Magazyn TVN24

Marcin Napiórkowski

Anioł śmierci przeszedł ulicami. Uratowała ich krew baranka

Zobacz

Robert Zieliński

ZobaczLokalna szycha i policjant na usługach. Tak działa układ po polsku

Podziel się

Ma wszystko: firmę, pieniądze, trójkę dzieci. Nagle szok, ma też narkotyki. Trafia do aresztu za posiadanie i handel. Nikt wtedy nie wie, co się dzieje, ale dowody zaczynają się sypać i dziś jest już jasne – został wrobiony. Misterną intrygę miał uknuć wpływowy biznesmen, a główną rolę odegrał młody, piekielnie zdolny policjant. Po co?

Wszystko zaczyna się 9 czerwca 2014 roku. Krzysztof Krajewski wiezie samochodem trójkę dzieci, gdy patrol policji zatrzymuje go do kontroli. Sprawdzają, czy nie zażywał narkotyków, pobierają trzy próbki.

- Ostatnia próba wykazała, że zażywałem opiaty. Byłem w szoku, ale zarazem myślałem, że to nieporozumienie i zaraz się wszystko wyjaśni - wspomina 40-letni dziś mężczyzna.

 

"Nagle trafiłem za kratki"
"Nagle trafiłem za kratki" / Wideo: TVN24 Łódź

Funkcjonariusze decydują, że konieczne jest natychmiastowe przeszukanie jego biura i domu. Najpierw firma i błyskawicznie trafienie. W jednym z nieużywanych pomieszczeń policjant szybko znajduje słoik z jakimś proszkiem. Krajewski: badanie kolejnym testerem wykazało, że to mieszanka narkotyków, m.in. metaamfetamina. Ziemia usunęła mi się spod nóg.

Zarówno kontrolę na drodze, jak działania w firmie prowadzi ten sam funkcjonariusz - oficer z wydziału kryminalnego gorzowskiej KWP. Młody, uchodzący za piekielnie zdolnego, robiący błyskawiczną karierę.

- Skończył prawo. Bystry, dynamiczny, miał status gwiazdy wydziału. I to mimo że wcześniej docierały do nas alarmujące sygnały. Było nawet śledztwo, gdzie musiał się tłumaczyć z podejrzeń o przywłaszczanie majątku organizacji społecznej, w której działał. Skończyło się dla niego pozytywnie, ale dla nas to powinien być sygnał alarmowy - przyznaje jeden z przełożonych funkcjonariusza.

Mocne dowody

W 72 godziny po kontroli drogowej Krzysztof Krajewski poznaje decyzję sądu: trzy miesiące aresztu tymczasowego. Na tym wczesnym etapie śledztwa sąd uzna, że policja i prokuratura zgromadziły dowody świadczące o jego winie. Pierwszy to wynik badania testerem, drugi to słój z narkotykami znaleziony w firmie.

- Po czasie widzę i rozumiem więcej. Wtedy nawet nie zwróciłem uwagi na to, że już w kilka chwil po wejściu do firmy policjant znalazł ten słoik. Nie zwróciłem uwagi, że przeszukanie mojego sporego  domu i pomieszczeń gospodarczych trwało 20 minut. Dłużej to ja szukam okularów - mówi Krajewski.

Błyskawicznie pojawia się i trzeci dowód: zeznania kilku świadków. Opowiadają prokuratorowi, że biznesmen sprzedawał im narkotyki. Wyjaśniają, że sami się zgłosili, bo po niewielkiej podgorzowskiej Skwierzynie rozeszła się informacja o zatrzymaniu przedsiębiorcy.

Dlatego sędzia Sądu Rejonowego w Międzyrzeczu Mariusz Greiser nie ma wątpliwości: "Zastosowanie tymczasowego aresztowania jest niezbędne dla zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania (...). Przestępstwa są zagrożone surową karą do 10 lat pozbawienia wolności (...)".

- Świat się skończył. A dotąd w życiu wszystko mi wychodziło: firma z roku na rok lepiej, żona, trójka dzieci, przyjaciele – Krajewskiemu wciąż trudno o tym mówić.

Znikające dowody

Siedzi w areszcie, tymczasem żelazne dowody winy zaczynają się kruszyć.

Najpierw to wyniki trzech dokładnych laboratoryjnych badań którym został poddany na zlecenie prokurator. Wykluczają, że w jego krwi i moczu były jakiekolwiek substancje odurzające.

Kolejne wątpliwości pojawiają się, gdy do gry wchodzi Biuro Spraw Wewnętrznych, czyli "policja w policji". - Oficer zatrzymujący biznesmena wykorzystał rodzaj testera, którego w lubuskiej policji nie używano. Wkrótce też okazało się, że ten sam policjant zgubił tester i próbkę z wynikiem, choć był to przecież ważny dowód. Cała sprawa zresztą wyglądała jakoś sztucznie - tłumaczy rozmówca z policji.

Domek z kart sypie się na dobre, kiedy prokurator prowadząca śledztwo zaczyna mieć wątpliwości co do prawdomówności świadków obciążających Krajewskiego. Jednego pogrąża monitoring, bo choć wielokrotnie zaprzecza, by był w firmie przedsiębiorcy na kilka dni przed rewizją, to nagrania z monitoringu pokazują co innego. Na filmie widać, że wchodzi do budynku, w dodatku od razu idzie do pokoju, gdzie później policjant znalazł słoik z narkotykami.

"Ponadto, co najważniejsze, z nagrania wynika, iż miał przy sobie na ramieniu dużą torbę. Teoretycznie miał więc możliwość wnieść na teren firmy słoik z substancjami psychotropowymi" - odnotowuje prokurator Renata Szynczewska, pisząc rok później uzasadnienie umorzenia śledztwa wobec Krajewskiego.

Dla śledczych ważną informacją jest też ta, że osoby zeznające przeciwko przedsiębiorcy są mu winne spore kwoty: od 30 tys. do 150 tys. złotych. "Należy mieć na względzie, że świadkowie, którzy zeznają w niniejszej sprawie na niekorzyść podejrzanego, są z nim w konflikcie" – czytamy dalej w uzasadnieniu.

Wątpliwości prokuratury są na tyle poważne, że szybko od sprawy zostaje odsunięty policjant, który ją rozpoczął. Odtąd śledztwo, wspólnie z prokuraturą, prowadzą funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji z Gorzowa.

Synowie podpalacze

W czasie, gdy prokurator nabiera wątpliwości co do winy Krajewskiego, w sprawie pojawia się niespodziewanie postać z samego szczytu policyjnej hierarchii - ówczesny komendant główny policji, generał Marek Działoszyński.

"Sugerowano, że jestem częścią mafii. To stek bzdur"
"Sugerowano, że jestem częścią mafii. To stek bzdur" / Wideo: TVN24 Łódź

"Gazeta Polska" publikuje w lipcu 2014 roku tekst zaczynający się w tak: "Trzech kumpli Krzysztof Krajewski, R.P. i komendant główny policji Marek Działoszyński znają się od lat i jak trzeba pomagają sobie. Krajewski i R.P. zamieszani są w kradzieże, podpalenia oraz narkotyki i to właśnie przyjaźń z komendantem była dla nich dotychczas gwarantem bezpieczeństwa".

Sprawa jest rozwojowa, gazeta poświęca jej kolejne artykuły. Padają kolejne zarzuty. Na przykład takie, że nastoletni synowie Działoszyńskiego i Krajewskiego wspólnie podpalili nieruchomości bogatego biznesmena z województwa lubuskiego.

Działoszyński: O Krajewskim wiedziałem wtedy tyle, że istnieje, a mój syn koleguje się z jego synem. Pochodzimy z małej miejscowości, ale on jest znacznie młodszy. Znam go na tyle, by na ulicy mówić sobie dzień dobry.

Podejrzenie, że Działoszyński tuszuje przestępstwa popełniane przez znajomych mocno uderza w jego pozycję. Historię podchwytują posłowie opozycyjnego wtedy PiS, domagając się w Sejmie wyjaśnień i dymisji komendanta. Gdy w lutym 2015 roku zostaje odwołany, w regionalnych gazetach pojawiają się spekulacje: "Oficjalnie przyczyną rezygnacji generała Marka Działoszyńskiego były ważne sprawy osobiste. Wiadomo, że komendant miał konflikt z minister Teresą Piotrowską o pieniądze. Mówiło się też o rzekomych związkach syna byłego komendanta ze środowiskami przestępczymi".

Prokuratura sprawdza, czy nastolatkowie są zamieszani w podpalenia. Zabezpiecza miejski monitoring - widać na nim dwóch zakapturzonych mężczyzn. Ich twarzy nie sposób jednak rozpoznać. Synowie Krajewskiego i Działoszyńskiego mają alibi: świadków, którzy zeznali, że obaj mężczyźni byli wtedy gdzie indziej. Również ich telefony komórkowe logowały się w innych miejscach niż okolica podpalonej firmy. Badanie DNA z niedopałków papierosów znalezionych w miejscu podpalenia wyklucza udział chłopców.

Finalnie prokuratura nie znajduje żadnego dowodu, żeby nastolatkowie byli zamieszani w podpalenie. Jedyną poszlaką jest zeznanie poszkodowanego biznesmena, że właśnie oni mogli wywołać pożar.

- Dziś jestem po wygranych procesach z dziennikarzami. Muszą przeprosić za kłamstwa i zapłacić poważne sumy. Ale oni tego wszystkiego nie wymyślili. Ktoś wtedy celowo wprowadził mnie do tej wojny. Czemu? Może dlatego, że uczciwi policjanci zaczęli wyjaśniać szereg przestępstw, które miały miejsce w tym rejonie: przejęcia gruntów, podpalenia, pobicia. Może chciano pokazać tym policjantom, że każdego gliniarza można zniszczyć, nawet komendanta głównego? – mówi Działoszyński.

Gruba intryga

Według Działoszyńskiego za oskarżeniami pod adresem jego i syna stał bogaty i wpływowy biznesmen z Lubuskiego. Miał motyw. Na początku swojej kariery Działoszyński zamknął go za handel kradzionymi samochodami.

Tego samego mężczyznę wskazuje Krajewski. - On konsekwentnie zeznawał, że padł ofiarą intrygi, za którą stoi skłócony z nim dawny wspólnik, właśnie bogaty i wpływowy człowiek – potwierdza jedna z osób znających śledztwo.

Funkcjonariuszom BSW udaje się znaleźć nić łączącą młodego policjanta, który znalazł narkotyki u Krajewskiego, z tym właśnie biznesmenem.

- Żona policjanta kupiła od niego kilkuletnie audi A8 w najbogatszej wersji. Sprawdziliśmy, że wtedy nie dało się znaleźć tego rocznika taniej niż za 120 tysięcy. A i to były egzemplarze w naprawdę złym stanie - mówi nam funkcjonariusz, który pracował nad sprawą.

Tymczasem na umowie sprzedaży limuzyny widnieje kwota 20 tys. złotych. Dla przełożonych policjanta to zbyt wiele – traci etat w elitarnym wydziale kryminalnym komendy wojewódzkiej. Najpierw przez rok się leczy, a dziś pracuje w jednym z komisariatów w województwie lubuskim, ponieważ postępowanie dyscyplinarne może zakończyć się dopiero po decyzjach prokuratury.

"Policja w policji" przekazała materiały o podejrzanym kupnie auta do Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Śledztwo cały czas się toczy.

- Dochodzenie zostało właśnie przedłużone do końca czerwca. Ze względu na dobro postępowania mogę jedynie powiedzieć, że jest prowadzone w kierunku artykułu 230 paragraf 1 Kodeksu karnego – mówi nam rzecznik szczecińskiej prokuratury.

Ten artykuł Kodeksu karnego przewiduje karę do 8 lat więzienia, jeśli ktoś "powołując się na wpływy w instytucji państwowej" podejmuje się załatwienia sprawy w zamian za korzyść majątkową.

Nieoficjalnie wiemy, że śledczy w tym postępowaniu sprawdzają, jak długo policjant i biznesmen działali wspólnie. Jedna z prześwietlanych spraw, w których brał udział ten sam funkcjonariusz, dotyczy brutalnego pobicia rolnika z okolic Gorzowa Wielkopolskiego przez wynajętych bandytów. Przestępcy pocięli go siekierą i zmusili do odsprzedania 200 hektarów ziemi. Kupującym była kobieta związana z biznesmenem. Policjant prowadził to dochodzenie i nie znalazł zleceniodawcy.

Krajewskiemu za niesłuszne aresztowanie sąd przyznał odszkodowanie: 25 tysięcy złotych za niemal 90 nocy za kratkami. Działoszyński wygrał prawomocnie z dziennikarzami, którzy przedstawili go jako wspólnika przestępców. – Sprawiedliwość przywrócą dopiero wysokie wyroki dla członków grupy, której padliśmy ofiarami – mówią zgodnie.

Komentarze (5)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
maja61

Areszt tymczasowy i jego stosowanie to chory element wymiaru sprawiedliwości. Decyzja sądu o zamknięciu człowieka na trzy miesiące podejmowana jest przez sąd bez jakiejkolwiek analizy. Tak to prawda bo wokanda przewiduje na takie sprawy 5 minut !!! I w te 5 minut pozbawia się człowieka wolności
To barbarzyństwo !
Potem trudno się rozwiń

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Siła i Honor
      Siła i Honor

      Tak właśnie wyglądała Polska za rządów PO. Na szczęście to już przeszłość.

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          1
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            3
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          jachkar

          Ten układ w terenie odzwierciedla tylko układ z samej góry na poziomie władz państwowych ! Niestety !

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              5
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              teraja1

              Bardzo dziwne ze w tej Polsce prawda zwyciezyla .

              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                  3
                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                    3
                  • zgłoś naruszenie
                  zamknij
                  qolfa
                  qolfa

                  teraja
                  zwroc uwage na date. Artykul z 1 kwietnia. Mowi Ci to cos?

                  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                      6
                    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                        2
                      • zgłoś naruszenie
                      zamknij
                      Zasady forum
                      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
                      Zwiń

                      Bartosz Żurawicz

                      Zobacz"Widziałem jej śmierć". Koszmar senny, który wydarzył się naprawdę

                      Maciej Kucharczyk

                      ZobaczNajdroższa broń w historii ludzkości

                      Krzysztof Orzechowski

                      ZobaczTo była histeria, jakby wylądowało UFO. Mówią, że zapłacili im wagonem wódki

                      ks. Kazimierz Sowa

                      ZobaczPo drugiej stronie piekła jest życie

                      Maciej Michałek

                      ZobaczPolska miała kiedyś granicę z Chinami. Jaksa – sukces, który przerósł marzenia

                      Mateusz Misza

                      ZobaczWszczepiają sobie płytki, zyskują szósty zmysł. Poznaj biohacking

                      Poprzedni weekend
                      Poprzedni weekend
                      2 tygodnie temu
                      3 tygodnie temu
                      4 tygodnie temu
                      Zobacz wszystkie