Zakaz wstępu do lasu
Odjechaliśmy nieco od cywilizacji, od Wal-Martów i fast foodów - zanurzyliśmy się w leśnej głuszy Appalachów. Tutejszy park narodowy z parkiem Tatrzańskim łączy jedno. Opłata za wjazd.
Drobna poprawka - u nas płaci się za wejście, tu - za wjazd samochodem. No ale nadchodzi chwila, gdy auto zostawia się na parkingu - i ciach! Na szlak. Tu też trochę podobnie jak u nas. Szlaki od najprostszych, obliczonych na godzinkę spaceru, po takie zakładające kilkudniowe wyprawy. I na szlaku - to też jak u nas - ludzie się pozdrawiają. I na tym rzeczywiście koniec podobieństw.
W amerykańskich parkach (z czym spotkałem się też wcześniej w Kalifornii i Arizonie) działają sprawne centra turystyczne, gdzie strażnicy nie zajmują się tylko sprawdzaniem, czy ktoś nie łazi na skuśkę po rezerwacie, ale prowadzą też darmowe wycieczki krajoznawcze, opowiadają o atrakcjach parku, jego historii i cudach natury. Przy wjeździe turysta dostaje komplet użytecznych mapek i gazetkę opisującą lokalne atrakcje. I wszędzie informują, że strażnicy parku są po to, aby odpowiadać na wszystkie pytania gości i służyć pomocą. No po prostu niesamowite.
Wieczorem znaleźliśmy jeszcze jedno podobieństwo do Polski. W porze kolacji ustawiła się gigantyczna kolejka do stołówki w schronisku.
PS. Pisane w Charleston (Południowa Karolina), bo w głuszy Appalachów gdzieś zapodział się internet. I bardzo dobrze! O Charleston i Południu, które wygląda (na pierwszy rzut oka) dokładnie jak z serialu Północ-Południe, napiszę w następnym odcinku.Komentarze (0)
Pozostałe informacje
Koniec
No dobrze. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. To koniec. Po ponad trzech latach ostatecznie straciłem parę do blogowania, nie ma co po... czytaj dalej »
Wyindywidualizowałem się
Wyindywidualizowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu, a wszystko przez telefon – właściwie to jego brak. Już drugi raz tak m... czytaj dalej »
Letni salon stolicy
Podobno Warszawa to nudne miasto, władze co i rusz wymyślają więc kolejne atrakcje. A to rok Szopenowski, a to Europejską Stolicę ... czytaj dalej »
Jestem z Marsa, jestem z Marsa!
Za dużo telewizji. Zdecydowanie. Praca w stacji informacyjnej ma to do siebie, że w ciągu dnia, jak telewizji nie robimy, to ją og... czytaj dalej »
Sex in the city
Upał. Pot. Zaduch. Tłok. Dramat… No nie, lato w mieście ma też swoje plusy. Wysokie temperatury skłaniają do odsłaniania, przez co... czytaj dalej »
Relacja, której nie będzie
Na początek szczere wyznanie: kocham kolej. PKP. Naprawdę. Odkąd pierwszy raz pojechałem z mamą pociągiem, ekspresem Tatry do Zako... czytaj dalej »
Chleba i igrzysk
Trzeba utrzymać KRUS, choć wcześniej mówiono, że trzeba go zlikwidować. Trzeba przywrócić 50% ulgi komunikacyjnej dla studentów. N... czytaj dalej »
To znowu ja
Po półrocznej przerwie wracam w nowej roli. Jako literat. Ej, panie Mazur, skromniej! Pisarz? Hola, hola. Może jednak kronikarz? G... czytaj dalej »
Koniec świata
Na początek mały apel: ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, co się dzieje z lokalem „U Boryny” przy Brackiej w Warszawie, niech zgł... czytaj dalej »
Alternatywa z Alternatyw
Pamiętają Państwo słynny odcinek „20. stopień zasilania” serialu „Alternatywy 4”? Inżynier tłumaczy tam dyrektorowi elektrociepłow... czytaj dalej »