Pytania do dowództwa AK
Powstanie Warszawskie – szlachetny poryw serca w walce o wzniosłą sprawę wolności. Absolutnie tak i bez dyskusji. Jak uczy jednak historia, wojen nie wygrywa się szlachetnymi porywami serca, tylko zimnym planowaniem, drobiazgowym rozpoznaniem i diabelskim zaskoczeniem. Im dłużej o Powstaniu myślę - a myślę i czytam o nim sporo – tym więcej pytań rodzi mi się w głowie. Pytań do dowództwa AK.
1. Dlaczego dowództwo miało tak słabe rozpoznanie? Informacja – co wiadomo od wieków – jest kluczem do zwycięstwa. A tu – rozkaz o wybuchu Powstania zostaje wydane na podstawie nieprawdziwej informacji rozgorączkowanego pułkownika Montera o pojawieniu się Sowietów na Pradze – podczas gdy ci zaraz przejdą do obrony przed niemieckim kontratakiem. Dlaczego nikt nie zweryfikował tego doniesienia? Przecież komunikacja i łączność jeszcze wówczas działały normalnie?
2. Dlaczego wybuch wyznaczono na godzinę 17, kiedy większość mieszkańców miasta wraca właśnie z pracy, a ulice są pełne? Dlaczego nikt nie pomyślał, że ludzie, którzy mieszkają na Woli a pracują na Powiślu (jak na przykład przed Powstaniem moja śp. Babcia) zostaną na miesiące albo nawet lata odcięci od swoich bliskich?
3. Dlaczego rozkaz wydano wieczorem, przez co nie mógł dotrzeć do wszystkich oddziałów? Przeprowadzona 27 lipca pierwsza mobilizacja przebiegła wszak sprawniej, bo żołnierze mieli czas na zebranie się – a tak, oddziały stawiały się niepełne i nieuzbrojone.
4. Dlaczego nie starano się nawet wykorzystać elementu zaskoczenia? Garnizon niemiecki czekał na atak postawiony na nogi alarmem. Weźmy taki przykład – atak na Wyścigi Konne. Pomijając, że bezsensowny (o tym za chwilę) to planowany był na noc. Na Służewcu kwaterował silny oddział kawalerii SS i wiadomo było, że tylko zaskoczenie i osłona ciemności daje szanse sukcesu. W nowej sytuacji plany zmieniano ad hoc i atakowano za dnia. Efekt – masakra batalionu Karpaty i odwrót.
5. Dlaczego wyznaczano nierealne cele, przy których ryzykowny plan Market-Garden to spacer do przedszkola? Co miał dać atak na Okęcie, które i tak bez ciężkiej broni było nie do utrzymania? Albo na Wyścigi – wówczas wielkie puste pole z trybunami, z którego przy użyciu kilku czołgów powstańcy zostaliby wyparci już następnego dnia? Albo Cytadela? Była w ogóle do zdobycia? Dlaczego nie zdecydowano się na skoncentrowane ataki – skoro i tak do dyspozycji mamy mało broni, to może warto użyć jej właśnie w taki sposób?
6. Dlaczego w nocy z 1 na 2 sierpnia zapanował taki bezład? Dlaczego powstańcy w Ochoty i Żoliborza opuszczają miasto bez konsultacji z dowództwem, które o sytuacji wydaje się nic nie wiedzieć, albo ocenia ją zbyt optymistycznie?
7. Dlaczego nie wykorzystano oddziałów AK spoza miasta do przeprowadzanie akcji dywersyjnych, które opoźniałyby przybycie niemieckiej odsieczy?
8. Dlaczego – gdy już niemiecka odsiecz przybyła – weszła w miasto jak w masło, doszła z dalekiej Woli do samego centrum (Placu Piłsudskiego), po drodze mordując, grabiąc i paląc?
9. Dlaczego Komendę Główną lokalizowano w takich miejscach, które gwarantowały tylko maksymalne ryzyko i minimalną orientację w sytuacji?
10. I ostanie pytanie. Czy dowództwo miało w ogóle jakiś spójny i realny plan działań wojskowych? I Plan B na wypadek, gdyby ten pierwszy się nie udał? Czy może wszystko jednak było – jak to często w Polsce – na hurra. Z porywu serca.
To tyle. Pewnie Państwo dopiszą mnóstwo innych pytań, a może i odpowiedzi. Pewnie jedni mi naubliżają, inni nazwą ignorantem a jeszcze inni pogratulują. Z góry dziękuję, a ja w tym czasie – z porywu serca – udam się jak co roku na Cmentarz Wolski. Do Ciapka i Kukułki, żołnierzy AK, lat szesnaście. Wykonawców rozkazów, o które dziś pytam.
Komentarze (0)
Pozostałe informacje
Koniec
No dobrze. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. To koniec. Po ponad trzech latach ostatecznie straciłem parę do blogowania, nie ma co po... czytaj dalej »
Wyindywidualizowałem się
Wyindywidualizowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu, a wszystko przez telefon – właściwie to jego brak. Już drugi raz tak m... czytaj dalej »
Letni salon stolicy
Podobno Warszawa to nudne miasto, władze co i rusz wymyślają więc kolejne atrakcje. A to rok Szopenowski, a to Europejską Stolicę ... czytaj dalej »
Jestem z Marsa, jestem z Marsa!
Za dużo telewizji. Zdecydowanie. Praca w stacji informacyjnej ma to do siebie, że w ciągu dnia, jak telewizji nie robimy, to ją og... czytaj dalej »
Sex in the city
Upał. Pot. Zaduch. Tłok. Dramat… No nie, lato w mieście ma też swoje plusy. Wysokie temperatury skłaniają do odsłaniania, przez co... czytaj dalej »
Relacja, której nie będzie
Na początek szczere wyznanie: kocham kolej. PKP. Naprawdę. Odkąd pierwszy raz pojechałem z mamą pociągiem, ekspresem Tatry do Zako... czytaj dalej »
Chleba i igrzysk
Trzeba utrzymać KRUS, choć wcześniej mówiono, że trzeba go zlikwidować. Trzeba przywrócić 50% ulgi komunikacyjnej dla studentów. N... czytaj dalej »
To znowu ja
Po półrocznej przerwie wracam w nowej roli. Jako literat. Ej, panie Mazur, skromniej! Pisarz? Hola, hola. Może jednak kronikarz? G... czytaj dalej »
Koniec świata
Na początek mały apel: ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, co się dzieje z lokalem „U Boryny” przy Brackiej w Warszawie, niech zgł... czytaj dalej »
Alternatywa z Alternatyw
Pamiętają Państwo słynny odcinek „20. stopień zasilania” serialu „Alternatywy 4”? Inżynier tłumaczy tam dyrektorowi elektrociepłow... czytaj dalej »