"Polskich królików w tym dokumencie nie ma"
Spełnił mi się amerykański sen - przyznał we wtorek 37-letni reżyser Bartek Konopka. Jego film "Królik po berlińsku" otrzymał nominację do tegorocznego Oscara w kategorii najlepszy krótkometrażowy dokument.
PAP: Co, Pana zdaniem, przesądziło o sukcesie "Królika..."? Czym ten dokument ujął Amerykańską Akademię Filmową, która we wtorek ogłosiła listę nominacji do Oscarów?
Ciężko mi samemu oceniać mój film. Mogę natomiast opowiedzieć, jakie głosy docierały do nas, twórców, z USA, a także z Kanady po pokazach "Królika..." na tamtejszych festiwalach - Hamptons International Film Festival w USA i Hot Docs Canadian International Documentary Festival w Kanadzie. Publiczność w tych krajach bardzo dobrze, żywiołowo odbierała ten dokument. Amerykanie mówili nawet: "To historia opowiedziana po amerykańsku". Widzowie docenili oryginalny pomysł, ciekawą realizację dokumentu - w konwencji filmu przyrodniczego. Jak oceniła publiczność, w sposób lekki, przystępny i z humorem została opowiedziana w "Króliku..." trudna, skomplikowana i tragiczna historia muru berlińskiego, podziału Niemiec. Bardzo cieszę się z takich ocen. Zaznaczę, że "Królik..." to dokument zmontowany według reguł fabularnych - ma swoje punkty zwrotne, dramaturgię, która wciąga. Jako jego twórcy podjęliśmy próbę przedstawienia kilkudziesięciu lat historii w
ciągu 51 minut. A wracając do październikowego Hamptons International Film Festival: dostaliśmy tam za "Królika..." nagrodę, o nazwie Conflict and Resolution Award, a przyznanie nam tej nagrody ogłaszał uroczyście na festiwalu aktor Alec Baldwin. Chciałbym podkreślić, że nad "Królikiem po berlińsku" pracowało wspólnie wiele osób, a trzon ekipy stanowiła czwórka: ja - reżyser i współtwórca scenariusza, Piotr Rosołowski - autor zdjęć i współtwórca scenariusza, Anna Wydra - producentka oraz Mateusz Romaszkan - montażysta. Razem pracowaliśmy nad tym filmem przez cztery lata. I myślę, że spełnił nam się piękny "amerykański sen". Zorientowaliśmy się, że można robić coś przez kilka lat, "dłubać" przy filmie krok po kroku, między innymi w zwykłym mieszkaniu, w bloku, a potem wypuścić film w świat i - osiągnąć sukces. "Królik po berlińsku" był montowany we własnym mieszkaniu montażysty w Warszawie. To wyrób trochę "chałupniczy", który zrodził się ze wspólnej energii grupy przyjaciół.Publiczność (...)bardzo dobrze, żywiołowo odbierała ten dokument. Amerykanie mówili nawet: To historia opowiedziana po amerykańsku
Bartek Konopka
Poprzez historię o królikach opowiada Pan o losach ludzi, o - jak sam Pan tłumaczył w jednym z wcześniejszych wywiadów - "gatunku homo sovieticus".
Bohaterami uczyniliśmy króliki, ponieważ to zwierzęta specyficzne. Żyją w stadzie. Hierarchia w tym stadzie, zachowania, współzależności wpływają na życie poszczególnych królików. Króliki to zwierzęta, którymi łatwo manipulować, dla których najważniejsze są bezpieczeństwo - ważniejsze niż wolność - własny teren oraz współżycie w grupie. Pokazując dzikie króliki, które żyły między dwoma pasami muru berlińskiego, staraliśmy się opowiedzieć o społeczności zamkniętej między murami - która na początku jest tą izolacją przerażona, ale potem zaczyna dochodzić do wniosku, że "może nie jest tak źle", zaczyna poddawać się temu, co dzieje się dookoła. "Może nie jest tak źle? Nie mamy wolności, ale przecież jesteśmy tu w pełni bezpieczni" - tak rozumuje ta populacja. Widać tu podobieństwo do ludzi, którzy przez całe lata żyli w systemie socjalistycznym, opresyjnym, stosującym metodę kija i marchewki. "Królik po berlińsku" to również opowieść o mechanizmie propagandy, o manipulowaniu ludzkimi umysłami. Zwrócę uwagę, że do realizacji "Królika..." zainspirował nas swoim pomysłem mój mistrz, wybitny reżyser dokumentalista Marcel Łoziński.
Podobno w filmie wystąpiły dzikie króliki z trzech krajów.
Szukaliśmy najlepszych "aktorów" do zaprezentowania rozkwitu cywilizacji króliczej. W naszym dokumencie wykorzystaliśmy m.in. ujęcia z filmu zrealizowanego przez innych twórców, które przedstawiają szkockie dzikie króliki żyjące na samotnej wyspie, opuszczonej przez ludzi. Zorientowaliśmy się, że musimy korzystać z tych królików niczym z prawdziwych aktorów, że musimy zarejestrować takie reakcje, które przypominałyby reakcje ludzkie, że chcemy widzieć na króliczych pyszczkach strach, zdziwienie, radość, apatię... Takie emocje są bowiem charakterystyczne dla kolejnych faz naszego filmu. Potrzebowaliśmy dobrych ujęć z królikami, by zarejestrować indywidualne reakcje, a także zachowania stadne. Nie byliśmy w stanie nakręcić tego wszystkiego samodzielnie, dlatego sięgnęliśmy do archiwów. Skorzystaliśmy też z ujęć przedstawiających króliki z Australii. A wreszcie rozpoczęliśmy własne "polowania z kamerą" - na króliki żyjące dziś w Berlinie; na terenie Berlina jest dziesięć kolonii dzikich królików. Polskich królików w tym dokumencie nie ma. Konopka przedstawił w "Króliku po berlińsku" - czarno-białym, trwającym 51 minut dokumencie - metaforyczną, poruszającą, a zarazem pełną humoru opowieść o tysiącach dzikich królików, które przez 28 lat zamieszkiwały obszar zieleni stworzony między dwoma pasami muru berlińskiego. Film jest projektem międzynarodowym. Ze strony polskiej jego produkcję finansowały Telewizja Polska oraz Polski Instytut Sztuki Filmowej, a producenci zagraniczni to Niemcy - telewizje MDR, RBB i ARTE, a także Finlandia, Belgia i HolandiaSzukaliśmy najlepszych "aktorów" do zaprezentowania rozkwitu cywilizacji króliczej. (...) Polskich królików w tym dokumencie nie ma.
Bartek Konopka
Dowiedz się więcej...
Komentarze (0)
Pozostałe informacje
10 reklam, na które najczęściej narzekano
Sceny przemocy, walki z policją, ogień i śmierć
Klip przypomina film krótkometrażowy - przedstawia starcia protestującego tłumu z policją. Przemoc pokazana jest w nim tak realist... czytaj dalej »
Polskie bajki retro w sieci na Dzień Dziecka
Fan bił kobietę. Zespół przerwał koncert
- Koleś, nigdy nie można bić pieprzonej kobiety. Co się do cholery z Tobą dzieje, człowieku? - Shirley Manson, wokalistka zespołu ... czytaj dalej »
Bob Dylan z Medalem Wolności
Haneke: "Amour" to ilustracja obietnicy złożonej żonie
Odtwórz: Haneke: "Amour" to ilustracja obietnicy złożonej żonie
Tym razem jurorzy w Cannes nie mieli wątpliwości - austriacki filmowiec Michael Haneke nie dał konkurentom szans. Nieczęsto werdyk... czytaj dalej »
"Miłość" zwycięża. Jury Cannes zakochane
Jury 65. Festiwalu w Cannes przychyliło się do życzeń mediów i widzów - laureatem tegorocznej Złotej Palmy został austriacki reżys... czytaj dalej »
Wydają fortunę na fanów. "Kochamy widok ludzi z tymi światłami"
- Większość pieniędzy, które zarabiamy podczas trasy, wydajemy na bransoletki. Wydaliśmy już fortunę, żeby rozdać je fanom podczas... czytaj dalej »
Rosyjskie babuszki pokonane. Eurowizja dla Szwedki
Piosenkarka Loreen ze Szwecji zwyciężyła w finale 57. edycji Eurowizji. Tegoroczny konkurs odbywał się w stolicy Azerbejdżanu, Bak... czytaj dalej »
Francuska czarodziejka ponownie w Warszawie
ZAZ, artystka nazywana następczynią Edith Piaf i największym odkryciem piosenki francuskiej ostatnich lat, ponownie wystąpi w Wars... czytaj dalej »




