28 przeciwko Utah Jazz, a w środowy wieczór 23 i 10 asyst przeciwko Washington Wizards.

Na oficjalnej stronie Kicksów jest już tylko on. Na wielkie gwiazdy zarabiające miliony - Carmelo Anthony'ego i Amare Stoudemire'a - nikt już nie zwraca uwagi.

Wyniki piątkowych meczów:

Philadelphia 76ers - Los Angeles Clippers 77:78
Washington Wizards - Miami Heat 89:106
Toronto Raptors - Boston Celtics 86:74
Charlotte Bobcats - Chicago Bulls 64:95
Detroit Pistons - New Jersey Nets 109:92
New Orleans Hornets - Portland Trail Blazers 86:94
Minnesota Timberwolves - Dallas Mavericks 97:104
New York Knicks - Los Angeles Lakers 92:85
Memphis Grizzlies - Indiana Pacers 98:92
Utah Jazz - Oklahoma City Thunder 87:101
Orlando Magic - Atlanta Hawks 87:89 (po dogrywce)
Cleveland Cavaliers - Milwaukee Bucks 112:113 (po dogrywce)

adso

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opini.

Pozostałe informacje