tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Afera stoczniowa

Afera stoczniowa
Foto: TVN24.pl Afera stoczniowa

Z opublikowanych rozmów pomiędzy ministrem skarbu Aleksandrem Gradem i jego urzędnikami, a kierownictwem ARP wynika, że w przetargu na szczecińską i gdyńską stocznię chcieli oni uprzywilejować katarskiego inwestora, co jest niezgodne z prawem. Ale wynika też, że państwowi urzędnicy nie wiedzieli nawet, czy inwestor, który chce stocznie kupić, faktycznie istnieje. Czy „afera stoczniowa” dobije rząd Tuska, mocno osłabiony ujawniona półtora tygodnia wcześniej „aferą hazardową”?

CZYTAJ STENOGRAMY OPUBLIKOWANE PRZEZ "WPROST"

Scenariusz wydarzeń był identyczny. Dziesięć dni po tym, jak wypłynęła tzw. afera hazardowa - w piątek 9 października - ponownie TVN24 podała, że do najważniejszych osób w państwie wpłynęły tajne dokumenty z CBA ostrzegające przed "zagrożeniem podstawowych interesów ekonomicznych państwa". Tego samego dnia kancelaria premiera kontratakowała – wysłała do prokuratury generalnej dwa zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Jedno oskarżało urzędników, drugie – szefa CBA. Winą Kamińskiego miało być nie przekazanie materiałów o stoczniach do prokuratury.

Dwa dni później prasa (tym razem „Wprost”, nie „Rzeczpospolita”) opublikowała stenogramy rozmów urzędników: ministra skarbu Aleksandra Grada, szefa Agencji Rozwoju Przemysłu Wojciecha Dąbrowskiego i jego zastępcy oraz raport z wnioskami CBA. Oba dotyczą przetargu na odkupienie majątku stoczni gdyńskiej i szczecińskiej.

"Działania wbrew zdrowemu rozsądkowi”

Według Biura „działania te prowadzone były nie tylko wbrew interesom ekonomicznym państwa, ale również wbrew zdrowemu rozsądkowi”, a urzędnicy podległej Gradowi ARP "czynili wszystko, co w ich mocy, aby zapewnić zwycięstwo w przetargach wybranemu przez siebie inwestorowi Stiching Particulier Fonds Greenrights (nazywanemu potocznie "Katarczykami" – red.)".

Z zaprezentowanych rozmów wynika, że ścisłe kierownictwo resortu skarbu i ARP chciało uprzywilejować w przetargu katarskiego inwestora, który ostatecznie stoczni nie kupił. Ale wynika też, że państwowi urzędnicy nie wiedzieli nawet, czy inwestor, który chce stocznie kupić, faktycznie istnieje.

JAK PRYWATYZOWANO POLSKIE STOCZNIE? CZYTAJ RAPORT

O co chodzi?

16 marca 2009 ukazało się pierwsze ogłoszenie o przetargach na zakup aktywów Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecińskiej Nowej. W maju ARP ogłosiła, że zgłosiło się 36 potencjalnych inwestorów, a najwięcej dawała reprezentowana przez Stiching Particulier Fonds Greenrights spółka United International Trust.

Jednak, według CBA, Katarczycy byli uprzywilejowani już na etapie rejestracji: nie wpłacili wadium w terminie, więc termin został przedłużony. - Jest oświadczenie od przyjaciół, ale nie ma kasy i może nie być. Niech oni prześlą potwierdzenie przelewu, niech prześlą faks z dowodem nadania kasy – mówił w nagranej przez CBA rozmowie z 30 kwietnia szef ARP.

Bardzo tajemniczy inwestor

Z opublikowanych stenogramów wynika także, że urzędnicy przez cały czas trwania przetargu za wszelką cenę nie dopuszczali do tego, by katarski inwestor nie zrezygnował.

PRZECZYTAJ KALENDARIUM AFERY STOCZNIOWEJ

Ale to nie wszystko. Według CBA Grad i jego współpracownicy nie mieli pojęcia, kim jest Stiching Particulier Fonds Greenrights. - Wziąłem te papiery i siedzieliśmy tutaj nad tymi właścicielami, tak naprawdę to jest tak zagmatwana sprawa, że do tego nijak nie można dojść, bo nie ma w tych wszystkich rejestrach uwidocznionych właścicieli, jest uwidoczniony tylko reprezentant – mówił Dąbrowski w rozmowie z jednym ze swoich urzędników.

Libański handlarz bronią

W opublikowanych przez tygodnik „Wprost” materiałach pojawia się także wątek libańskiego handlarza bronią Abdula Rahmana El-Assira, który domagał się od Ministerstwa Skarbu zwrotu prowizji za sprzedaż polskiej broni wyprodukowanej przez Bumar SA.

CZYTAJ WIĘCEJ O ABDULU RAHMANIE EL-ASSIRZE

Według analizy Biura był on jedną z głównych postaci w sprawie: to z jego konta wpłacone zostało wadium w wysokości 26 mln zł. El-Assir domagał się też, żeby strona polska zagwarantowała jego zwrot w wypadku fiaska negocjacji. Jak pisze CBA, szefowie ARP rozważali nawet zawarcie z nim ugody przewidującej wypłatę należności w ratach, z zastosowaniem zabezpieczenia na akcjach Bumaru SA.

CZYTAJ OŚWIADCZENIE ARP

Wadium ostatecznie nie zostało zwrócone. Katarczycy początkowo grali na czas: dwukrotnie poprosili o przedłużenie terminu zapłaty. Gdy 31 sierpnia pieniądze znów nie wpłynęły, umowę ostatecznie zerwano. Mimo tej porażki Grad zachował stanowisko, a 11 września ogłosił nowy przetarg na stocznię.

"Nikogo nie faworyzowaliśmy"

Po ujawnieniu stenogramów minister skarbu bronił się w TVN24 mówiąc, że jego resort rzeczywiście od samego początku zabiegał o inwestorów dla stoczni, ale nie widzi w tym nic złego. - Poszukiwaliśmy takich inwestorów, którzy chcieliby kupować aktywa stoczni Gdynia i Szczecin i mogli zadeklarować chęć budowy statków. Bliskowschodni inwestor, który wystąpił pod firmą Stichting Particulier Fonds Greenrights publicznie to deklarował - tłumaczył.

Ponadto, jak dodał, w momencie wpłacenia wadiów, MS wiedziało, że jest tylko jeden inwestor, który chce kupić kluczowe aktywa stoczni Gdynia i Szczecin – właśnie Katarczycy. - Nie może być mowy o tym, że resort skarbu kogoś faworyzował, jeżeli na kluczowe aktywa był jeden oferent. Nie było fizycznej możliwości, by w jakiś sposób blokować innych inwestorów, bo oni się nie zgłosili – zapewniał Grad.

A szef ARP dodawał, że pozostali uczestnicy przetargu do dziś nie zgłaszali zastrzeżeń co do procedury, a nad jego prawidłowością czuwały niezależne komisje i obserwatorzy wyznaczeni przez UE.

SZCZEGÓŁOWE WYNIKI PRZETARGÓW NA STOCZNIE

kaw//mat

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje

Serwis
RIO 2016