tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

"Strach" na miarę "Sąsiadów"

"Strach" na miarę "Sąsiadów"
Foto: TVN24 | Video: TVN24 "Strach" Jana Tomasza Grossa

11 stycznia do księgarni trafi nowa książka Jana Tomasza Grossa, autora głośnych "Sąsiadów" o pogromie w Jedwabnem. "Strach" jest jeszcze mocniejszy - Gross oskarża w nim Polaków o systemowy antysemityzm, a całe społeczeństwo o sprzyjanie powojennym pogromom. O kontrowersyjnej publikacji mają dziś rozmawiać goście Magazynu "24 godziny".

Antysemityzm w Polsce po II wojnie światowej miał przyzwolenie społeczne, m.in. wskutek udziału licznych Polaków w zagrabieniu mienia ofiar Holokaustu, czego po wojnie komuniści nie rozliczali - to główna teza "Strachu".

Wydana w USA latem 2006 r., wywołała komentarze, odbierane przez wielu Polaków jako krzywdzące. Według wstępu Henryka Woźniakowskiego - prezesa wydającego książkę "Znaku" - "niektóre tezy autora wolno opatrywać znakami zapytania", ale książka może "znacząco przyczynić się do >>odczarowania<< tematu", bo "jako Polacy potrzebujemy rzeczowej debaty".

Gdyby naziści mordowali Żydów na oczach skamieniałych z rozpaczy i straumatyzowanych swoją bezsilnością polskich sąsiadów, a nie, jak to było w rzeczywistości, na oczach przeważnie obojętnej i często na różne sposoby wykorzystującej tę sytuację miejscowej ludności, to powojenny antysemityzm byłby praktycznym i psychologicznym niepodobieństwem

Jan T. Gross, "Strach"


Nieczuli Polacy

Zdaniem Grossa, zjawiska antysemityzmu po Holokauście nie można wyjaśnić "tradycyjnym" polsko-endeckim antysemityzmem sprzed wojny, a z pewnością nie "zarażeniem się" rasistowskimi ideami nazizmu. Według niego, miało zaś na to wpływ m.in. zbiorowe stępienie współczucia wskutek obserwacji masowego ludobójstwa, choć było coś jeszcze.

- Gdyby naziści mordowali Żydów na oczach skamieniałych z rozpaczy i straumatyzowanych swoją bezsilnością polskich sąsiadów, a nie, jak to było w rzeczywistości, na oczach przeważnie obojętnej i często na różne sposoby wykorzystującej tę sytuację miejscowej ludności, to powojenny antysemityzm byłby praktycznym i psychologicznym niepodobieństwem - utrzymuje Gross.

Ofiary budzą nienawiść

Najważniejszego powodu Gross dopatruje się w tym, że Żydzi, którzy przeżyli wojnę, "budzili przerażenie i nienawiść zarazem jako powracający zza grobu prawowici właściciele, sposobem lub przemocą przywłaszczonych dóbr" i jako "zepchnięty w podświadomość, a przez to jeszcze bardziej dręczący, symbol popełnionego grzechu". - I nic dziwnego, że po wojnie agresja w stosunku do Żyda znalazła przyzwolenie społeczne - stwierdza.

Gross przyznaje, że nie wiadomo, "ilu ludzi w jakiejś mierze skorzystało na czystce etnicznej przeprowadzanej w czasie wojny przez Niemców". Powołując się na podawaną przez innych autorów liczbę pół miliona osób, zabór mienia żydowskiego przez Polaków Gross uważa za "zjawisko powszechne", uznając je za powód powojennej "moralnej zapaści".

Niedająca się okiełznać energia tłumu w Kielcach po części stąd się brała, że wojsko tego dnia było z narodem. Przypomina, że żołnierze i milicjanci mordowali tam Żydów na równi z ludnością cywilną

Jan T. Gross, "Strach"


Zabić Żyda to nie zbrodnia

Według Grossa, "zabijanie Żydów po wojnie w Polsce nie było traktowane jako zbrodnia, lecz raczej jako forma kontroli społecznej w obronie wspólnych interesów. Zabójcy Żydów nie podlegali ostracyzmowi ze strony społeczności lokalnych". Jego zdaniem, było nawet przeciwnie - to Polacy, którzy ukrywali Żydów w czasie wojny, starali się ukrywać to przed sąsiadami.

- Ostracyzm, któremu poddawano ludzi pomagającym Żydom, jest zrozumiały tylko wówczas, gdy czystka etniczna, jaką przeprowadzili hitlerowscy okupanci - dając w ten sposób okazję do przejęcia żydowskiej własności - została przyjęta przez polską ludność z zadowoleniem - pisze autor.

Komuniści wespół z narodem mordują Żydów

Opisując pogrom kielecki (w którym zginęło ok. 40 Żydów), Gross podkreśla, że jeśli władze "w obronie Żydów nie zdecydowały się na zastosowanie środków przemocy, to nie dlatego przecież, że komuniści mieli zwyczaj obchodzić się ze społeczeństwem w rękawiczkach": - Po prostu w konflikcie między społeczeństwem a Żydami ani myśleli stawać po stronie tych ostatnich.

Zwracając uwagę na udział w pogromie żołnierzy, wezwanych do uśmierzenia zajść, stwierdza: - Nie dająca się okiełznać energia tłumu w Kielcach po części stąd się brała, że wojsko tego dnia było z narodem. Przypomina, że żołnierze i milicjanci mordowali tam Żydów na równi z ludnością cywilną.

Tak jakby na gruncie światopoglądu katolickiego nie można było być antykomunistą i jednocześnie przeciwstawiać się antysemityzmowi

Jan T. Gross, "Strach"


Kościół głuchy

Krytycznie Gross ocenia reakcje Kościoła na pogrom kielecki, przypominając m.in. raport bpa kieleckiego Czesława Kaczmarka, w którym była mowa, że żądania władz, by Episkopat potępił antysemityzm, są "ubliżające", bo oznaczałoby to "żądanie od Kościoła, by zaaprobował system terroru, jaki jest obecnie w Polsce stosowany".

- Tak jakby na gruncie światopoglądu katolickiego nie można było być antykomunistą i jednocześnie przeciwstawiać się antysemityzmowi - komentuje Gross, wypominając też odmowę "napiętnowania antysemityzmu" ówczesnemu biskupowi lubelskiemu ks. Stefanowi Wyszyńskiemu.

Mit żydokomuny

Gross kwestionuje tezę, by powojenny antysemityzm wynikał z nieproporcjonalnie wysokiego udziału Żydów we władzach i w UB. Dowodzi, że powojenni komuniści "usiłowali trzymać się od Żydów z daleka, zdając sobie sprawę, że asocjacja komunizmu z żydostwem, zakorzeniona w świadomości wielu Polaków, szkodzi interesom partii".

Oprócz czterystu czy pięciuset brunetów o wyostrzonych rysach i obcych duchowi narodowemu poglądach, terrorem w komunistycznej Polsce zajmowało się, lekko licząc, ćwierć miliona lnianowłosych młodzieńców o szerokich twarzach, bardziej półanalfabetów niż zwolenników jakiejkolwiek wyrafinowanej ideologii

Jan T. Gross, "Strach"


Przypominając ustalenia prof. Andrzeja Paczkowskiego, że Żydzi stanowili ok. 30 proc. kadry kierowniczej UB, Gross nazywa ich "współuczestnikami zbrodni popełnionych przez stalinowski aparat przemocy". Zarazem zwraca uwagę, że dla - jak ją nazywa - "katoendeckiej publicystyki" zagadnieniem do wyjaśnienia powinno być 70 proc. personelu kierowniczego UB polskiego pochodzenia. Podkreśla, że "ci sami ludzie" będą "rozsadnikiem antysemityzmu w połowie lat 60."

- Oprócz czterystu czy pięciuset brunetów o wyostrzonych rysach i obcych duchowi narodowemu poglądach, terrorem w komunistycznej Polsce zajmowało się, lekko licząc, ćwierć miliona lnianowłosych młodzieńców o szerokich twarzach, bardziej półanalfabetów niż zwolenników jakiejkolwiek wyrafinowanej ideologii - ironizuje Gross.

- Komunizm nastał w Polsce nie z powodu Żydów - pisze, podkreślając, że do UB trafiali po prostu "ludzie zaufani, komuniści". - Ani Żydzi jako tacy tam się nie pchali do pracy, ani Żydom jako takim nie dawano tam posad - stwierdza Gross, podkreślając, że Żydzi robiąc karierę, zrywali ze swą żydowską tradycją czy religią i dbali o "interesy międzynarodowego proletariatu, a nie międzynarodowego żydostwa".

Polacy nie są winni Zagładzie

Na koniec Gross przyznaje, że Polacy nie są odpowiedzialni za decyzję Niemców, iż to właśnie na obszarze Polski dokonał się Holokaust: - W tym sensie uczestnictwo polskiego społeczeństwa w procesie Zagłady narodu żydowskiego dokonało się w okolicznościach przez Polaków niezawinionych - podkreśla.

Pytając zaś, jak to było możliwe, odpowiada: - Być może nie ma innej odpowiedzi na to pytanie niż stwierdzenie, że w człowieku tkwi zło, że Polacy są ludźmi tak samo jak wszyscy inni i że w sprzyjających okolicznościach ludzie zabijają się nawzajem.

"Strach" w TVN24

W Magazynie "24 godziny" o książce Grossa mają dziś rozmawiać Paweł Machcewicz (Tygodnik Powszechny) i Dawid Warszawski (Gazeta Wyborcza). Opinie o kontrowersyjnej publikacju TVN24 przedstawi także w wieczornym magazynie Polska i Świat.

mtom

Podziel się:

Bądź na bieżąco:

Dowiedz się więcej...

Z powodu ciszy referendalnej forum zostało wyłączone

Pozostałe informacje