tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

"Zapierniczają tak, że nawet nie mają kiedy przyjść do pracy!". Remont widmo, całkiem realne korki

zobacz więcej wideo »
"Zapierniczają tak, że nawet nie mają kiedy przyjść do pracy!". Remont widmo, całkiem realne korki
  • Remont widmoRemont widmo
  • Urzędnicy o remocnie widmo Urzędnicy o remocnie widmo
Foto: TVN24 Łódź | Video: TVN24 Łódź Remont widmo w Łodzi

- O! Tam ktoś jest! Nie pracuje, ale chociaż przyszedł! - cieszy się kierowca stojący w długim korku przy Rondzie Solidarności w Łodzi. Jeździ tu codziennie, ale pierwszy raz zauważył, żeby po rozkopanym placu budowy ktoś się kręcił. - Jak żyję, to takiej inwestycji nie widziałem - komentuje kobieta stojąca w tym samym korku.

Reakcje ludzi, którzy próbują przejechać w pobliżu Ronda Solidarności w Łodzi można podzielić na dwie kategorie. Jedni się bulwersują, inni - i to zaskakująco duża grupa - szydzą z tego, jak wygląda remont. A wygląda tak, że po rozkopaniu ulic i zmianie organizacji ruchu tworzą się duże korki, a pracownicy gdzieś się wynieśli.

- Jestem bardzo dumny z wykonawcy. Jako jedyny nawet nie próbuje ściemniać, że wyrobi się w terminach umownych - uśmiecha się Marek, pracownik naukowy wydziału prawa Uniwersytetu Łódzkiego stojącego przy rozkopanym rondzie.

- Zapierniczają tak, że nie mają kiedy przyjść do pracy - śmieje się jego znajoma.

Prace rozpoczęły się w połowie sierpnia. Internauci od kilku dni opisują ich mocne spowolnienie. I raportują, jeżeli coś się zadzieje:

"Wczoraj widziałem 4 osoby w kamizelkach i akurat wpatrywali się z 10 minut w dziurę, jaką wykopali" - informuje Kamil. Igor dodaje, że około 14 widziany był pracownik, który polewał plac budowy wodą. Więcej szczęścia miał Marek: "Wczoraj zdarli asfalt od Pomorskiej w kierunku Telefonicznej i na lewoskręcie w Źródłową. Dziś pusto" - opowiada.

"My tu nie od roboty"

To, jak wyglądają prace na Rondzie Solidarności sprawdzaliśmy w ostatnich dniach kilkukrotnie - rano i wieczorem. Nie udało nam się uchwycić żadnych prac. W czwartek rano pojechaliśmy tam z kamerą. Spotkaliśmy trzech mężczyzn - jeden rozładowywał samochód pełen betonowych elementów, dwóch innych mu się przyglądało.

- Panowie, coś mało tu osób do pracy. Tylko was trzech - zagailiśmy.

- Nie, nie. Ja tu tylko od rozładunku - zaprotestował ten, który krzątał się przy ciężarówce.

- A panowie? - zapytaliśmy dwóch innych (z czego jeden miał odblaskową kamizelkę).

- No my też nie od roboty, tylko rozładunku - rozłożyli ręce.

Rondo, które jest ważnym miejscem dla ruchu w mieście (prowadzi tędy jedna z dwóch najważniejszych arterii łączących północ z południem Łodzi) mogłoby więc sprawiać wrażenie opuszczonego. Mogłoby, ale nie sprawia - bo wokół prac jest ciągle tłoczno.

- Stoimy tu w korkach niezależnie od godziny. Szlag mnie trafia, że oni tu nic nie robią. Przecież to czysty kretynizm - załamuje ręce Tomek, pracujący jako kurier.

Trzeba się dogadać

Wykonawca robót nie chciał z nami rozmawiać. Odesłał do zamawiającego, czyli łódzkiego magistratu.

- Zarówno mieszkańcy jak i sami pracownicy informowali nas, że nie wszystkie normy są spełnianie przez wykonawcę - mówi Tomasz Andrzejewski z Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi.

W rozmowie z tvn24.pl tłumaczy, że w czasie trwania robót okazało się, że torowisko znajdujące się na rondzie trzeba odwodnić. A to prace, na które trzeba umówić się z przedstawicielami wodociągów. Rozmowy trwają.

Oglądaj
Urzędnicy o remocnie widmo
Wideo: TVN24 Łódź Urzędnicy o remocnie widmo

 

- Oczywiście tego typu problemy nie oznaczają, że wykonawca nie ma już nic innego do pracy. Powinien w miarę możliwości jak najszybciej uporać się z powierzonym mu zadaniem. Dlatego poprosiliśmy wykonawcę o spotkanie w sprawie sytuacji na rondzie - mówi Andrzejewski.

Na spotkaniu wykonawca przedstawił harmonogram prac i poinformował, że rozmowy z przedstawicielami Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Łodzi ciągle trwają.

Teoretycznie już za miesiąc - po nowym torowisku (zamiast którego na razie jest dziura) - mają jeździć tramwaje. Prace na Rondzie Solidarności mają zgodnie z umową zakończyć się do końca roku. Jeżeli będzie inaczej - wykonawca będzie musiał płacić kary umowne.

Jak ustaliliśmy, wartość inwestycji to 4,6 mln złotych. Za każdy dzień spóźnienia wykonawca będzie musiał zapłacić 0,02 proc. wartości - czyli ok. 920 złotych.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje