Kryterium uliczne
W lipcu wsadziłem tu kij w kolarskie mrowisko, krytykując dziwną (moim nieskromnym zdaniem) technikę jazdy na rowerze, która zakłada, że ścieżki rowerowe są dla leszczy a biegnąca równolegle ulica – dla prawdziwych cyklistów.
Wtedy rozmawialiśmy sobie z Państwem teoretycznie - dziś nadarzył się przykład z życia. Koleżanka moja dobra jechała sobie w sobotni poranek szeroką, trójpasmową ulicą w Warszawie. Wzdłuż ulicy biegnie też szeroki, asfaltowy chodnik oznaczony znakiem wskazującym na konieczność dzielenia go przez pieszych i rowerzystów. Ponieważ jednak mało kto wzdłuż tej trójpasmówki spaceruje, praktycznie chodnik jest cały dla rowerzystów. Wróćmy jednak do wspomnianej koleżanki, która to rano wsiadła w swojego odblaskowo-żółtego Matiza i pomknęła do centrum. Na opisywanej ulicy zatrzymało ją światło. Czerwone. Jak sukienka w piosence Fisza, co nie jest bez znaczenia, bo dalej również było jak w piosence: „i nagle bęc – i nagle bum”. To rowerzysta wpadł na żółtego Matiza. Od tyłu.
Cudem chyba tylko (jechał bez kasku) nic mu się nie stało – zwłaszcza, że przybyli na miejsce policjanci zwrócili uwagę, że rower nie hamował. Nie dlatego, że wysiadły hamulce – cyklista po prostu przyjął postawę sprinterską, schował głowę w ramiona, a pedały naciskał na maksa. Jak zeznał – nie zauważył, że dojeżdża do świateł, na których stoją samochody. W tym także nasz żółciutki Matiz. Matiz do remontu, rower do kasacji, cyklista na kontrolę do lekarza.
Wypadki chodzą po ludziach – czasem nie można ich uniknąć. Ale czasem można zmniejszyć ryzyko. A gdyby tak do przepisu zakazującego jazdy rowerem po chodniku (wiem, są drobne wyjątki) wprowadzić przepis zakazujący jazdy po ulicy, jeżeli równolegle do niej wytyczona jest ścieżka?Komentarze (0)
Pozostałe informacje
Koniec
No dobrze. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. To koniec. Po ponad trzech latach ostatecznie straciłem parę do blogowania, nie ma co po... czytaj dalej »
Wyindywidualizowałem się
Wyindywidualizowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu, a wszystko przez telefon – właściwie to jego brak. Już drugi raz tak m... czytaj dalej »
Letni salon stolicy
Podobno Warszawa to nudne miasto, władze co i rusz wymyślają więc kolejne atrakcje. A to rok Szopenowski, a to Europejską Stolicę ... czytaj dalej »
Jestem z Marsa, jestem z Marsa!
Za dużo telewizji. Zdecydowanie. Praca w stacji informacyjnej ma to do siebie, że w ciągu dnia, jak telewizji nie robimy, to ją og... czytaj dalej »
Sex in the city
Upał. Pot. Zaduch. Tłok. Dramat… No nie, lato w mieście ma też swoje plusy. Wysokie temperatury skłaniają do odsłaniania, przez co... czytaj dalej »
Relacja, której nie będzie
Na początek szczere wyznanie: kocham kolej. PKP. Naprawdę. Odkąd pierwszy raz pojechałem z mamą pociągiem, ekspresem Tatry do Zako... czytaj dalej »
Chleba i igrzysk
Trzeba utrzymać KRUS, choć wcześniej mówiono, że trzeba go zlikwidować. Trzeba przywrócić 50% ulgi komunikacyjnej dla studentów. N... czytaj dalej »
To znowu ja
Po półrocznej przerwie wracam w nowej roli. Jako literat. Ej, panie Mazur, skromniej! Pisarz? Hola, hola. Może jednak kronikarz? G... czytaj dalej »
Koniec świata
Na początek mały apel: ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, co się dzieje z lokalem „U Boryny” przy Brackiej w Warszawie, niech zgł... czytaj dalej »
Alternatywa z Alternatyw
Pamiętają Państwo słynny odcinek „20. stopień zasilania” serialu „Alternatywy 4”? Inżynier tłumaczy tam dyrektorowi elektrociepłow... czytaj dalej »