Trochę się zadziało… Maleńczuk nie miał racji
Piszę kilkanaście godzin po klęsce polskiej reprezentacji do lat 20. Chłopcy Michała Globisza po sensacyjnym zwycięstwie z Brazylią zostali sprowadzeni na ziemię przez Amerykanów, którzy rozgromili nas 6 do 1. Nie będę udawał, że się tego spodziewałem. Nie będę też udawał, że jestem tym zaskoczony, zaszokowany i nie rozumiem jak drużyna może wygrać z Brazylią by po kilku dniach w kompromitującym stylu ulec amerykańskim „hamburgeiros” (jak śpiewał Maleńczuk).
Otóż amerykańscy nastolatkowie, w odróżnieniu od naszych, hamburgerów w nadmiarze nie jedzą. Otóż są oni profesjonalnymi sportowcami i mimo, że piłka nożna nadal zajmuje miejsce w którejś tam dziesiątce na liście najpopularniejszych sportów w USA amerykanie mają o niebo silniejsze podstawy ku temu by ogrywać biało czerwonych na każdym poziomie rywalizacji. Zawodowa liga amerykańska kupuje gwiazdy i z nich żyje. Nie piłkarsko. Marketingowo. Piłkarsko żyje i żyć będzie dzięki piłkarzom, których sama sobie wychowa. Niemalże wyprodukuje. Nie ma w tym sformułowaniu nic złego. Od lat sportowców się produkuje. Im lepiej zorganizowane przedsiębiorstwo, im nowsza technologia, im większa konsekwencja w działaniu tym produkt lepszy. A kluby Major League Soccer są lepszymi przedsiębiorstwami niż kluby Orange Ekstraklasy. I nie odwrócą tego wspaniałe parady Jana Tomaszewskiego i gole Grzegorza Laty sprzed ponad dwudziestu lat. Nie zmienią tego nawet interwencje Jerzego Dudka czy profesjonalizm Czesława Michniewicza, Macieja Skorży, Jacka Zielińskiego, Jana Urbana czy Mirosława Trzeciaka. Oni systemu nie tworzą i go nie stworzą. Może już nigdy nikt go nie stworzy, bo my cały czas będziemy przeświadczeni, że Amerykanie to patałachy i piłki kopać nie potrafią a my to przecież potęgą byliśmy przez… 15 lat. I tylko z tego powodu każdy Polak powinien mieć choć krztynę genów Laty i Tomaszewskiego. A co dziesiąty troszkę z Deyny Kazimierza. Otóż nie. W genach może być coś, co ułatwi piłkarzowi grę, ale same geny nie zagrają. A do klubów trafiają być może ci, którzy tych akurat tych tak bardzo poszukiwanych genów nie posiadają. Możliwe? Bardzo prawdopodobne. A nawet jak posiadają to mogą piłki nie lubić, albo nie mieć do niej serca.
A Amerykanie, genetycznie ubodzy nastolatkowie, grają tak jak im trenerzy od kilkunastu lat każą. Freddi Adu zarabia miliony na reklamach, ale gra w Salt Lake, a wcześniej grzał ławę u Piotra Nowaka w DC United. Bo grać nie musiał. Bo ma dopiero 18 lat i jeszcze sobie pogra. Bo on wyjeżdżać do zachodnich klubów nie musi. Bo w USA w MLS szkolić dzieci i młodzież potrafią tak jak w Premier League. W Polsce, na tak wielka skalę, nie potrafią. To nie wina tych trenerów, którym się chce i którzy mają do tego serce a jednocześnie potrafią to robić. Pomyślmy o skali. Łatwiej wybrać z tysięcy niż z setek. Nie jesteśmy artystami futbolu. Nie jesteśmy potomkami Laty, Deyny i Tomaszewskiego. Chcemy po prostu grać w piłkę. Żeby grać lepiej musimy więcej i lepiej ćwiczyć. Proste? Proste. Futbol to prosta gra. Nawet Eskimos mógłby stać się piłkarską gwiazdą gdyby tylko bardzo chciał i wiedział jak to uczynić.
p.s. Kandydaturę Polski jako organizatora EURO2012 wspierał rezerwowy Liverpoolu Jerzy Dudek. Kandydaturę Rosji jako organizatora ZIO 2014 wspierają Maria Szarapowa, Jewgienij Pluszczenko i inne wielkie gwiazdy światowego sportu. Harowali po to by takimi być. Nie ma innej drogi. Można wypracować zwycięstwo z Koreą w taki sam sposób w jaki piłkarze Globisza wypracowali zwycięstwo z Brazylią. Tyle, że gwarancji powodzenia nie ma, bo to sport. Tu nie ma gwarancji. Jest tylko ciężka praca i wielkie chęci.
p.s. 2 tym razem zamiast przeskoków myślowych do mojego synka Grzesia i moich ulubionych zwierzaków, zdjęcia.
pozdro
sergio
Komentarze (0)
Pozostałe informacje
Życie
Każdy komentator sportowy chciałby uniknąć powtarzania frazesów typu „rzuty karne – to loteria” Prawda jest jednak taka, że czasam... czytaj dalej »
Mourinho jak Freddie Mercury? (Dla tych, którzy nie lubią futbolu)
Avram Grant na kolanach, ale triumfujący;Frank Lampard ze łzami w oczach dedykuje gola zmarłej matce;Fernando Torres już na ławce ... czytaj dalej »
Nie odstawiamy nogi, panowie!
„Brutal” to pojęcie we współczesnym sporcie względne. Od kilkudziesięciu godzin za największego sportowego „bandytę” uchodzi piłka... czytaj dalej »
"Szczeniaczki" Leo
Przez czas, w którym nic nie napisałem wydarzyło się tak wiele, że nawet nie będę usiłował czegokolwiek podsumowywać. Zresztą o ty... czytaj dalej »
Taki czas
Przychodzi taki moment w roku, że dziennikarz sportowy czuje się nie na miejscu i niepotrzebny. Wtedy najlepiej byłoby zapaść w ki... czytaj dalej »
Gruba kreska
Upragniona ligowa przerwa zimowo-świąteczna nadeszła. W większości cywilizowanych lig taka przerwa, jakkolwiek długa by nie była, ... czytaj dalej »
Na czym znać się należy…
Temat stadionowego bandytyzmu jest długi i pewnie nie prędko zostanie rozwiązany. Od czasu do czasu Ci, którym leży na sercu do... czytaj dalej »
Wciąż wierzę.
Wierzę w to, że ludzie są, a przynajmniej starają się być dobrzy. Wierzę też w to, że sport potrafi skupiać tych, którzy mają i ch... czytaj dalej »
Wykopmy ich ze stadionów. Siłą.
Sport bez kibiców nie ma sensu – to wiemy od lat i przypominamy o tym z każdym razem, gdy oglądamy mecze piłkarskie odbywające się... czytaj dalej »
Chelsea się rozpada, Drogba zwariował, a piłkarze to bezduszne darmozjady...
Prowokacje są ostatnio w modzie, więc i ja postanowiłem sprowokować. Londyński zespół i napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej są ty... czytaj dalej »