tvnpix

Skąd trutka w mleku w proszku? Sprawcy nie wykryto, śledztwo umorzone

Skąd trutka w mleku w proszku? 
Sprawcy nie wykryto, śledztwo umorzone
Foto: tvn 24 Z uwagi na niewykrycie sprawcy sprawa musiała zostać umorzona

Częstochowska prokuratura umorzyła prowadzone od blisko roku śledztwo w sprawie trutki na gryzonie znalezionej w mleku w proszku wykorzystywanym do produkcji słodyczy. Nie udało się ustalić, kto mógł jej dosypać.

Granulat i fragmenty opakowania po trutce w workach z mlekiem znalazł prawie rok temu pracownik firmy Magnolia z woj. lubuskiego. Inspekcja sanitarna ustaliła wtedy, że podejrzana partia mleka została wyprodukowana 20 lipca 2012 roku przez Okręgową Spółdzielnię Mleczarską "Rokitnianka" ze Szczekocin (Śląskie). Kupiło ją osiem firm w kraju. Jej jedynym dystrybutorem była firma "Janex" z Włocławka.

Po badaniach okazało się, że granulat znaleziony w mleku to bromadiolon – toksyczny środek

gryzoniobójczy. Biegły zaznaczył, że ilość granulatu znaleziona w workach z mlekiem nie mogła zagrażać życiu ani zdrowiu ludzi.

Kiedy trutka trafiła do mleka w proszku?

Prokuratorzy badali, czy trutka na gryzonie znalazła się w workach z mlekiem na etapie produkcji, czy też dopiero po wywiezieniu ich z zakładu. Jak przekonywał zarząd "Rokitnianki", nie można potwierdzić, że znalezione substancje dostały się do mleka w proszku w zakładzie produkcyjnym mleczarni.

Do innych wniosków doszła prokuratura, która posiłkuje się opinią biegłego z zakresu mechanoskopii i uznała, że mleko zostało zanieczyszczone już w Szczekocinach.

W zakładzie przeprowadzono eksperyment procesowy, w którym wykorzystano opakowanie takiego samego środka, jaki znaleziono w mleku. Okazało się, że na całej linii produkcyjnej jest tylko jedno miejsce, w którym do mleka może dostać się cokolwiek z zewnątrz – to otwór rewizyjny. To właśnie tam opakowanie z trutką musiało wpaść lub zostać wrzucone i później „zmielone” przez ruchome elementy - uznał biegły, który porównał

powstałe uszkodzenia do tych z fragmentów opakowania znalezionych w workach, które trafiły do firmy Magnolia. Wykluczył, by do zanieczyszczenia mogło dojść gdzie indziej.

Sprawa umorzona, bo sprawca nie został wykryty

Jak mówi prok. Tomasz Ozimek z częstochowskiej prokuratury okręgowej, na fragmentach opakowania znalezionego w workach z mlekiem, które trafiły do Magnolii, znaleziono ślady linii papilarnych, ale nie nadawały się one do identyfikacji. Z uwagi na niewykrycie sprawcy sprawa musiała zostać umorzona.

Śledztwo było prowadzone pod kątem art. 165 Kodeksu karnego. Mówi on o sprowadzeniu niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób lub szkody dla mienia w wielkich rozmiarach poprzez wprowadzenie do obrotu środków spożywczych, które nie odpowiadają warunkom jakości.

- W tym przypadku, mimo braku realnego zagrożenia dla zdrowia i życia, niewątpliwie doszło do szkody materialnej - trzeba było nie tylko wycofać całą podejrzaną partię mleka, ale też wyroby, które z niej wyprodukowano - tłumaczy Ozimek.

Decyzja o umorzeniu śledztwa nie jest prawomocna. Mogą ją zaskarżyć firmy, do których trafiło mleko z podejrzanej partii. Na drodze cywilnej mogą też domagać się ewentualnych odszkodowań od spółdzielni.

Feralne mleko w proszku miało wyprodukowane przez Okręgową Spółdzielnię Mleczarską "Rokitnianka" ze Szczekocin:

Mapa Polski Targeo
Mapy dostarcza Targeo.pl

Jeśli  chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem, pokazać go w niekonwencjonalny sposób - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje