Chybił-trafił
Późny niedzielny wieczór, po kolacji, czas relaksu. Rzadko oglądamy telewizję, ale tym razem włączyliśmy tak na chybił-trafił. Trafił. Na TVN pilot trafił akurat koncert niemenowski w Sopocie. Koncert się skończył, pilot szuka dalej.
Kilka kanałów chybił, aż w końcu trafił na TVP2 i finał „Hitów na Czasie”. Od razu zrobiło się fajnie. Pan prowadzący rzucił dowcip:
- Dlaczego Lech Wałęsa spotkał się z Jezusem?!
- Bo nie mógł z Madonną, cha cha – dowcipnie odpowiedział współprowadzący.
Publiczność chyba niezbyt doceniła żart, bo nawet weseli prowadzący jakoś tak stracili rezon, na szczęście była jeszcze jedna pani, która uratowała show krzycząc: „Kto się bawi najlepieeeej?! Byyyydgoszcz!!!”. Bo koncert był w Bydgoszczy.
- Dżizas – chciałoby się trendy zakrzyknąć. Toż to publiczna telewizja, słynna Dwójka, kiedyś flagowa stacja kulturalna? Acha – zapomniałem o ważnym szczególe. Po wesołych dowcipasach poleciała muzyka. I tego już nie zdzierżyłem. Zainteresowanych prezentowanymi gatunkami muzycznymi odsyłam do tekstu rapera Tedego Pt. „Hity na czasie”.
Po koncercie poleciałem dalej na chybił-trafił. Ponieważ pilot już niczego ciekawego nie trafił, wyłączyłem telewizor. Niecierpliwie czekam na powtórkę „Hitów na Czasie” na specjalne życzenie publiczności – oczywiście tej płacącej abonament na misję.
PS. Mam też prośbę do kolegów z Wiadomości. Czy mogliby zmienić nagranie puszczane na monitorze w lewym dolnym rogu ekranu, gdy prezenter stoi pośrodku kadru? Bo już znudziło mi się patrzenie od pół roku na zapętlony minutowy filmik, na którym na zmianę pojawia się kadr ze studia i relacja reportera prześwitującego przez (chyba) Pałac Prezydencki. Już jak nałogowy hazardzista sam ze sobą robię zakłady – zmienili czy nie? Raz nawet wydawało mi się, że zmienili – tym razem były ze dwie minuty zapętlone, ale widzę, że znowu wrócił prześwit przez Pałac. Tak jakoś już mam, że zwracam uwagę na szczegóły. W ostatnim filmie Machulskiego („Koń Trojański”) strasznie mi nie pasowały latarnie i śmietniki z końca lat ’90 w Warszawie udającej rok 1987. Z góry przepraszam za to czepialstwo. Usprawiedliwia mnie tylko tkwiący w szczegółach diabeł.Komentarze (0)
Pozostałe informacje
Koniec
No dobrze. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. To koniec. Po ponad trzech latach ostatecznie straciłem parę do blogowania, nie ma co po... czytaj dalej »
Wyindywidualizowałem się
Wyindywidualizowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu, a wszystko przez telefon – właściwie to jego brak. Już drugi raz tak m... czytaj dalej »
Letni salon stolicy
Podobno Warszawa to nudne miasto, władze co i rusz wymyślają więc kolejne atrakcje. A to rok Szopenowski, a to Europejską Stolicę ... czytaj dalej »
Jestem z Marsa, jestem z Marsa!
Za dużo telewizji. Zdecydowanie. Praca w stacji informacyjnej ma to do siebie, że w ciągu dnia, jak telewizji nie robimy, to ją og... czytaj dalej »
Sex in the city
Upał. Pot. Zaduch. Tłok. Dramat… No nie, lato w mieście ma też swoje plusy. Wysokie temperatury skłaniają do odsłaniania, przez co... czytaj dalej »
Relacja, której nie będzie
Na początek szczere wyznanie: kocham kolej. PKP. Naprawdę. Odkąd pierwszy raz pojechałem z mamą pociągiem, ekspresem Tatry do Zako... czytaj dalej »
Chleba i igrzysk
Trzeba utrzymać KRUS, choć wcześniej mówiono, że trzeba go zlikwidować. Trzeba przywrócić 50% ulgi komunikacyjnej dla studentów. N... czytaj dalej »
To znowu ja
Po półrocznej przerwie wracam w nowej roli. Jako literat. Ej, panie Mazur, skromniej! Pisarz? Hola, hola. Może jednak kronikarz? G... czytaj dalej »
Koniec świata
Na początek mały apel: ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, co się dzieje z lokalem „U Boryny” przy Brackiej w Warszawie, niech zgł... czytaj dalej »
Alternatywa z Alternatyw
Pamiętają Państwo słynny odcinek „20. stopień zasilania” serialu „Alternatywy 4”? Inżynier tłumaczy tam dyrektorowi elektrociepłow... czytaj dalej »