tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

"Wiedziałem, że po mnie przyjdą". Areszt za śmierć na pasach

"Wiedziałem, że po mnie przyjdą". Areszt za śmierć na pasach
Foto: TVN24 Łódź | Video: TVN24 Łódź 27-latek trafi do aresztu

Zgierski sąd aresztował na trzy miesiące 27-latka podejrzanego o śmiertelne potrącenie kobiety na pasach. Mężczyzna w momencie wypadku nie miał prawa jazdy - stracił je za jazdę po alkoholu. Grozi mu do 12 lat więzienia.

- Zawnioskowaliśmy o ten środek zapobiegawczy z uwagi na ryzyko matactwa i wysoką karę grożącą podejrzanemu - mówił TVN24 Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

27-latek przyznał się do przestępstw, które zarzucili mu śledczy: spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i nieudzielenie pomocy. CZYTAJ WIĘCEJ

- Ponieważ sprawca uciekł po wypadku, w świetle prawa traktuje się go jak nietrzeźwego kierowcę - wyjaśnia mł. asp. Magdalena Czarnecka z policji powiatowej w Zgierzu.

Jechał sam?

Podejrzany złożył we wtorek obszerne wyjaśnienia. Wynika z nich m.in., że w momencie wypadku był w samochodzie sam. To o tyle istotne, że jeszcze przed zatrzymaniem śledczy informowali, że w pojeździe były jeszcze trzy inne osoby.

Wiedzę oparli na nagraniach z miejskich kamer, na których widać było srebrną hondę, która przez godzinę jeździła po Zgierzu.

- Weryfikujemy, czy faktycznie ktoś był w pojeździe. A jeżeli tak, to kim były te osoby - wyjaśnia prokurator Kopania.

"Była już na masce"

Podejrzany zeznał, że nie zauważył 55-latki, która 3 marca wieczorem weszła na przejście dla pieszych.

- Mignęli mi ludzie po lewej stronie, ale ją zobaczyłem dopiero, jak była już na masce - zapisano w protokole przesłuchania.

Jak mówi nam prokurator Kopania, podejrzany tłumaczył, że nie zatrzymał się po wypadku, bo bał się konsekwencji tego, że jeździł bez prawa  jazdy. - Dwa dni przed wypadkiem mężczyzna był przesłuchiwany w charakterze podejrzanego o przestępstwo jazdy samochodem w stanie nietrzeźwości - informuje tvn24.pl Kopania. Usłyszał zarzuty.

Podejrzany był poszukiwany przez 10 dni.O sprawie pisaliśmy na portalu tvn24.pl. Dziś śledczy przyznają, że nagłośnienie sprawy ułatwiło dotarcie do sprawcy.

- Widziałem, że mnie szukają. Czułem, że niedługo po mnie przyjdzie policja. Samochód stał przed domem - miał mówić 27-letni kierowca podczas wtorkowego przesłuchania.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka
Trwa cisza referendalna, która zakończy się w niedzielę o godz. 21. W tym czasie forum będzie wyłączone.

Pozostałe informacje