Magazyn TVN24

Małgorzata Goślińska

Pacjent urojony. 8 lat w psychiatryku za kradzież kawy

Zobacz

Patrycja Król

ZobaczZamachowcy z Paryża, gangsterzy, gwałciciele. Wśród nich Poznański

Agnieszka Szypielewicz

ZobaczMasza w sarafanie podbija świat. Lepiej niż rządowa propaganda

Bartosz Żurawicz

ZobaczPierwsza kula mogła zabić. Druga musiała. Śmierć na komendzie

Marek Szymaniak

ZobaczBogaci są coraz bogatsi. Powinieneś się tym martwić

Maciej Kucharczyk

ZobaczZaczęło się od ulicznych demonstracji. Pięć lat później kraj jest w ruinie

Daniel Gryt

Zobacz Śmierć benzynie. Rewolucja z gniazdka

Jakub Kłoszewski

ZobaczPokonać "kalifat", wybić się na niepodległość

Podziel się

W walce z tzw. Państwem Islamskim okazali się skuteczniejsi niż inni, a mimo to nikt nie chce ich przy stole rozmów na temat zakończenia wojny domowej w Syrii. W najbliższym czasie Kurdowie planują wielką ofensywę w celu odbicia z rąk dżihadystów syryjskich terenów przy granicy z Turcją. Jeśli się im powiedzie, w ich rękach znajdować się będzie cała północ Syrii i Iraku. Czy to pierwszy krok do powstania państwa?

Na przełomie stycznia i lutego odbyły się rozmowy pokojowe, które miały zakończyć trwający od marca 2011 r. konflikt w Syrii. Nie zakończyły – odłożono je do 25 lutego. Rzucającym się w oczy faktem był brak jednego z najważniejszych graczy w tej wojnie – Kurdów. Szef głównej kurdyjskiej formacji politycznej w Syrii, Partii Unii Demokratycznej – Saleh Muslim powiedział, że nie zaproszono ich do stołu rozmów z powodu sprzeciwu Turcji.

Kurdowie planują przejąć ostatni niekontrolowany odcinek granicy syryjsko-tureckiej / Źródło: tvn24.pl

Pod koniec stycznia agencja Reutera, powołując się na anonimowe źródło, przekazała, że syryjscy Kurdowie i ich lokalni sojusznicy przygotowali plany potężnej ofensywy w celu zajęcia ostatniego kontrolowanego przez dżihadystów z tzw. Państwa Islamskiego odcinka granicy syryjsko-tureckiej. Powodzenie takiej ofensywy byłoby poważnym ciosem dla sił IS, odcinającym radykałów od wsparcia logistycznego i napływu zagranicznych rekrutów (przez granicę syryjsko-turecką płynie główny szlak napływu zwolenników dżihadu).

Chodzi o 100 km granicy począwszy od 10-tysięcznego miasta Dżarabulus (kontrolowanego przez tzw. Państwo Islamskie) po Azaz na zachodzie Syrii (miasto jest w rękach dżihadystycznego Frontu al-Nusra). Przeprowadzenie takiej ofensywy wiąże się z przekroczeniem Eufratu. Pierwszy kroki w tym celu zostały już dokonane – w wyniku ofensywy w dniach 23-30 grudnia 2015 r. Syryjskie Siły Demokratyczne złożone m.in. z wojsk kurdyjskich przejęły kontrolę nad tamą Tishrin i około 100 miejscowościami położonymi na zachodnim brzegu Eufratu.

Nadszedł czas i teraz jest dogodna sytuacja, aby Kurdowie podjęli decyzję w sprawie swego losu na drodze referendum. To referendum nie oznacza proklamowania niepodległości państwowej, ale raczej chodzi o to, by dowiedzieć się, co Kurdowie sądzą i jaka jest ich wola w kwestii niepodległości, oraz by polityczne kierownictwo kurdyjskie wykonało tę wolę ludu w odpowiednim czasie i warunkach

Masud Barzani

Gdyby ofensywa Kurdów się powiodła, kontrolowaliby oni całą północną Syrię (poza okolicami miast al-Hasaka i al-Kamiszli pozostających po wpływem sił rządowych) i cały północny Irak. Może to być odbierane jako wyraźny krok w kierunku budowy własnej państwowości. Wskazywać na to mogłaby deklaracja prezydenta irackiego Kurdystanu Masuda Barzaniego, który 3 lutego zaproponował przeprowadzenie niewiążącego referendum ws. niepodległości. Wyjaśnił, że chce w ten sposób sprawdzić, czy ludzie w ogóle są zainteresowani proklamowaniem przez Kurdystan niepodległości państwowej.

Kurdowie stopniowo są wciągani w regionalną grę o wpływy. Jako jedyni przy stole rozmów pokojowych chcieli ich tylko Rosjanie. Ponadto Moskwa ogłosiła, że otwiera przedstawicielstwo syryjskich Kurdów. Ma ono mieć status organizacji społecznej, gdyż syryjski Kurdystan stanowi część Syrii, a nie odrębne państwo. Rosja chce jednak, by Kurdowie mogli promować swoje interesy na terytorium innego kraju. Skąd taka jej troska? Cel jest prosty: zirytowanie Turcji, która obawia się możliwości podsycenia separatyzmu jej ludności kurdyjskiej.

Kim są Kurdowie?

Kurdowie to jeden z największych na świecie narodów bez państwa. Dokładna ich liczba jest trudna do oszacowania, powszechnie przyjmuje się więc, że na świecie żyje nawet do 35-40 mln Kurdów. Największe skupiska to Turcja (18 proc. społeczeństwa), Irak (15-20 proc. ludności), Syria i Iran. Diaspora kurdyjska na całym świecie wynosi 2 mln osób – najliczebniejsza jest w Niemczech, Francji, Szwecji i Izraelu.

Od kiedy blisko 100 lat temu upadło imperium osmańskie, Kurdowie walczą o swoją państwowość. Była nawet szansa, aby wybili się na niepodległość – w 1920 r. w traktacie z Sevres zawartym po zakończeniu I wojny światowej ustanowiono autonomię Kurdów. W 1921 r. utworzono nawet Królestwo Kurdystanu, jednak niedługo potem na terenach dzisiejszego Iraku odkryto złoża ropy naftowej, co spowodowało, że państwa Ententy szybko zmieniły zdanie ws. wolności Kurdów.

Od tamtej pory na drodze niepodległościowym marzeniom Kurdów zawsze stawały interesy państw, na terenach których zamieszkują. Sceptyczne wobec państwowości kurdyjskiej są także Stany Zjednoczone, obawiające się osłabienia w ten sposób Iraku, który mógłby stać się pionkiem w rękach Iranu.

Gdzie żyją Kurdowie? / Źródło: tvn24.pl

Sytuacja Kurdów w Turcji

Od lat najwięcej mówi się o sytuacji Kurdów w Turcji. Od 1984 r. trwa tam rebelia kurdyjska wzniecona przez powstałą w 1978 r. lewicową Partię Pracujących Kurdystanu, która wzięła sobie na cel uniezależnienie terenów mniejszości od Turcji i utworzenie nowego państwa. Nierozwiązany do dziś konflikt zbrojny według szacunków pochłonął już ponad 45 tys. osób.

PKK opiera swą działalność głównie na metodach partyzanckich, co spowodowało, że zarówno Turcja, jak i USA oraz Unia Europejska uznają ją za organizację terrorystyczną. Mimo to rząd w Ankarze zdecydował się na podjęcie rozmów z mniejszością kurdyjską w 2012 r. – Turcy usiedli wtedy do rozmów z liderem PKK Abdullahem Ocalanem, który od 1999 r. jest przez nich więziony. Z wielkim mozołem udało się wypracować porozumienie, które miało położyć kres rebelii, a w przyszłości zapewnić zwiększenie praw politycznych i kulturowych ludności. W ramach rozejmu bojownicy Partii Pracujących Kurdystanu wycofali się do swoich obozów na północy Iraku. Jednak już we wrześniu 2013 r. starcia znów się nasiliły – Kurdowie ogłosili, że Ankara nie przestrzega ustaleń.

Konflikt Kurdów z Turkami rozpalił się na nowo w 2015 r. 20 lipca doszło do zamachu bombowego na miejski dom kultury w położony niedaleko granicy z Syrią mieście Suruc. W wyniku ataków dwóch zamachowców samobójców zginęło ponad 20 osób. Mieli powiązania z tzw. Państwem Islamskim, a jeden z nich miał kurdyjskie pochodzenie. Prezydent Turcji Tayyip Recep Erdogan natychmiast podjął decyzję o bombardowaniach pozycji PKK w Turcji, a także w Syrii i północnym Iraku. Doszło do fali aresztowań podejrzanych o sympatyzowanie z Partii Pracujących Kurdystanu.

Wrogiem dla Ankary stała się też prokurdyjska lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP). Jej przedstawiciele w czerwcu ubiegłego roku dostali się po raz pierwszy w historii do parlamentu. Pod koniec grudnia współprzewodniczący HDP Selahattin Demirtas został oskarżony o działania wymierzone w konstytucję kraju. Oskarżenia zbiegły się z jego wystąpieniem o możliwości uzyskania autonomii przez mniejszość kurdyjską w Turcji.

Sytuacja w południowo-wschodniej Turcji zamieszkałej w dużym stopniu przez Kurdów pozostaje napięta. Dochodzi do starć służb bezpieczeństwa z mniejszością. Zaognienie relacji między rządem centralnym a Kurdami ma swoje konsekwencje polityczne i społeczne dla Ankary. W wielu miejscach na południowym wschodzie kraju władza Erdogana jest symboliczna. Jednak żadna ze stron nie chce ustąpić, co powoduje, że ta pełzająca wojna domowa będzie trwać latami.

Turcja kontra Kurdowie / Źródło: tvn24.pl

Irak

Stosunkowo najlepszą pozycję ze wszystkich krajów mieli iraccy Kurdowie. Posiadają oni swój Kurdyjski Region Autonomiczny obejmujący trzy prowincje na północnym wschodzie kraju – Sulajmanijja, Dahuk i Irbil. Prezydentem autonomicznej jednostki wchodzącej w skład Iraku jest Masud Barzani. Przez lata Kurdowie nad Tygrysem i Eufratem mieli dobre relacje z rządem w Bagdadzie. Wszystko się zmieniło, kiedy rozpoczęła się ofensywa dżihadystów z tzw. Państwa Islamskiego.

Kurdyjskie lokalne milicje – peszmergowie (kurd. wojownicy śmierci) szybko zareagowały na działania dżihadystów. Już w czerwcu 2014 r. w obliczu zajęcia przez IS drugiego co do wielkości irackiego miasta, Mosulu ruszyli na milionowy Kirkuk na północy Iraku. To niezwykle ważne dla tego narodu miejsce, będące dla nich kulturową stolicą. Zajęcie Kirkuku miało symboliczny wydźwięk, gdyż od lat był on kością niezgody psującą relacje z Bagdadem. Wielkim policzkiem dla Kurdów było ustanowienie przez ministerstwo kultury Iraku Kirkuku "stolicą irackiej kultury 2010 roku".

Po zajęciu miasta premier Iraku Nuri al-Maliki oskarżył Kurdów o to, że wykorzystują wojnę z dżihadystami w celu rozciągnięcia swoich wpływów. Zarzucał im też to, że spiskują wspólnie z radykałami, i odciął im dopływ ropy naftowej z południa. Kurdowie mogli jednak spać spokojnie, bo kontrolowane przez nich pola naftowe w pobliżu Kirkuku zapewniają im niezależność ekonomiczną od Bagdadu.

Pomimo krytyki rządu centralnego Kurdowie świetnie radzą sobie z fundamentalistami w północnym Iraku. W połowie listopada 2015 r. udało im się wyprzeć dżihadystów ze strategicznego miasta Sindżar, które leży na kluczowej dla komunikacji sił tzw. Państwa Islamskiego drodze nr 47 łączącej nieoficjalną stolicę "kalifatu" – ar-Rakkę z irackim Mosulem.

Rów ma biec od miasta Rabia, położonego na północnym zachodzie Iraku, do miasta Chanakin / Źródło: tvn24

Spekulacje na temat wykorzystywania wojny z dżihadystami do budowy własnej państwowości nie ustają. Zwłaszcza w obliczu informacji, które pojawiły się na początku stycznia 2016 r., że autonomiczny rząd w Irbilu planuje budowę ciągnącego się na setki kilometrów rowu, który ma stanowić element obrony przed radykałami. Mniejszość turkmeńska w Iraku natychmiast skrytykowała koncepcję, wskazując, że może to być pierwszy krok do podziału kraju. Rów miałby biec od miasta Rabia na północnym zachodzie kraju do miasta Chanakin na południowym wschodzie.

Mimo wszystkich zarzutów pod adresem Kurdów rząd w Bagdadzie ma świadomość, że bez wsparcia ich wojsk nie będzie możliwe odbicie Mosulu. Peszmergowie znajdują się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów na północ od miasta. Niewątpliwie propozycja Barzaniego o możliwości przeprowadzenia orientacyjnego referendum ws. niepodległości Kurdystanu ma być pierwszym krokiem do dyskusji o większej autonomii dla tej mniejszości.

Syria

W momencie wybuchu wojny domowej w Syrii co dziesiąty mieszkaniec tego kraju był Kurdem. Zamieszkują oni północno-wschodnią część kraju. Kiedy w lipcu 2012 r. tę część kraju opuściła większość oddziałów rządowych skierowanych do walki z rebeliantami na zachodzie kraju, Kurdowie zaczęli przejmować kolejne miasta i wsie. Dochodziło tu do starć z powstańcami – walk z Wolną Armią Syrii i dżihadystycznym Frontem al-Nusra. Wszyscy byli zainteresowani tymi bogatymi w ropę i gaz obszarami.

Kobane to strategiczne miasto przy granicy z Turcją
Główne ugrupowanie polityczne syryjskich Kurdów to Partia Unii Demokratycznej (PYD) mająca powiązania z PKK, w związku z czym spotyka się nieustannie z krytyką Ankary. Ich zbrojne milicje Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG) wykazały się nadzwyczajną skutecznością w walkach z tzw. Państwem Islamskim. Najsłynniejszą bitwą, jaką stoczyły YPG było oblężenie Ajn al-Arab (Kobane). To miasto położone na granicy Syrii i Turcji zostało otoczone przez IS w 2014 r. W listopadzie Turcja wyraziła zgodę, aby wpuścić od swojej strony peszmergów, którzy ruszyli do natarcia na dżihadystów. Oddział liczył zaledwie ponad 150 bojowników, ale przy wsparciu lokalnych sił w ciągu kilku tygodni odbił kilkadziesiąt miejscowości w prowincji Aleppo. Od tamtej pory uznaje się to za jedną z największych porażek dżihadystów.

Kolejny sukces przyszedł w czerwcu 2015 r., gdy inne miasto graniczne, Tall Abjad znalazło się pod kontrolą YPG. Był to kolejny cios dla tzw. Państwa Islamskiego – zaledwie 80 km od punktu granicznego znajduje się ich "stolica" ar-Rakka. Zajęcie Tall Abjad odcięło ich od zaopatrzenia.

Jednak postępy syryjskich Kurdów niepokoją Turcję. Powszechne wiadomo, że wsparcia militarnego udzielają im Amerykanie. Wielkie oburzenie Ankary wywołała niedawna wizyta specjalnego wysłannika Baracka Obamy ds. koalicji walczącej z IS Bretta McGurka na terenach kontrolowanych przez YPG. Tayyip Recep Erdogan pytał później, czy partnerem USA jest Turcja, czy "terroryści w Kobane".

Zbyt wielu graczy jest niechętnych towarzystwu Kurdów. Rząd Baszara el-Asada obawia się secesji terenów kurdyjskich i straty cennych złóż naftowych. Rebelianci mają podobne obawy, wierząc, że uda im się obalić znienawidzonego dyktatora i budować nową Syrię. Niechętna im jest nade wszystko Turcja. Jeden powód to powiązania PYD z PKK – powstanie niepodległego państwa kurdyjskiego, bogatego w zasoby naturalne byłoby doskonały zapleczem finansowym i logistycznym dla wspierania Partii Pracujących Kurdystanu. Ponadto kontrola większej części południowej granicy Turcji sprawiłaby, że stałaby się ona iluzoryczna. Bojówki przepływałyby w obu kierunkach, co doprowadziłoby do ostatecznej utraty przez Ankarę kontroli nad tymi regionami i pociągnęłoby za sobą wieloletni konflikt zbrojny. Kurdowie pozostają pionkiem w grze między głównymi graczami regionu, a marzenia o niepodległości na razie pozostają marzeniami.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Piotru70
Piotru70

Turcja przeprowadza ofensywę bo wie ze nie może pozwolić sobie aby obok powstało państwo Kurdyjskie które będzie co chwile chciało anektować Tureckie terytoria przyległe zamieszkałe przez Kurdów. Fajny ten sojusz północnoatlantycki, gdzie dwie największe potęgi militarne mają skłonności do ludobójstwa w imię swoich interesów.

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      1
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        1
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      biznesmanz
      biznesmanz

      Polska mogłaby się opowiedzieć za wolnością Kurdów, może nie ostentacyjnie ale to nie tylko sprawiedliwe ale byłby to fundamentalny element stabilizujący region.

      Można by wręcz zbilansować i rozwiązać cały tamtejszy problem - niech Kurdowie stworzą Państwo a Turcja jako rekompensatę niech sobie podbije resztę Syrii zamieszkaną rozwiń

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          1
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          Hibisskuss

          Zasłużyli na własne państwo . Powodzenia Kurdowie .

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              3
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              Zasady forum
              Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
              Zwiń

              Dariusz Szarmach

              ZobaczRenata Mauer: Wystrzelałam dwa złota i pięć fiatów

              Poprzedni weekend
              2 tygodnie temu
              3 tygodnie temu
              4 tygodnie temu
              5 tygodni temu
              Zobacz wszystkie