Magazyn TVN24

Ludwik Dorn

Polaków ma zaboleć, jak mocno się da. Stawką tej gry jest rok 2020

Zobacz

Piotr Świerczek

Zobacz"Kaczyńskich znam z podwórka. Z Lechem żeśmy się szanowali"

Krzysztof Orzechowski

ZobaczSmartfonowa twarz, esemesowa szyja. Uważaj

Jakub Dymek

ZobaczWchodzi Le Pen do meczetu.. Tak mógłby zaczynać się dowcip

Maciej Kucharczyk

ZobaczTo miejsce było sceną niecodziennych zdarzeń

Maciej Michałek

ZobaczGołąb w cenie konia. Chcą ich milionerzy, wojsko i mafie

Rafał Kazimierczak

Zobacz"Andrew, czemu go ugryzłeś?". "Musiałem". Gołotę kochał najbardziej

Podziel się

Stał w narożniku największych z wielkich, by wymienić Evandera Holyfielda, Pernella Whitakera, Artura Gattiego i Lennoksa Lewisa. - Trenowałem tych wszystkich mistrzów świata. Ale Andrew... To jest gość. Jego lubię najbardziej. Mógł zostać mistrzem świata - mówił Lou Duva w 2008 roku. Przeżył 94 lata. Wypełnił je boksem, z którym związał się na ponad siedem dekad. Na dobre i na złe.

Określenie "legenda" nadużywane jest w sporcie notorycznie, do znudzenia. W przypadku Duvy nie ma o tym mowy. Z boksem związany był od początku lat 30. ubiegłego stulecia, stał w narożniku największych z wielkich, by wymienić Evandera Holyfielda, Pernella Whitakera, Artura Gattiego i Lennoksa Lewisa.

Żył barwnie. Żył długo. Zmarł 8 marca w szpitalu w Paterson, w maju obchodziłby 95. urodziny.

W wielkim kowbojskim kapeluszu

- Gdzie pan jest, na Manhattanie? To ja przyjadę do pana, bo w tym moim New Jersey łatwo zabłądzić – powiedział Duva do słuchawki. Był rok 2008, trener miał wtedy 86 lat.

Spotkanie z nim było dla mnie przyjemnością. Gigantyczną.

Przyjechał sam, nie kolejką czy autobusem, a samochodem. Już siedział przy stole, kiedy wchodziłem do knajpy przy Broadwayu. Nie sposób było go przeoczyć, skoro na głowie miał wielki kowbojski kapelusz, którego nie zdjął przez całą rozmowę.

Mówił i mówił, głośno i ekscytująco. Ludzie wokół otwarcie podsłuchiwali, nawet nie starali się tego ukryć.

Trudno im się dziwić, kawał historii boksu opowiedział.

Lou Duva dla bokser.org o polskich pięściarzach
Lou Duva dla bokser.org o polskich pięściarzach / Wideo: bokser.org

Nieprzewidywalny białas walczył jak cholera

Gołota będzie dobry na początek, pewnie najlepszy. - Trenowałem tych wszystkich mistrzów świata, Holyfielda, Whitakera i innych. Ale Andrew... To jest gość. Jego lubię najbardziej. Mógł zostać mistrzem świata już po walkach z Riddickiem Bowe'em - mówił Duva.

Był wtedy głównym trenerem Gołoty. Ten pierwszy pojedynek z Amerykaninem - noszącym przydomek "Big Daddy" - odbył się 11 lipca 1996 roku w nowojorskiej Madison Square Garden. Bowe'a określano w tamtym czasie najlepszym zawodnikiem królewskiej kategorii i pewnie była to prawda. Gołotę - tego dużego, szalonego i nieprzewidywalnego białasa - skazywano na pożarcie. Miał być dobrą rozgrzewką dla "Big Daddy'ego".

Nic z tego, tamtego wieczoru to Polak bił rywala. Tłukł go, trudno inaczej to określić. Duva znał Bowe'a doskonale, jeszcze z czasów amatorskich, wiedział, jak Andrew powinien z nim walczyć.

I Andrew walczył jak cholera.

Nagle - bum, Gołota po raz pierwszy uderzył rywala poniżej pasa. Potem zrobił to po raz drugi. - Jeszcze raz i cię zdyskwalifikują - krzyczał Duva w narożniku, w czasie przerwy. - Yeah, yeah, don't worry - odpowiedział Gołota. Wyszedł i - bum. Dyskwalifikacja.

- On się tak zachowuje, kiedy nie chce walczyć. Wtedy fauluje. Jednego ze swoich rywali ugryzł. Pytałem go: "Andrew, po co ty go ugryzłeś?" A Andrew: "Nie wiem, czułem, że muszę go ugryźć". Dzisiaj wiem, że Gołota był największym wrogiem samego siebie - opowiadał Duva.

Podejrzenie zawału

Pytałem go: "Andrew, po co ty go ugryzłeś?" A Andrew: "Nie wiem, czułem, że muszę go ugryźć". Dzisiaj wiem, że Gołota był największym wrogiem samego siebie.

Lou Duva

Niestety, na tym nie zakończyła się ta szalona gala. W Madison Square Garden, zwanej mekką boksu, rozpoczęła się gigantyczna awantura. Doszło do scen absolutnie gorszących.

Gołota od razu po dyskwalifikacji został zaatakowany przez ludzi z obozu Bowe'a, dostał w głowę krótkofalówką wielkości cegły. Błyskawicznie odpowiedział ciosem i wkrótce bili się wszyscy - i ci w ringu, i ci na trybunach. Bitwa przeniosła się także w okolice hali.

Duva padł na deski, do szatni wyniesiono go na noszach, podejrzewano zawał. - To zupełnie nieważne - machnął ręką po latach. - Byłem zły, bo Andrew na własne życzenie stracił szansę walki o tytuł. I na dziesiątki milionów dolarów. To była cena za to, co zrobił w walkach z Bowe'em.

Liczba mnoga, bo w rewanżu - 14 grudnia tego samego roku, już w Atlantic City - Gołota znowu bił poniżej pasa i znowu został zdyskwalifikowany.

Od razu po pierwszej walce Duva był w swoim żywiole. Zrobił medialny spektakl, a w tym był naprawdę dobry. Przed dziennikarzami jednego ze swoich współpracowników okładał kijem bejsbolowym po ochraniaczu założonym na genitalia. Okładany szeroko się uśmiechał, pokazując, że o bólu nie ma mowy, zatem Bowe udawał i robił cyrk, bo przegrywał.

Przed drugim pojedynkiem Duva naciągał na worek treningowy wielkie bokserskie spodenki, a Gołota miał uderzać powyżej pasa. Nigdy poniżej. Wszystko rzecz jasna w blasku fleszy. I wszystko na marne. Amerykanin znowu był brutalnie obijany i znowu wygrał przez dyskwalifikację Polaka.

O trzecim starciu z Gołotą nie chciał słyszeć. Stwierdził, że musi dbać o swoje jądra.

Lou Duva z boksem związany był od lat 30 XX wieku / Źródło: Mike Lizzi/Flickr (CC BY 2.0)

– Jestem pewien, że Bowe w końcu by zrezygnował, przecież Andrew robił z nim, co chciał. Trenował świetnie, ale nie potrafił sobie poradzić z napięciem. Co z tego, że fizycznie był doskonały, skoro słaby mentalnie - tłumaczył Duva.

Pan przygotuje najdłuższą i najgrubszą igłę

Nie potrafił zgłębić psychiki swojego zawodnika. Tu przegrał, był bezradny.

We dwóch pojechali do przychodni, kiedy Gołotę zabolał kiedyś łokieć, a potem całe ramię. Klops, nie można trenować. Po badaniu lekarz mówi do Duvy, na osobności: - Co jest z tym gościem, przecież jemu nic nie dolega?

Andrew wchodzi do gabinetu. - A to do czego?
- Dostaniesz zastrzyk, przecież boli cię ręka.
- Nie, nie, tak bardzo nie boli, jakoś sobie z tym poradzę.

Lou Duva

Trener podumał. - Niech pan przygotuje najdłuższą i najgrubszą igłę, jaką pan ma.

Andrew wchodzi do gabinetu. - A to do czego?
- Dostaniesz zastrzyk, przecież boli cię ręka.
- Nie, nie, tak bardzo nie boli, jakoś sobie z tym poradzę.

- Widzi pan, głowa, nic więcej – śmiał się Duva, wspominając tamto wydarzenie. - Powiem panu, że najlepsi pięściarze to nie Amerykanie, nie Latynosi. Numer jeden to Polacy, niech pan wierzy staremu trenerowi. Pracowałem z tyloma mistrzami świata, a najlepszy i tak był Gołota - mówił Duva w knajpie przy Broadwayu. A ludzie przy sąsiednich stolikach słuchali.

Lubił Gołotę bardzo. Tak bardzo, że spędzali czas nawet poza ringiem. - Z Andrew zawsze była dobra zabawa, żart za żartem. Big fun. Zabawny człowiek, nadawałby się na klauna - mówił trener, szczęśliwy, rozbawiony.

 

Z Andrew zawsze była dobra zabawa, żart za żartem. On by się doskonale nadawał na wielkiego klauna, bo to sympatyczny i zabawny człowiek.

Lou Duva

Tu nie ustępuje się czarnym

W zamierzchłej przeszłości klaunem był Duva. Uśmiał się, kiedy mu to przypomniałem. Ale to potem.

Urodził się w Nowym Jorku, na Manhattanie, w rodzinie włoskich imigrantów. Szybko przenieśli się na drugi brzeg rzeki Hudson, do stanu New Jersey. Tam chłopak zaczął boksować, dzięki starszemu bratu. A Carl był bardzo dobrym pięściarzem. Pracował przez 10 godzin dziennie w fabryce, wracał do domu i dopiero wtedy razem szli do gymu. To tam Lou wszystkiego się nauczył. Tam zobaczył, jak boks wygląda w ringu i poza nim. Jak można utopić talent w alkoholu. Ta wiedza procentowała potem, kiedy sport stał się najważniejszy w jego życiu.

Jako nastolatek zaciągnął się do armii i wciąż trenował, bo bardzo to lubił. I przez boks z armii wyleciał. Jednostka stacjonowała w Jackson, w stanie Missisipi. To było dalekie południe, inne czasy, podział na białych i czarnych. Po trzech miesiącach żołnierz dostawał trzydniową przepustkę, mógł wyskoczyć do miasta, trochę zaszaleć.

I Lou zaszalał. W autobusie ustąpił miejsca czarnej kobiecie. Szok. Na przystanku pofatygował się do niego kierowca. - Tu nie ustępuje się miejsca czarnym - oświadczył.

Żołnierz Duva spokojnie odpowiedział, że ta kobieta jest zmęczona. Pojawił się porucznik i zaczął wrzeszczeć. Lou najpierw mu powiedział, że jeżeli się nie uspokoi, to mu przyłoży. A potem mu przyłożył.

Zbiegowisko, policja, trzy dni w areszcie. - Najważniejsze, że obroniłem tę kobietę. Zresztą nie chodziło o to, że była czarna. Tak samo broniłbym Włocha czy Polaka. Ludzi nie można traktować w ten sposób.

Do armii powrotu nie miał, łapał się zatem różnych zajęć, najróżniejszych. To wtedy został klaunem, w charytatywnym przedstawieniu dla byłych żołnierzy, którym trzeba było pomagać.

Stracił przytomność, zanim upadł

W New Jersey regularnie odwiedzał Stillmans Gym, miejsce kultowe. Otwieranie okien było zabronione, by utrzymać ten zapach agresji i podniecenia. Tam Lou oglądał wielkich zawodników, w tym tego największego - Rocky'ego Marciano.

Naprawdę nazywał się Rocco Francis Marchegiano, przydomek "Skała". Mistrz świata w kategorii ciężkiej. 49 zwycięstw, 43 przed czasem. Porażek - zero. Fenomen. Siła ciosu Marciano była niewiarygodna, jego rywali wywożono do szpitala. Jeden z nich stracił przytomność, zanim upadł na deski ringu.

Rocky był kumplem Duvy. Przyjacielem. Sypiał w jego domu. - Wie pan, dlaczego to on jest najlepszy w historii tego sportu? Dlaczego nie przegrał żadnej cholernej walki? Bo miał mentalność mistrza. Opowiadał mi, że kiedy w końcu wylądował na deskach i słyszał, jak sędzia go liczy, to powiedział sam do siebie: "Co ja tu, k..., robię? Nigdy więcej". Rocky wchodził do ringu z jedną myślą - wygrać. W boksie nie można inaczej - opowiadał Duva.

Rocky Marciano wygrał 49 zawodowych pojedynków. Nie przegrał żadnego / Źródło: Mohamed Said Momo - Opera propria CC BY-SA 4.0

30 sierpnia 1969 roku rozmawiali po raz ostatni. Marciano powiedział, że pogadają jutro. Wybierał się do Iowa, miał szybko wrócić, bo przyjaciele czekali na niego z przyjęciem urodzinowym - 1
września kończył 46 lat.

Samolot rozbił się przed lotniskiem. Duva nocą jechał do domu, z radia dowiedział się o wypadku.

Długo milczał po tej opowieści.

Siedem dekad w boksie

Zawsze będę wdzięczny za każdą chwilę przy moim narożniku i wszystko, czego mnie nauczył. Spoczywaj w spokoju, trenerze.

Andrzej Gołota

Już wtedy, w roku 2008, Duva mówił, że pracuje nad biografią. - Jestem w połowie. Żyję długo, więc mam trochę historii do opowiedzenia. O Andrew też.

Ukazała się w roku 2016, współautorem "A Fighting Life: My Seven Decades in Boxing" jest Tim Smith. Padły w niej określenia, że Andrew był najsmutniejszym rozdziałem w karierze Duvy. Trener do końca nie pogodził się z tym, że Polak nie został mistrzem świata.

- Zawsze będę wdzięczny za każdą chwilę przy moim narożniku i wszystko, czego mnie nauczył. Spoczywaj w spokoju, trenerze - oświadczył Gołota, cytowany przez PAP, po śmierci Duvy.

* wykorzystałem wypowiedzi Lou Duvy z wywiadu, który przeprowadziłem z nim do "Dziennika Polska Europa Świat" w roku 2008.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
toratora26

To były czasy, walki Andrzeja Gołoty, co mogło byc wtedy ważniejszego dla Polaków.
Owszem mamy teraz zdolnych pięściarzy, ale to już nie jest to.
Gołota był wielki i zawsze pozostanie wielki.
Smutna wiadomośc o śmierci trenera Lou Duvy, kawal dobrej roboty.
Ludzie odchodzą, ale pamięc pozostaje.

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      1
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Donald11

      Gołota nigdy nie był wielki. Gołota jest duży.

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          1
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            1
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          qolfa
          qolfa

          GOLOTA? Mowi to Panu cos?

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                2
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              Zasady forum
              Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
              Zwiń
              Poprzedni weekend
              2 tygodnie temu
              3 tygodnie temu
              4 tygodnie temu
              5 tygodni temu
              Zobacz wszystkie