Magazyn TVN24

Daniel Gryt

500 zł na dziecko. Tak to się robi w Europie

Zobacz

Maciej Kucharczyk

ZobaczOstatnia wyprawa dżentelmenów. Zdjęcia wydobyte z lodu po 100 latach

Rafał Kazimierczak

ZobaczAngie Kerber budzi drzemiącego giganta

Adam Sobolewski

ZobaczABC. Sen o potędze krajów trzech mórz

Ewelina Woźnica

ZobaczGajos nie myśli o zejściu ze sceny. "Nie umiałbym robić niczego innego"

Jacek Stawiski

ZobaczDramat dla Polaków na Wyspach i cios dla całej Europy. Taki będzie Brexit

Podziel się

Wszystkie państwa Unii Europejskiej zgadzają się, że wyjście Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty – tzw. Brexit – będzie niedobre dla Europy i może mieć nieobliczalne konsekwencje.

Trudno dzisiaj w Unii osiągnąć zgodę prawie 30 krajów na cokolwiek, ale akurat w sprawie Brexitu panuje zgoda: trzeba zrobić wszystko, by scenariusza opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię uniknąć. Najtrafniej opisuje to następujące zdanie: Niemcy nie chcą, aby Londyn wystąpił z UE, ponieważ będą jeszcze bardziej skazani na Francję; Francja nie chce, by Londyn opuścił Unię, ponieważ nie chce być skazana na Niemcy; a z kolei reszta państw nie chce, aby Brytyjczycy pożegnali się ze Wspólnotą, ponieważ nie chcą być skazani na dominację Francji i Niemiec.

Wbrew uproszczeniom, jakie można usłyszeć często także w Polsce, zawarcie wstępnego porozumienia między Unią Europejską a Londynem nie zwiększa poparcia dla Unii wśród Brytyjczyków i dlatego wynik referendum na Wyspach jest trudny do przewidzenia

.

Jednak taka powszechna zgoda i chęć utrzymania Brytyjczyków w Unii nie bierze pod uwagę najważniejszego: obywatele Zjednoczonego Królestwa nie będą oglądać się na to, co mówią inni i mogą sprawić rządowi swojego kraju i reszcie Europy przykrą niespodziankę, głosując za rozwodem z Unią. Historia referendów w sprawach UE w kilku krajach europejskich w ostatnich 30 latach pokazuje, że obywatele wielu krajów często, zaskakując elity, odrzucają integrację. W kilkunastu referendach o tematyce europejskiej, jakie odbyły się w szeregu państw, wynik często był negatywny albo ledwo, ledwo na "tak". Działo się tak m. in. we Francji, gdzie odrzucono konstytucję UE w 2005 r., a traktat z Maastricht przyjęto minimalną przewagą głosów; w Holandii, gdzie także odrzucono konstytucję Unii w 2005 r.; w Irlandii, gdzie odrzucono Traktaty Lizboński i Nicejski (po modyfikacjach referenda powtórzono); w Danii niedawno w referendum zwyciężył obóz przeciwników zacieśnienia współpracy w polityce wewnętrznej, a jeszcze w początku lat 90. wyborcy odrzucili tam Traktat z Maastricht i dopiero po zmianach na niego się zgodzili; w Norwegii dwukrotnie wyborcy odrzucili członkostwo w UE; w Szwecji obywatele odrzucili przyjęcie euro; w Szwajcarii w 1992 r. w referendum zwyciężyli przeciwnicy wejścia ich kraju do tzw. Europejskiego Obszaru Gospodarczego, co dawałoby de facto uczestnictwo na wspólnym rynku europejskim, a ostatnio w referendum wygrali zwolennicy ograniczenia imigracji z UE do Szwajcarii.

Wbrew uproszczeniom, jakie można usłyszeć często także w Polsce, zawarcie wstępnego porozumienia między Unią Europejską a Londynem nie zwiększa poparcia dla Unii wśród Brytyjczyków i dlatego wynik referendum na Wyspach jest trudny do przewidzenia. Początkowe reakcje na ogłoszenie przez Donalda Tuska i Davida Camerona zarysu kompromisu raczej zdają się sugerować, że obywatele brytyjscy mogą nie uwierzyć rządowi, iż uzyskane zapisy dostatecznie zabezpieczają interesy Albionu w Unii. Media brytyjskie, w większości niechętne Brukseli i UE, nie pozostawiają na układzie suchej nitki. Wygląda na to, że Cameron i jego ekipa będą mieli wiele trudności z przekonaniem wyborców, że w Unii warto zostać, ponieważ służy to interesom brytyjskim. Zapisy uzgodnień między Londynem a Brukselą to jedno, ale jest jeszcze jeden, być może kluczowy, czynnik, który może zniechęcić większość wyborców na Wyspach do głosowania za Unią: to poczucie narastającego kryzysu, wręcz katastrofy, na kontynencie, związanej z niekontrolowaną migracją i możliwym powrotem finansowego chaosu w eurostrefie. Nie trzeba być jakimś zdeklarowanym przeciwnikiem Unii Europejskiej, żeby dostrzec chaos i bezradność Brukseli i państw tworzących Wspólnotę w sprawach migracji. Końca kryzysu nie widać, co może tylko utwierdzać Brytyjczyków w przekonaniu o potrzebie trzymania się z daleka od wadliwie funkcjonującej Europy.

Kim jest brytyjski eurosceptyk?

Na Wyspach Brytyjskich przeciwnicy Unii dzielą się zasadniczo na kilka kategorii. Przede wszystkim mitem jest twierdzenie, że jedynie wyborcy o orientacji konserwatywnej i tradycjonalistycznej są antyunijni. Sympatia i niechęć do UE przebiegają w poprzek podziałów politycznych i społecznych. W każdej z głównych partii są wybitne osobistości, które z pasją wypowiadają się zarówno za UE, jak i przeciw niej. Sam David Cameron, po zawarciu umowy z Unią, będzie teraz musiał gorliwie zachęcać do głosowania za UE, ale wśród liderów torysów jest wielu zdeklarowanych przeciwników Brukseli. Identycznie jest w Partii Pracy. Wielu działaczy laburzystowskich i związkowców jest wrogo nastawionych do Unii jako do instytucji, która straciła swoje socjalne oblicze i jest po prostu narzędziem w rękach wielkich koncernów i banków. Sam lider Partii Pracy jest za pozostaniem w Unii, ale robi to bez przekonania, a warto przypomnieć, że 40 lat temu, w pierwszych referendum na temat uczestnictwa Zjednoczonego Królestwa w EWG, Jeremy Corbyn głosował na "nie".

Wyjaśnienia wymaga także pojęcie "eurosceptyk", które wywodzi się z Wysp Brytyjskich i przyjęło się na kontynencie. Kiedyś eurosceptykami byli przeciwnicy zacieśniania współpracy państw w ramach UE i pogłębiania integracji europejskiej, np. poprzez przyjęcie europieniądza. Do niedawna klasyczny "eurosceptyk" na Wyspach nie postulował wyjścia z Unii, ale powstrzymanie się Albionu od silniejszych związków z resztą Europy i opowiadanie się z tego punktu widzenia np. za rozszerzaniem UE, co powodowało osłabienie impulsu "federalizacyjnego" we Wspólnocie. Na wspomnianym "eurosceptycyzmie” zyskała m.in. Polska, ponieważ Londyn od początku lat 90. chciał powiększenia Unii o państwa naszego regionu, w przeciwieństwie np. do Francji, która przez długie lata nie chciała Unii osłabiać poprzez jej rozszerzenie. Wraz z ogłoszeniem referendum w sprawie UE brytyjski "eurosceptyk" stał się jednak zwolennikiem wyjścia z Unii na równi z z członkami i sympatykami jawnie "eurofobicznej" partii UKIP Nigela Farage’a. Ta ostatnia jest z kolei klasycznym przykładem partii, która w zasadzie ma program jednopunktowy: wyjście z Unii. Reszta się nie liczy.

Wielu przeciwników uczestnictwa w UE, odwołując się do legendarnego pragmatyzmu Brytyjczyków, podkreśla, że obecność we Wspólnocie nie daje już dostatecznych korzyści gospodarczych

.

Liczni przeciwnicy członkostwa Zjednoczonego Królestwa w Unii Europejskiej nie kierują się wyłącznie argumentami natury symbolicznej, czyli takimi, które podnoszą kwestie obrony brytyjskiej suwerenności przed roztopieniem się w "ogólnoeuropejskiej mieszaninie państw i narodów" oraz wśród niekontrolowanej "rzeszy imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej". Takie argumenty padają, ale mówienie, że one dominują, byłoby banalnym uproszczeniem, które nie tłumaczy wzrostu antyunijnych nastrojów. Wielu przeciwników uczestnictwa w UE, odwołując się do legendarnego pragmatyzmu Brytyjczyków, podkreśla, że obecność we Wspólnocie nie daje już dostatecznych korzyści gospodarczych, a Wielka Brytania jako piąta gospodarka świata powinna mieć możliwość swobodnego wyboru partnerów handlowych nie tylko w Europie, ale także na innych kontynentach. Wspominają też o modelu norweskim, tzn. takim, który dawałby Londynowi nadal udział we wspólnym rynku, ale bez konieczności podporządkowania się wszelkim instrukcjom Brukseli.

A co ze zwolennikami?

I tu pora na argumenty zwolenników Unii. Oni też przede wszystkim odwołują się do pragmatycznego instynktu obywateli Wysp Brytyjskich. Wskazują, że co najmniej połowa wymiany handlowej i finansowej przypada na resztę Wspólnoty. Dodają też, że model norweski jest kompletnym nonsensem w przypadku mocarstwa średniej wielkości, jakim jest Zjednoczone Królestwo. Norwegia to mały, w miarę marginalny kraj, a Londyn aspiruje do globalnej roli, której nie będzie odgrywał, będąc poza UE. Dowodem na to jest stanowisko anglosaskich sojuszników: Waszyngton otwarcie mówi, że chce widzieć Albion w UE, a podobne opinie słychać w elitach kanadyjskich, australijskich czy nowozelandzkich. W tych państwach Wielka Brytania traktowana jest jako pomost do ogromnego rynku europejskiego. Wyspy Brytyjskie poza UE mogą stać się mało atrakcyjną i prowincjonalną wyspą także dla takich mocarstw handlowych, jak Indie, Chiny, Japonia czy Korea Południowa, które widzą z daleka całą Europę, a nie jej niewielkie wycinki. Odpierając zarzut o zbyt licznej imigracji, zwolennicy pozostania w Unii twierdzą, że gospodarka brytyjska i społeczeństwo brytyjskie zyskało bardzo wiele na wchłonięciu zdolnych i pracowitych Polaków czy Czechów, a na dodatek obecność w UE daje samym Brytyjczykom możliwość pracy i nieskrępowanego robienia interesów w całej niemal Europie. Przywołując argumenty symboliczne, zwolennicy pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej ostrzegają, że rozwód z Europą może oznaczać rozkład nie tyle UE, która wciąż będzie liczyć 27 państw, ale samego Zjednoczonego Królestwa. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że Szkocja, widząc w Unii Europejskiej gwarancję równowagi w relacjach z Anglią, lubi UE i w przypadku Brexitu może ponownie zażądać referendum niepodległościowego.  Wielka Brytania może wyjść z Unii Europejskiej, ale wtedy z Unii, ale tej Anglo-Szkockiej, wystąpi Szkocja, co przypieczętuje los Zjednoczonego Królestwa.

05.02.2016 | David Cameron w Warszawie. „Mamy wspólne interesy i ideały”
05.02.2016 | David Cameron w Warszawie. „Mamy wspólne interesy i ideały” / Wideo: Magdalena Kowalska-Kotwica/Fakty Online

Wielka niewiadoma

Kampania przed referendum za chwilę ruszy na dobre. Będzie bardzo zacięta, także dlatego, że głosy mogą rozłożyć się pół na pół i o wyniku decydować będzie niewielka, minimalna wręcz liczba głosów. W dodatku wszelkie sondaże traktowane są podejrzliwie. Wiosną 2015 r., przed wyborami do Izby Gmin, sondaże dawałby zwycięstwo laburzystom. W wyborach Partia Pracy poniosła jednak dotkliwą klęskę, a bardzo dobry wynik uzyskali torysi Camerona. Po lekcji wyborczej z 2015 r. instytuty sondażowe boją się podobnej wpadki w przypadku referendum europejskiego.

Czerwcowe (najprawdopodobniej) głosowanie nad przyszłością Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej będzie nerwowo obserwowane w całej Europie. Jeśli zwyciężą zwolennicy Brexitu, to może to oznaczać "exit" kolejnych państw, dla których obecność Londynu była niezbędna dla podtrzymania liberalnego, wolnorynkowego i konfederacyjnego charakteru Wspólnoty. Opcję probrytyjską w UE reprezentują np. Skandynawowie, Holendrzy, a nawet Niemcy, którzy widzieli w Brytyjczykach przeciwwagę dla etatystycznych i socjalistycznych zapędów Francji i państw południa Europy. Dramatyczna może stać się sytuacja Irlandii, jeśli Wielka Brytania wyjdzie z UE. Irlandczycy nie dość, że są zorientowani i na Unię, i na Londyn, to członkostwo Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej jest dla nich gwarancją względnego pokoju w Irlandii Północnej. Nawet Francja, która oficjalnie dosyć chłodno reaguje na postulaty brytyjskie, boi się Brexitu, a to dlatego, że Paryż i Londyn ściśle współpracują w dziedzinie wojskowości i służb wywiadowczych. Elity francuskie boją się także, wyjście Londynu z UE zwiększy poparcie dla radykalnej i antyeuropejskiej prawicy spod znaku Frontu Narodowego.

Jeśli dojdzie do Brexitu, będzie to wydarzenie dramatyczne dla milionów Polaków na Wyspach i ich rodzin w Polsce. Status Polaków na Wyspach w zasadzie z dnia na dzień zmieni się. Samo wychodzenie z UE ma zająć Brytyjczykom dwa lata i tylko tyle czasu będą mieć Polacy pracujący i mieszkający w Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Północnej na określenie własnej sytuacji i sprecyzowanie własnych planów. Brexit postawi także wielki znak zapytania nad polityką zagraniczną Polski, a szczególnie rządu PiS i całego obozu prawicowego w Polsce. Od kilku dni słyszymy, że Warszawa widzi w Londynie "partnera strategicznego" w miejsce Niemiec, a nawet Francji. Czy możliwe jest takie partnerstwo polsko-brytyjskie poza UE, tylko w NATO?  Wydaje się, że nie. Niezależnie od podziałów politycznych, w Polce wszyscy oceniamy, że rozwód Wielkiej Brytanii z Europą osłabi Unię, co na długie lata zaszkodzi naszym interesom. Dlatego większość z nas trzyma kciuki za premiera Davida Camerona, żeby przekonał Brytyjczyków do pozostania we Wspólnocie Europejskiej.

Unii grozi Brexit? »

OglądajBrexit faktem
02.10.2016 | Wielka Brytania: do końca marca 2017 roku Brexit stanie się faktem. „Pierwszy etap odzyskiwania niepodległości” / Wideo: Fakty TVN

Zwiń

Grzegorz Kuczyński

ZobaczKradzież stulecia i Vlad Wszechmogący. Jak pod flagą UE zrujnować państwo

Bartosz Żurawicz

ZobaczZ "polskiego Kuwejtu" jeżdżą do Hiszpanii za 300 zł

Katarzyna Guzik

Zobacz"Będę cię chronił lepiej niż własne oczy". Namiętność, która zgubiła gangstera

Filip Czekała

ZobaczTej, bździągwy i szczuny! Witajcie w Pyrlandii

Marcin Iwankiewicz

ZobaczTo z nimi na Euro zagramy "o wszystko"

Poprzedni weekend
2 tygodnie temu
3 tygodnie temu
4 tygodnie temu
6 tygodni temu
Zobacz wszystkie