Najnowsze rosyjskie czołgi w akcji. Amerykańskie rakiety mogą poddać je próbie

Rosyjskie czołgi T-90A w Syrii
Rosyjskie czołgi T-90A w Syrii
Military Media Center/Youtube
T-90A w SyriiMilitary Media Center/Youtube

Bieg wojny domowej w Syrii zaczyna się po raz pierwszy od lat wyraźnie zmieniać. Reżim otrzymujący potężne wsparcie z Rosji i Iranu odnosi coraz bardziej widoczne sukcesy. Na froncie pojawiły się najnowsze seryjnie produkowane rosyjskie czołgi T-90A. Można odnieść wrażenie, że to Moskwa i Teheran wygrywają wojnę za reżim.

Skuteczność ostatniej ofensywy potwierdzają reakcje najważniejszych sponsorów i sojuszników rebelii: Turcji oraz krajów Zatoki Perskiej. Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan gniewnie oskarżył Rosjan o masową zbrodnię na Syryjczykach i zarzucił Moskwie współodpowiedzialność za śmierć "400 tysięcy ofiar" syryjskiej wojny domowej. Państwa arabskie wydały natomiast głośną deklarację, zgłaszając gotowość do wysłania wojsk lądowych do Syrii. Równie wymowna jest masowa ucieczka cywilów z rejonu ogarniętego najcięższymi walkami, czyli okolic Aleppo. Fala uciekinierów licząca kilkadziesiąt tysięcy ludzi dotarła w ostatnich dniach do tureckiej granicy, przez którą nie została na razie przepuszczona.

Rosnąca dysproporcja sił

Przyczyną takiego poruszenia jest ofensywa sił reżimowych na północ od Aleppo. Uderzono w kluczową drogę zaopatrzeniową rebelii, prowadzącą z tego miasta ku granicy z Turcją. Po trwających od początku lutego zaciętych starciach, siły reżimowe obecnie ją w pełni kontrolują. Kluczowe jest małe miasteczko Ratyan, które reżim zdobył 5-6 lutego po ciężkich walkach. Teraz rebelia ma już tylko jedną trasę zaopatrzeniową wiodącą do Turcji, przez przejście graniczne Bab al-Salama. To właśnie tam gromadzą się dziesiątki tysięcy uciekinierów. Turcy zamknęli jednak przejście bez wyjaśnienia, prawdopodobnie z obawy przed kolejną falą uchodźców na swoim terytorium. Oznacza to, że główne tereny zajęte przez rebelię są faktycznie odcięte od świata. Nie ma możliwości prowadzenia normalnego handlu, który był kluczowy dla życia cywilów. Bojówki najpewniej jakoś sobie poradzą szmuglując broń i amunicję przez granicę, ale większym problemem dla nich jest spadające morale. Zmasowane rosyjskie naloty, utrata kolejnych miejscowości i ciągłe cofanie się w ciągu kilku ostatnich miesięcy - to wszystko nie może wpływać dobrze na samopoczucie rebeliantów. Do walki popycha ich nadal nienawiść spowodowana pięcioma latami okrutnej wojny domowej, ale sytuacja staje się coraz bardziej desperacka. Ciągle ponoszą straty i muszą zadowolić się tym, co skrycie uda się przerzucić z Turcji, a siły reżimowe otrzymują potężne wsparcie z zagranicy, które płynie niemal jawnie i szerokim strumieniem.

Ofensywa syryjskiego reżimu na tereny opanowane przez rebeliantówtvn24.pl

Koniec pozorów

Dotychczas najbardziej widocznym wsparciem Rosjan dla Baszara Asada było ich lotnictwo. Około 70 samolotów stacjonujących w Latakii to potężna siła, która umożliwiła siłom reżimowym odzyskanie inicjatywy i przejście do ofensywy na praktycznie wszystkich frontach. Samymi nalotami wojen się jednak nie wygrywa. Rosjanie najwyraźniej dobrze sobie z tego zdają sprawę, wobec czego wysłali do Syrii czołgi T-90A. Te maszyny można uznać za drugi symbol rosyjskiego wsparcia dla reżimu.

Informacje o obecności tych najnowszych seryjnie produkowanych rosyjskich czołgów w Syrii pojawiały się już na jesieni. Wówczas w sieci znalazły się też pierwsze zdjęcia. Początkowo T-90A były jednak najprawdopodobniej jedynie elementem zabezpieczenia lotniska w Latakii, z którego operuje rosyjska "Grupa Lotnicza Syria". Ich załogi stanowili rosyjscy żołnierze. Teraz sytuacja bardzo się zmieniła. Podczas najnowszej ofensywy na północ od Aleppo przestano ukrywać, że nowe czołgi trafiły w ręce sił reżimowych. Pojawiły się liczne nagrania i zdjęcia potwierdzające to ponad wszelką wątpliwość. Niektóre czołgi mają nawet namalowane na burtach rosyjskie oznaczenia nanoszone podczas transportu koleją i na statkach. We włazach widać jednak wyraźnie osoby o bliskowschodnich rysach. Potwierdzenie nadeszło też z Rosji. Tamtejsze media jeszcze na jesieni nieoficjalnie donosiły, że kilkadziesiąt T-90A zostało zabranych z magazynów rosyjskich jednostek wojskowych i wysłanych statkami do Syrii. Co więcej, ich przyszli użytkownicy, czyli syryjscy czołgiści, mieli przechodzić szkolenie na poligonach w Rosji. Kreml długo oficjalnie nie komentował sprawy, jednak po najnowszych doniesieniach z okolic Aleppo ministerstwo obrony oficjalnie potwierdziło wysłanie T-90A do Syrii, o czym napisała państwowa agencja Sputnik.

Podstawowe informacje o rosyjskim czołgu T-90Atvn24.pl/Vitalij Kuzmin, Wikipedia CC-BY-SA 3.0

Pojedynek z amerykańskimi rakietami

Jak na warunki europejskie nowe czołgi nie są co prawda maszynami specjalnie nowoczesnymi, ale mimo to są poważnym wsparciem dla sił reżimowych. Zaprojektowano je w latach 80. jako ulepszenie starszego T-72B. Miała to być tania alternatywa dla prac nad zupełnie nowymi czołgami kolejnej generacji. Początkowo T-90 nosił oznaczenie T-72BU, ale gdy rozpadł się ZSRR, a prace nad lepszymi maszynami załamały się z braku pieniędzy, nazwę zmieniono ze względów propagandowych i marketingowych.

Czołg, który miał być tymczasowym pomostem pomiędzy konstrukcjami starej a nowej generacji, został najnowocześniejszym czołgiem nowej Rosji. W latach 90. wyprodukowano ich kilkaset w podstawowej wersji, a od 2005 roku po zmodernizowaniu kilku elementów (głównie systemów kierowania ogniem i obserwacji) kolejne kilkaset w wersji T-90A. Pomimo mało imponującego rodowodu, jak na warunki wojny domowej w Syrii nowy rosyjski czołg jest rewolucją. Dotychczas siły reżimowe musiały się opierać na wiekowych T-72 i wręcz zabytkowych T-62/T-55. Ich główną zaletą był fakt posiadana ich w znacznych ilościach, wszystkie były jednak łatwym łupem dla amerykańskich rakiet przeciwpancernych TOW. Rebelianci otrzymują je w znacznych ilościach z zagranicy, właśnie w celu zrównoważenia przewagi reżimu w broni pancernej. T-90 projektowano natomiast z myślą o oparciu się broni takiej jak TOW. Wyposażono je w system obronny Sztora, który wykrywa nadlatujące rakiety i zakłóca systemy ich naprowadzania. T-90A najłatwiej odróżnić od bardzo podobnych nowszych odmian T-72 właśnie dzięki temu systemowi. Będące jego elementem dwa reflektory podczerwone są umieszczone na przedzie wieży po obu stronach armaty. To charakterystyczne pudełka z okrągłymi zasłonami na środku. Rosjanie deklarują, że T-90 jest w pełni zabezpieczony przed bronią taką jak TOW. Do tego rodzaju zapewnień należy jednak podchodzić ostrożnie. Dopiero teraz jest szansa je zweryfikować, jeśli rebelianci zaatakują jakiś T-90A przy pomocy swoich najlepszych rakiet. Wszystkie ataki przy pomocy TOW są nagrywane (rzekomo jako dowód na "odpowiednie" zużycie rakiet otrzymywanych z zagranicy), więc wideo ze spotkania rosyjskiego czołgu i amerykańskiej rakiety może trafić do sieci.

Bardzo zaangażowani sojusznicy

Same T-90A i naloty nie pozwoliłyby jednak reżimowi odnosić takich sukcesów, jakimi może się pochwalić w ostatnich tygodniach. Wielkie znaczenie ma też wsparcie z Iranu. Rosjanie dostarczają nowoczesnej techniki i wsparcia z powietrza, ale to Irańczycy dostarczają element absolutnie podstawowy, czyli ludzi. W Syrii walczy co najmniej kilkanaście tysięcy najemnych Afgańczyków, którzy uciekli do Iranu ze swojego kraju ogarniętego wojną domową i zgodzili się walczyć za syryjski reżim w zamian za pieniądze. Są też obecne różne szyickie bojówki, w tym libański Hezbollah, oraz - oficjalnie jako doradcy - żołnierze irańskiej Gwardii Rewolucyjnej i paramilitarnej milicji basidżów. Media w Iranie i Libanie nieustannie zamieszczają informacje o kolejnych poległych w Syrii wysokich rangą oficerach. Oznacza to, że są oni obecni blisko linii frontu i dowodzą walką. Na nagraniach można też zobaczyć, że wiele reżimowych żołnierzy jest całkowicie wyposażonych w sprzęt irański. Ironią losu są to między innymi stare amerykańskie karabinki M16, kupione jeszcze w latach 70. przez irańskiego szacha od sojuszniczych USA. Wobec takiego zaangażowania Rosji i Iranu syryjski reżim staje się powoli figurantem. Jego zagraniczni sojusznicy najwyraźniej zdecydowali się porzucić wszelkie pozory i zdecydowanie działają na rzecz zgniecenia rebelii. Najważniejszym pytaniem jest teraz to, jak zareagują jej główni sponsorzy. Czy Arabia Saudyjska i Turcja ograniczą się do gniewnych oświadczeń, czy też postanowią wydatniej wesprzeć rebelię? Pole manewru mają jednak ograniczone. Wysłanie własnych wojsk stwarzałoby poważne ryzyko otwartego starcia z Rosjanami i Irańczykami, a słanie większych ilości uzbrojenia może nie wystarczyć wobec ciężkiej sytuacji rebelii. Ewentualne rozmowy pokojowe będą natomiast trudne wobec silnej pozycji reżimu po sukcesach na froncie.

Autor: Maciej Kucharczyk / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Military Media Center/Youtube