tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Przedszkolaki wyrzucone z publicznego przedszkola. Przez spór dorosłych

zobacz więcej wideo »
Przedszkolaki wyrzucone z publicznego przedszkola. Przez spór dorosłych
  • Przedszkolaki wyrzucone z przedszkolaPrzedszkolaki wyrzucone z przedszkola
  • Dzieci mogą chodzić do przedszkola do końca październikaDzieci mogą chodzić do przedszkola do końca października
Foto: TVN24 Łódź | Video: TVN24 Łódź Dzieci mogą chodzić do przedszkola do końca października

Jeszcze mają zęby mleczne, a już zostali wyrzuceni z publicznej placówki. Pięcioletni Marcel, jego rówieśnica Klaudia i ich o rok młodsze koleżanki: Amelia i Antosia mogą do publicznego przedszkola przy Wiączyńskiej w Łodzi chodzić tylko do października. Dzieci cierpią przez konflikt dorosłych: rodziców z władzami przedszkola.

Do przedszkola realizującego program Marii Montessori w Łodzi chodzą od 2015 roku. Zdążyli się zaprzyjaźnić z innymi dziećmi i zaufać nauczycielkom. Dlatego czworo przedszkolaków śmiało poszło 1 września na zajęcia. Tam zderzyli się z nową rzeczywistością. Podobnie zresztą jak ich rodzice.

- Nasze dzieci przyjaźnią się i lubią spędzać razem czas. Dotąd były w jednej grupie. Decyzją dyrekcji zostały rozdzielone do czterech różnych. Do nieznanych sobie dzieci i opiekunów - opowiada matka Marcela, Anita Truszkiewicz.

Oprócz tego przedszkolaki dostały inne szafki. Nie spodobało się im to, bo w przeciwieństwie do rówieśników, nie miały symbolicznego obrazka, które ułatwia dzieciom ich rozpoznanie.

- Czułyśmy się tak, jakby nasze dzieci dostały szafki karne. Miały odczuć, że są gorsze od innych. To po prostu okrutne - płacze Ilona, mama pięcioletniej Klaudii.

Fikasz i znikasz (i twoje dziecko też)

Dlaczego na cztero- i pięciolatków spadły takie przykre konsekwencje? W dużym skrócie - przez dorosłych. A konkretniej, przez to, że 18 sierpnia ich rodzice skrytykowali właścicielkę przedszkola i dyrektorkę placówki za zwolnienie jednej z pracownic.

Kobieta została wyrzucona z pracy po tym, jak - według dyrekcji - przedstawiła rodzicom dokumenty przeznaczone tylko dla pracowników placówki.

Mamom Marcela, Klaudii i Amelii oraz tacie Antosi to się bardzo nie spodobało. Podobnie jak to, w jaki sposób przedszkole pożegnało się z dotychczasową pracownicą.

- Jestem prawniczką. Byłam oburzona tym, że nauczycielce wmówiono, że najkorzystniej będzie dla niej, aby odejść z pracy za porozumieniem stron. A w ten sposób kobieta straciła szansę na pieniądze z tytułu wypowiedzenia - opowiada Anita Truszkiewicz.

Rodzice przyszli więc do gabinetu dyrektora i powiedzieli Małgorzacie Kowalczyk - Piekarskiej, co o tym wszystkim sądzą.

Akcja i reakcja

Edytę Osuch (właścicielka przedszkola i bezpośrednia przełożoną dyrektorki) otwarcie przyznaje że to ta rozmowa zadecydowała o zakończeniu współpracy z niepokornymi rodzicami. Podkreśla, że rodzice byli "bardzo agresywni" oraz zagrozili, że jeżeli nauczycielka nie zostanie przywrócona, to "zniszczą wizerunek placówki".

Właścicielka nie zdecydowała się na rozmowę przed kamerą. Zamiast niej wystąpiła Małgorzata Kowalczyk-Piekarska, która funkcję dyrektora pełni formalnie od września tego roku.

- Udzieliliśmy pełnomocnictwa kancelarii prawnej, aby w naszym imieniu sprawdziła, czy możemy pożegnać się z tymi rodzinami - opowiada Kowalczyk - Piekarska.

23 sierpnia do rodziców czterech przedszkolaków zostały wysłane listy polecone, w których znalazło się wypowiedzenie umowy. Kancelaria powoływała się na zapisy umowy z publicznym przedszkolem (została podpisana w maju tego roku i miała obowiązywać od 1 września do 31 sierpnia przyszłego roku).

Chodziło o paragraf 12, który pozwalał stronom ją rozwiązać z zachowaniem dwutygodniowego okresu wypowiedzenia ze skutkiem na koniec miesiąca. To oznacza, że choć dzieci rozpoczną rok w swoim starym przedszkolu, to mogą do niego chodzić tylko do końca września.

Jako powód rozwiązania umowy wskazano, że rodzice wyrzuconych dzieci "nie współpracują z personelem przedszkola i nie akceptują przyjętej przez nie polityki".

"Niedopatrzenie" i kwestie bezpieczeństwa

Właścicielkę oraz dyrektorkę przedszkola przy Wiączyńskiej poprosiliśmy o odniesienie się do zarzutów rodziców, że niechcianych przedszkolaków złośliwie przydzielono do innych grup.

Edyta Osuch poinformowała nas, że przesunięcie Marcela, Klaudii, Antosi i Amelii do innych grup wynikało ze względów bezpieczeństwa. Twierdzi ona, że na miejsce wyrzuconych dzieci przyjęto już inne. Chodziło o to, by nie doszło do sytuacji, że w grupie będzie zbyt wielu podopiecznych.

Dodała, że dzieci znały się dobrze z innymi dziećmi i opiekunami, bo uczęszczały na zajęcia w wakacje, kiedy grupy i tak były pomieszane.

Dyrektor Małgorzata Kowalczyk - Piekarska dopowiada, że po kłótni, do której doszło 1 września zgodziła się na to, aby dzieci do października były jednak w swojej pierwotnej grupie.

A co z szafkami? To, że wyglądały one inaczej niż u innych dzieci (nie były oznaczone żadnym symbole graficznym) rodzice udowodnili zdjęciami wykonanymi 1 września.

Władze przedszkola tłumaczą to "niedopatrzeniem". Zresztą niedługo potem czworo przedszkolaków miało już graficzne symbole - co prawda nie wydrukowane, ale dorysowane kredkami.

Wszystko gra?

Przedszkole przy ul. Wiączyńskiej w Łodzi od września jest placówką publiczną. Zapytaliśmy w ministerstwie edukacji narodowej, czy z przedszkola można tak po prostu wyrzucić przedszkolaka bez jego winy. Teoretycznie można.

- Przypadki, w których dyrektor przedszkola może skreślić dziecko z listy uczniów powinien określać statut przedszkola - informuje Łukasz Trawiński z MEN.

Obowiązek przygotowania statutu spada na organ założycielski placówki. Czyli najczęściej na samorząd. Ale w przypadku przedszkola przy Wiączyńskiej w Łodzi jest inaczej. Jego organem założycielskim jest jego właścicielka - Edyta Osuch. I to ona odpowiada za to, co zapisane zostało w statucie.

Warunki rozwiązania umowy zawarte są w umowie podpisanej przez rodziców.

Zdaniem mecenasa Bronisława Muszyńskiego w takiej sytuacji rodzice - z prawnego punktu widzenia - są na straconej pozycji.

- Rodzice zgodzili się na to, że umowa może być wymówiona - komentuje prawnik.

Jedną instancją, która może ingerować w treść statutu jest kuratorium oświaty. Ono ma sprawdzać, czy zapisy statutowe są zgodne z obowiązującym prawem.

- Chciałbym zaznaczyć z całą mocą, że nie może dochodzić do sytuacji, że dziecko jest wyrzucane z placówki z powodu "widzimisię" dyrekcji. Na to nie było, nie ma i nie będzie zgody - komentuje Grzegorz Wierzchowski, łódzki kurator oświaty.

We wtorek w placówce rozpoczęła się kontrola. Kuratorium zapewnia, że sprawa zostanie wyjaśniona "w trybie pilnym".

- Dopóki nie zostaną zakończone nasze działania w tym zakresie, nie będę się odnosił do szczegółów sprawy - uciął kurator.

To powinieneś wiedzieć mając dziecko w przedszkolu

Za co można wyrzucić przedszkolaka?
To zależy od tego, co zapisano w statucie placówki. Większość dzieci może "wylecieć" za to, że rodzice nie płacą za pobyt dziecka. W wielu przedszkolach jest też zapis, że dziecko będzie skreślone, jeżeli będzie stanowiło zagrożenie dla rówieśników a rodzice nie będą współpracować w poradzeniu sobie z tą sytuacją.
Jak wygląda procedura wyrzucania z przedszkola?
Procedurę określa organ prowadzący przedszkola. Niektóre pozwalają na skreślenie dziecka dopiero po tym, jak nieskuteczne będą próby rozwiązania problemów z jego zachowaniem. Zakładają one poinformowanie psychologów, kontakt z pomocą społeczną, rozmowy z rodzicami etc. Zdarzają się jednak placówki, w których dziecko można wyrzucić niemal z dnia na dzień. Nawet bez jego winy.

Czy można wyrzucić dziecko, które obejmuje obowiązek przedszkolny?

Tak, można. Wtedy - jak informuje MEN - na rodzicu spoczywa odpowiedzialność za to, żeby dziecko uczęszczało na zajęcia.
Czy miasto musi zagwarantować wyrzuconemu przedszkolakowi miejsce w innym przedszkolu?Tak. Dzieciom od trzeciego do szóstego roku życia przysługuje miejsce w publicznej placówce. Może to być jednak przedszkole znajdujące się daleko od miejsca zamieszkania dziecka.
Kto ustala treść statutu? Co powinno się w nim znaleźć? Organ prowadzący danej placówki. Najczęściej jest to gmina. Ale bywa też i tak, że - jak w przypadku przedszkola przy Wiączyńskiej w Łodzi - jest to właścicielka przedszkola, które zostało przekształcone. Statut musi zawierać cele i zadania, które ma realizować placówka i definiować m.in. to, jak rodzice mają współpracować z przedszkolem.
Czy organ prowadzący przedszkola może w statucie przedszkola napisać, co mu się tylko podoba?

Nie. Nadzór nad statutem przedszkoli ma kuratorium oświaty. Jeżeli w statucie znajdą się zapisy, które są niezgodne z prawem albo takie, które uderzają w dobro dzieci, kuratorium może nakazać zmianę zapisów.
Dlaczego w moim mieście rodzice muszą podpisywać umowy z przedszkolem publicznym, a w innych nie?Decyzję o tym, czy umowa będzie podpisana czy też nie podejmuje organ założycielski przedszkola.
Czym się różni przedszkole publiczne od niepublicznego?Przedszkole publiczne musi zapewniać dziecku darmową opiekę przez co najmniej pięć godzin. Oprócz tego rekrutacja do placówki ma charakter otwarty dla wszystkich zainteresowanych i nikt w tym procesie nie może być faworyzowany.
W czym przedszkola niepubliczne muszą przypominać publiczne?Przedszkole niepubliczne również musi realizować program wychowania na podstawie programowego wychowania przedszkolnego zawartego w przepisach. Musi też zatrudniać wykwalifikowaną kadrę.
Czy każde przedszkole publiczne podlega samorządowi?Nie. Zdarzają się placówki, które przekształciły się z przedszkoli niepublicznych (np. rozpoczęły nabór na wymaganych zasadach etc.). Właściciel takiego przedszkola wciąż pozostaje jego właścicielem i organem prowadzącym.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (3)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zimnym okiem
Zimnym okiem

Coś wiem....o tym....w szkole mojego dziecka ...rodzicem ucznia jest sędzina i ona pomaga w dokumentach szkolnych...np sprawdza statut czy jest ok.... Natomiast sa dzieci młodych prawnikow a ich mamusie ciągle szukaja luk...są przeciw by dziecko nie uzywało telefonu w szkole....wszystko podciągaja pod paragrafy zamiast wspołpracować...myślą rozwiń

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      2
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      psiamac

      Czyżby tam rzadzila dobra zmiana ?

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          8
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            2
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          Rysiu1357

          A może poprzednia

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                6
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              Zasady forum
              Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

              Pozostałe informacje